Bajki dla Amelki

Stary kredens

 Stary kredens

Są meble, które przeszkadzają i są meble niezbędne. Tylko od ciebie zależy, jakim meblem sie staniesz.

Krystyna Siesicka

W bardzo pięknym domu mieszkał stary brązowy kredens.

Nikt nie pamiętał, ile tak naprawdę miał lat, może sto, a może jeszcze więcej. Był bardzo duży. Miał osiem przepastnych szuflad, cztery półki i różne, mniejsze i większe schowki.

Najpiękniejsze były w nim kolorowe szybki, za którymi widać było piękne kieliszki, porcelanowe talerze w kwiatki i śliczne kubeczki w motylki.

stary kredens

Kredens stał sobie już wiele lat w tym samym miejscu w jadalni i był przekonany,że tak zostanie na zawsze.

Zresztą wszyscy domownicy bardzo go lubili.

Ale któregoś dnia przywieziono do domu nowe meble.

Były naprawdę piękne, świeżo pomalowane na kremowy kolor, miały złote uchwyty i były bardzo nowoczesne. Nie takie jak staruszek kredens.

Meble były też niezwykle  zarozumiałe i niemiłe. Jedno z krzeseł odezwało się do kredensu:

-Fuj, jaki jesteś brzydki, nie chcę z tobą stać w jednym pokoju. Nieładnie pachniesz, nie tak jak my.

-Mnie też się nie podobasz – dodała nowa szafa – mogę więcej rzeczy pomieścić niż ty.

A stół w ogóle się nie odzywał, ponieważ był zajęty tylko sobą. Stał na środku jadalni  i myślał, że jest najpiękniejszym stołem na świecie.

Stary kredens zawstydził się. I zrobiło mu się bardzo przykro.

-Może rzeczywiście jestem taki brzydki,że nikt nie chce się ze mną zaprzyjaznić – pomyślał.

A meble, z którymi musiał mieszkać w jednym domu, stawały się coraz bardziej nieprzyjemne.Puszyły się i obrażały staruszka niewybrednymi słowami.

stary kredens

Wreszcie któregoś dnia samochód przywiózł do domu nowy, piękny i nowoczesny kredens.

I dla staruszka zabrakło miejsca.

Czworo ludzi chwyciło go brutalnie pod pachy i wyniosło na strych. Oj, okropnie tam było. Ciemno i zimno.

Kredens pomyślał, że to straszne, że nikt go już nie potrzebuje i że teraz musi być całkiem sam.

Pewnego dnia odwiedziła go mała myszka i zapytała czy może uwić sobie w dolnej szufladzie gniazdko dla siebie i swojej rodziny, która w niedługim czasie miała się powiększyć. Stary kredens zgodził się chętnie.

Od tej pory miał przynajmniej miał towarzystwo.

Mijał czas. Najpierw miesiące, potem lata.

Z nowoczesnych mebli nic już nie zostało. Poniszczyły się. Nie były mocne.

Ale kredens wciąż stał na strychu. W jego przepastnych szufladach mieszkały kolejne pokolenia myszek, które opowiadaly wciąż nowe hstorie.

Ponieważ nikt nie dbał o stary kredens, powoli pokrywał się kurzem. Jego piękne szybki stały się matowe, a na uchwytach wisiały pajęczyny.

Aż pewnego dnia na strych przyszła młoda dziewczyna i stary kredens aż oczy zmrużył, tyle światła wpadło wraz z nią .

Dziewczyna otworzyła wszystkie okna i zakręciła się wkoło.

Stary kredens jeszcze nigdy nie widział tak pięknej postaci.

stary kredens

Dziewczyna miała długie czarne włosy i zielone oczy. Ubrana była w długą, mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy, suknię. Miała twarz jaśniejącą szczęściem i dobrocią.

Nagle podeszła wprost do starego, zapomnianego przez wszystkich mebla.

-Jaki piękny ! – wykrzyknęła i aż ręce złożyła z zachwytu – ciekawe dlaczego stoi tutaj, a nie gdzieś w salonie, albo jadalni. Szkoda go na taki ciemny strych.

Cóż, pójdę na dół i zapytam gospodarzy, czy mogliby go sprzedać. W moim domu będzie się rewelacyjnie prezentować..Nie martw się kochany kredensiku, nie zostawię cię tutaj.

Jeszcze raz okręciła się wokoło, aż jej kolorowa suknia zawirowała razem z nią.

Niezwykła postać była koleżanką córki właścicieli domu. Artystką.

Na strych przyszła, aby poszukać starych ram do obrazów, które malowała.

Ale zapomniała o nich, kiedy zobaczyła stary kredens.

Biedna, zapomniana przez wszystkich szafa, wyśmiewana i pogardzana przez inne meble, tak bardzo jej się spodobała,że postanowiła zabrać ją do swojego domu.

Następnego dnia przyjechał wielki samochód.

Czworo ludzi, tak jak przed laty, chwyciło stary kredens pod pachy i zniosło na dół. Tym razem jednak odbyło się to z wielką ostrożnością, bo młoda dziewczyna bardzo o to prosiła.

-To  bardzo wartościowy mebel – pouczała tragarzy. Proszę uważać, żeby nic mu się nie stało.

Staruszkowi zrobiło się ciepło na sercu. Nie mógł uwierzyć, że ta piękna osoba właśnie o nim mówi. Jak to, on ma być wartościowy?  Naprawdę?

Ale tak właśnie było.

Od tej pory życie starego kredensu stało się piękne jak w bajce.

Przede wszystkim dziewczyna pomalowała go na nowy, niebieski kolor. Wymyła szybki. Półki wyłożyła kolorowym papierem. Na drzwiach namalowała kwiaty. Na koniec wstawiła kredens do jadalni.

I wtedy pokłoniły mu się wszystkie meble, które tam stały

-Jesteś piękny –  mówiły, a stary kredens pomyślał, że nigdy nie był tak szczęśliwy jak w tej chwili.

Pozdrawiam

 Agnieszka Moitrot

Może zajrzysz też tutaj

http://greenelka.com/carpe-diem-bo-bedziesz-zalowac/

6 thoughts on “Stary kredens

  1. witam. tak jak starych drzew sie nie przesadza tak i staarych mebli sie nie wyrzuca.lubie stare meble .pozdrawiam.

  2. Lato zakłada jedwabne rękawiczki … piękny tekst Agnieszko . Od dziecka uważam , że sierpień to smutny miesiąc . Niby jeszcze lato a już dopadają smutki i smuteczki, zamyślenia i nostalgie , które niczym strącone chłodne krople rosy spływają w głąb duszy …
    A co do starych mebli … to kocham je i uważam , że one maja duszę . Bajka o kredensie jest przecudnej urody 🙂 A i każdy może wysnuć z niej jakiś morał dla siebie . Miło było tu być . Pozdrawiam 🙂

    1. Tak, ja też zawsze tak myślałam. Dzisiaj szłam z moimi psami wśród lasów i po prostu dostrzegłam tę chwilę. Jeszcze będziemy mieli piękne dni, ale to taki ostatni taniec, prawda? „Niby jeszcze lato a już dopadają smutki i smuteczki, zamyślenia i nostalgie , które niczym strącone chłodne krople rosy spływają w głąb duszy” …pięknie to napisałaś…
      A stare meble, no cóż, mam taki kredens, ma chyba ze sto lat, kupiłam za grosze i nie oddałabym go za nic.To on mnie zainspirował. Też kocham stare meble. I nie mam wątpliwości, że mają duszę !
      Dziękuję i życzę pięknej nocy

  3. Piękna opowieść. To chyba tak jak z człowiekiem Agnieszko. Mnie też ktoś kiedyś prawie „skazał” na strych, a ktoś inny mnie znalazł odmalował i docenił. Wydobył to, co we mnie najpiękniejsze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *