Lifestyle, bo to ja

Nienawidzę motywacji, czyli antyporadnik

Nienawidzę motywacji, czyli antyporadnik

Chyba najbardziej ulubionym słowem dzisiejszych dziwnych czasów jest motywacja.

I wiecie, ja tego słowa nienawidzę.

Wszyscy chcą się motywować, muszą się motywować, jeśli  raz dziennie się nie zmotywują to tylko się pochlastać. W sieci roi się od poradników, podkastów motywacyjnych, wszędzie filmiki, przepisy, recepty na motywację i inne cuda wianki.

nienawidze motywacji czyli antyporadnik

Musisz się motywować, bo inaczej nie skończysz studiów, nie dostaniesz wymarzonej, naturalnie super płatnej pracy, ba, bez motywacji nie wysprzątasz mieszkania, nie zwleczesz czterech liter z fotela i nie pójdziesz na spacer, nie mówiąc o wykonaniu kilku przysiadów.

A musisz, musisz, musisz to wszystko zrobić, bo inaczej zawali się świat i twoje życie będzie do bani.

Musisz wszystko zrobić, a doba ma tylko 24 godziny.

Więc się motywuj.

nienawidze motywacji czyli antyporadnik

Odpalasz You Tube, a tam czekają na ciebie tysiące filmów, które mówią ci jak się zmotywować.

I dowiadujesz się z nich, że jesteś nadczłowiekiem i  wszystko osiągniesz, zdobędziesz najwyższy  szczyt, skoczysz w najgłębszą wodę, przebiegniesz najdłuższy maraton, nie mówiąc o tym, że przy okazji, tak sobie tylko zdobędziesz milion followersów na instagramie i twitterze.

I tak się zastanawiam, kiedy ty masz czas być sobą, kiedy masz czas być po prostu tu i teraz.

Kiedy masz czas na odsapnięcie, na troszkę lenistwa, nie dlatego, że tak ci każe kolejny poradnik.

Jedz teraz, odpoczywaj teraz, musisz zwolnić, musisz przyspieszyć, musisz iść, musisz posprzątać, musisz prasować, musisz , musisz, musisz…

A jak nie masz ochoty, zmotywuj się.

Ciekawe doprawdy jak ludzie żyli wcześniej bez tego prowadzenia za rączkę. Jak w ogóle mogli funkcjonować w świecie bez kursów motywacyjnych, bez wskazówek jak zrobić najprostszą rzecz.

Czy ci ludzie potrafili w ogóle  żyć ???? No nie do wiary, prawda?

I w dodatku udało im się parę fajnych rzeczy po drodze.

nienawidze motywacji, czyli antyporadnik

Dzisiaj świat dorobił się pokolenia Piotrusiów Panów, ludzi, którzy nie potrafią się sami odnaleźć.

Bo jak rozumieć fakt, że potrzebujemy porad w jaki sposób szybko i skutecznie posprzątać mieszkanie? Albo zorganizować czas, żeby doba wystarczyła na wszystko?

I to w dodatku pod naciskiem. MUSISZ. MUSISZ. MUSISZ.

A jak ci się nie chce, posłuchaj mądrzejszych od ciebie, którzy powiedzą ci jak masz się zmotywować.

Na mnie to nie działa. Nawet kilka razy obejrzałam sobie takie filmiki, ale stwierdziłam, że szkoda mojego czasu na to. Wszędzie mówili to samo i za pięć minut zapominałam o co im chodziło.

Może jestem dziwakiem, może odstaję, trudno, sorry.

Kiedy  chodziłam do szkoły, moi rodzice mówili mi: ucz się,  jeśli chcesz coś osiągnąć w życiu i to wystarczyło.

Nie miałam pojęcia o motywacji.

Uczyłam się i tyle. Bez wymyślnych technik i specjalnej muzyki. Ani relaksacyjnej ani motywacyjnej. Nie rozpraszał mnie facebook ani poczta, ani skype, ani czat. Bo ich nie znałam.  Z jednej strony było gorzej, z drugiej lepiej. Przychodziła koleżanka, siadałyśmy do książek i uczyłyśmy się. Często całą noc.

Kiedy dzisiaj o tym myślę, wydaje mi się, że słowa MOTYWACJA w ogóle nie znałam. Po prostu coś trzeba było zrobić i się to robiło.

I to chyba najlepsza z recept.

Jak coś lubisz, zrobisz chętnie.

Jeśli nie lubisz, masz dwa wyjścia.

Zrób to, bo trzeba.

Albo nie rób.

Jesteś świadomy konsekwencji.

Jeśli wiesz, że czeka na ciebie zadanie w pracy, to się za to zabieraj. Nie potrzeba do tego motywacji. Robisz i tyle. Jeśli nie chce ci się, to nie rób i szukaj innej roboty. Takiej, która ci się spodoba.

Jeśli leży przed tobą stos rzeczy czekających, żeby je wyprasować, to albo się za to zabierz, albo nie. Wtedy masz też dwa wyjścia. Chodzisz w rzeczach pogniecionych i masz totalny zwis na to czy się to komuś podoba czy nie, ty tak lubisz, albo kupujesz takie, których nie potrzeba prasować. I tak dalej.

Chyba jestem dziwakiem, ale nienawidzę  motywacji.

Dlatego, że lubiłam zawsze iść pod prąd. No i nie cierpiałam pouczania i prowadzenia za rączkę.

No, ale ja jestem dinozaurem …

Może powinnam napisać antyporadnik.

Pozdrowienia – Agnieszka

i spróbuj tego, nie musisz się motywować…

i zajrzyj tutaj, to coś dla Ciebie

http://greenelka.com/nic-nie-robic-i-byc-szczesliwym/

 

 

 

32 thoughts on “Nienawidzę motywacji, czyli antyporadnik

  1. Zamiast motywacji , wyrobiono we mnie poczucie obowiązku, sama nauczyłam się ustalania priorytetów. I tak obywam się bez poradników , motywacji … żyję swoim rytmem , robię to co uważam , że powinnam i wtedy kiedy uznam lub wtedy kiedy zachodzi taka potrzeba . Nie znoszę gdy ktoś usiłuje wywierać na mnie presję . X lat temu uświadomiłam sobie , że jedno co muszę to kiedyś umrzeć … poza tym tak naprawdę to nic nie muszę . No chyba , że chcę … ale to już zmienia postać rzeczy 🙂

    1. Tak Maju. Poczucie obowiązku. Albo się to ma , albo nie. Proste. A jak się coś lubi, to w ogóle nie ma potrzeby się motywować. Ja tez dojrzałam do takiej postawy jaką masz. Muszę tylko umrzeć, oby jak najpóźniej, a poza tym mogę tylko chcieć. W ogóle nie znoszę słowa „muszę”.
      Uściski:)

  2. Człowiek jest Istotą… samą w sobie doskonałą.
    Nie, nie musimy codziennie wykonywać swoich założonych norm, bez tego też powinniśmy być dla siebie dobrzy, czuć własną wartość.
    Świat nam wmawia, że tak wiele musimy i to, ile osiągniemy jest wyznacznikiem ów wartości.
    Nic bardziej mylnego. Stąd się bierze większość frustracji, lęków, nerwów…
    Świetny tekst! …i genialny Sinatra. Jak zawsze.
    Pozdrawiam!

    1. Madziu, świetnie to ujęłaś, jak zawsze zresztą. Problem polega na tym, że większość ludzi cierpi na syndrom owcy biegnącej za stadem. Stadem zmotywowanym do… właśnie do czego? Do tego, żeby przestać być człowiekiem z krwi i kości, a stać się automatem. Musieć, musieć, musieć, oto dzisiejszy świat. Sama taka byłam, jeszcze nie tak dawno.
      SErdeczności:)

  3. Świetny post.Też nienawidzę wyrazu motywacja ,może jeszcze w duecie „spełniaj swoje marzenia”
    Ps.Długo się motywowałam ,aby napisać u Ciebie./hi,hi/

  4. Witam w klubie Dinozaurów 🙂 Dzisiaj szłam ulicami Lublina i zastanawiałam się dokąd ci ludzie tak pędzą. Na czerwonym świetle stanął obok mnie starszy pan z siwą brodą i miałam wrażenie, że myśli o tym samym. Powolutku podpierając się laseczką , przeszedł na drugą stronę. Szczerze mówiąc miałam straszną ochotę usiąść z nim gdzieś przy herbatce i porozmawiać, ale zostałam porwana przez bezimienny tłum pędzący do… nie wiem. Czy ta motywacja ich tak napędza?

  5. Czasami życie samo nas motywuje, zwłaszcza to zawodowe, raczej muszę motywować sie do lenistwa, wyluzowania. Dużo w tym prawdy, obserwuje u uczniów dziś kompletny spadek energii życiowej, jakby urodzili sie już starzy i zmęczeni, na szczęście nie wszyscy. Przykład idzie z góry, często rodzicom brakuje tej energii i motywacji do czegokolwiek, wiec i dzieciom tez. Stąd rzesze już coachów, doradców, szkoleniowców…
    Dziś pytam chłopca, czemu indywidualnie jest miły, do pogadania, a w klasie diabeł i nie uważa, a on mi na to, że zaczął chodzić do psychologa, który motywuje go do dobrego zachowania na lekcjach…co Ty na to? Chyba napiszę o tym szerzej u siebie 😉

  6. Też uważam, że z tą motywacja to chyba przesada, ale też dzisiaj dużo inspiracji dookoła. Ciekawe poradniki, czasopisma, internet, a tam tysiące stron, w tym różne portale społecznościowe, gdzie każdy się chwali jak wspaniale, aktywnie żyje i jakie cuda wianki robi: a to chleb sam piecze, szyje firanki, tak ma w kuchni, a tyle potrafi. I zaczyna nam się chcieć coraz więcej i więcej, ale tak naprawdę to nie są nasze prawdziwe pragnienia, nie zawsze pasują do naszego życia i nie wszystko musimy robić i mieć.

    1. Pewnie, że inspiracje są ciekawe, ja sam chętnie dzielę się tym co jest moją pasją. Tyle, że te nawoływania do motywacji są na siłę, są wymuszone. Aż się mdło robi. Te wszystkie kursy motywacyjne, to straszne. Według mnie to po prostu naciąganie na kasę.

  7. „kołcze” motywacyjni których gdzieś tam słuchałam na youtube wmawiali, że samym MYŚLENIEM już poprawię sobie jakość życia i wszystko się ułoży. Owszem, myśli mają duży wpływ na nasze samopoczucie, ale myślami jeszcze nikt nie posprzątał mieszkania;)
    Myślę, że odrobina racjonalnego podejścia do życia i nawet największy bałagan da się posprzątać. 😉
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

  8. Motywowanie to kolejny sposób na zarobienie pieniędzy. Przecież ludzie wcale tego nie muszą, ale im wmawia, że tak i oni wierzą. To trochę taka infantylizacja. Z dorosłych ludzi robi się osoby nieporadne i niesamodzielne. Głupota głupotę pogania. Nie potępiam autorów takich poradników, bo może one faktycznie są ciekawe i może warto mieć coś takiego na półce w razie złej chwili, ale bez szaleństw takich jak kierowanie się tymi wskazówkami codziennie.

  9. słowa powoli stają się ważniejsze od czynów
    a co gorsza potrafią przeinaczyć znaczenie pierwotne.
    w ramach „motywacji” powstają projekty i instalacje – nikt już nie pracuje, tylko bierze udział w projekcie…

  10. Hahaha świetnie to opisałaś Agnieszko. To samo myślę. Jak posprzątam będzie czysto, jak nie to pająki mi ofirankują ściany. Albo coś się robi, albo nie. Każdy robi jak lubi i kiedy lubi, i to samo z jedzeniem. Przed chwilą zjadłam dwa kromale z dżemem malinowym, bo miałam ochotę. Jak się wkurzę i rzucę w wir roboty, to waga sama zleci. Nie chodzę na siłownię, bo mam w domu tyle roboty że mi ją zastępuje 😀 Nie biegam, bo mam na to okazję kiedy indziej. Po prostu albo robię coś sama, albo nie i czekam na lepszą chwilę 😉 Nic na siłę, bo można ogłupieć 🙂

  11. Częściowo się z Tobą zgadzam, tzn. za dużo tego „muszę” i tej do wszystkiego potrzebnej motywacji. Jest tego przesyt, bo na tym najwidoczniej łatwo się wybić i/lub zarobić. Ale czasami warto skorzystać z takiej motywacji (ale swojej własnej), byleby pamiętać żeby być sobą w tym wszystkim.

  12. dziękuję, że napisałaś, że zapytałaś”co u mnie”, dziękuję za tą troskę, to miłe ♥ a ja mam problem z tą motywacją 😉 większość tekstów na moim bloogu(przynajmniej tych starszych) traktuje o motywacji choć wolę słowo „mobilizacja”. Warto się mobilizować, gdy potrzebne jest działanie, gdy już się nie chce kolejny raz próbować, kiedy brakuje sił, nadzieja dawno „zwiała”, a wiara w siebie śpi niczym suseł. Tak, mobilizacja to moje naczelne hasło… mobilizuję się od lat, a w tym roku to już tak solidnie, walczyłam wiele miesięcy z chorobą, bólem, toczyłam samotne bitwy, kilka dni temu pochowałam babcię, rozbita, ale zmobilizowana do walki o jakość życia idę dalej… nie ma takiej siły, która by Nas zmotywowała jeśli sami nie czujemy takiej potrzeby… tylko człowiek może sam siebie zmotywować ponieważ tylko on odczuwa faktyczne i indywidualne potrzeby i pragnienia… raz jeszcze dziękuję za to, że zapytałaś… takie pytania są bardzo ważne ♥

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *