Książki warte mszy

Mistrz i Małgorzata. Moje ulubione cytaty

Mistrz i Małgorzata. Moje ulubione cytaty

” Mistrz i Małgorzata”, to najważniejsza książka w moim życiu.

Ile razy ją czytałam ? Już nie pamiętam.

Za każdym razem odkrywałam coś nowego,  moja fascynacja  z latami rośnie i właściwie z książką nigdy się nie rozstaję . Jest moją najukochańszą wśród ukochanych. Mam nadzieję, że w Niebie dobry Pan Bóg pozwoli mi ją mieć przy sobie. A najchętniej spotkałabym Bułhakowa i rozmawiałabym z nim całą wieczność o tym dlaczego właśnie tak wszystko zobaczył.

Dzisiaj  zapraszam powieść  na mój blog.

Mistrz i Małgorzata. Moje ulubione cytaty.

Wszystkie to perełki i na pewno ucieszą pokrewne dusze.

Zaczynamy

 

Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy.Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym własnie sęk ! Nikt nie może przewidzieć, co będzie robił dzisiejszego wieczora

W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia miesiąca nisan pod kryta kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat.

Burza nadciągnie… -więzień odwrócił się i popatrzył zmrużonymi oczami w słońce – … później, pod wieczór. Przechadzka dobrze ci zrobi, a ja ci chętnie będę towarzyszył. przyszło mi do głowy kilka nowych myśli, które,  jak sądzę mogłyby ci się wydać interesującymi, i z przyjemnością bym się nimi z toba podzielił, tym bardziej, że sprawiasz na mnie wrażenie bardzo mądrego człowieka. – Sekretarz zbladł śmiertelnie, pergamin spadł mu na posadzkę. – Szkoda tylko – ciągnął związany Ha – Nocri i nikt mu nie przerywał – zbytnio jesteś zamknięty w sobie i zupełnie opuściła cię wiara w ludzi. Przyznasz przecież, że nie można wszystkich swoich uczuć przelewać na psa. Smutne jest twoje życie, hegemonie – w tym miejscu mówiący pozwolił sobie na uśmiech.

Przeklęte miasto… – nie wiadomo dlaczego mruknął nagle procurator i wstrząsnął się, jakby go przeszedł ziąb. Zaprawdę, byłoby to znacznie dla ciebie lepiej, gdyby ci ktoś poderżnął gardło, zanim spotkałeś Judę z Kiriatu.

Rzecz w tym – tu profesor rozejrzał sie lękliwie i zaczął szeptać – że sam przy tym byłem. Byłem i na tarasie u Poncjusza Piłata, i w ogrodzie , kiedy rozmawiał z Kajfaszem, i na pomoście , oczywiście potajemnie, incognito, jeśli tak można powiedzieć, więc bardzo proszę – nikomu ani słowa, całkowita dyskrecja, tśśśś…

Ludzie są tylko ludźmi. Lubią pieniądze, ale przecież tak było zawsze… Ludzkość lubi pieniądze, z czegokolwiek byłyby zrobione, czy to ze skóry, czy z papieru, z brązu czy złota. Prawda, są lekkomyślni… Ludzie jak ludzie… W zasadzie są , jacy byli, tylko problem mieszkaniowy ma na nich zgubny wpływ…

Niosła obrzydliwe, niepokojąco żółte kwiaty… Diabli wiedzą jak się te kwiaty nazywają, ale są to pierwsze kwiaty, jakie się wiosną  pokazują w Moskwie.

Za mną czytelniku ! Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język ! Za mną czytelniku mój, podążaj za mną, a ja ukażę ci taką miłość !”

Musiała albo zapomnieć o nim, albo umrzeć sama. Przecież tak nie sposób żyć! Tak nie można! Zapomnieć o nim, za wszelką cenę  zapomnieć ! Ale nieszczęście na tym właśnie polega, że zapomnieć o nim nie umie.

Ciemność, która nadciągnęła znad Morza Śródziemnego okryła znienawidzone  przez procuratora miasto.

Przebacz mi i zapomnij o mnie jak najszybciej. Nie szukaj mnie, to się na nic nie zda.Na skutek klęski i nieszczęść, które na mnie spadły, zostałam wiedźmą.Czas na mnie. Żegnaj, Małgorzata.

Nie chciałabym znajdować się po tej stronie, po której jest Abbadona.

Proszę się nie bać, królowo…. Proszę się nie bać , królowo, krew dawno już wsiąkła w ziemię. Tam, gdzie ją rozlano, dojrzewają już winne grona

– Ponieważ możliwość wzięcia przez panią łapówki od tej idiotki Friedy jest oczywiście najzupełniej  wykluczona – nie dałoby się to przecież pogodzić z pani królewską godnością – doprawdy nie wiem, co mam począć. Mam chyba tylko jedno wyjście – zaopatrzyć się w szmaty i pozatykać nimi wszystkie szpary w ścianach mej sypialni.

-Proszę powiedzieć, dlaczego Małgorzata nazywa pana Mistrzem? – zapytał Woland.

Mistrz uśmiechnął się i powiedział:

-To słabostka, którą należy jej wybaczyć. Małgorzata ma zbyt wysokie mniemanie o powieści, którą napisałem.

– Teraz zawsze będziemy razem – mówił doń we śnie obdarty filozof- włóczęga, który nie wiedzieć w jaki sposób stanął na drodze Jeźdźca Złotej włóczni – gdzie jeden , tam i drugi ! Kiedy wspomną mnie, równocześnie wspomną ciebie !

– Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem – na co by się zdało  twoje dobro, gdyby nie istniało zło jakby wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie ? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając  z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje , ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością ?

– On nie zasłużył na światłość, on zasłużył na pokój.

– Mówimy, jak zawsze różnymi językami – powiedział Woland. – Ale rzeczy, o których mówimy, nie ulegną od tego zmianie, prawda?

– Ach, zniewagi są najczęstszą nagrodą za dobrze wykonaną pracę !

– A zatem – ogień ! – zawołał Azazello. – Ogień, od którego wszystko wzięło swój początek i którym wszystko zwykliśmy kończyć.

No cóż, ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha.

– Popatrz, oto jest już przed tobą twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę.

Od posłania do okna zalega szeroka droga z księżycowej poświaty, wstępuje na nią człowiek w białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika i zaczyna iść w kierunku księżyca.Obok niego idzie młody człowiek w podartym chitonie, ze zmasakrowaną twarzą.

– O, bogowie, o bogowie moi – mówi ów człowiek w płaszczu, – zwracając wyniosłą twarz ku swemu towarzyszowi podróży. – Cóż za wulgarna kaźń ! Ale powiedz mi, proszę – na twarzy nie ma już wyniosłości, jest raczej błaganie – przecież ta kaźń się nie odbyła? Błagam, powiedz mi – nie było jej, prawda ?

– Oczywiście, że nie było – ochrypłym głosem odpowiada mu współtowarzysz – to ci się tylko przywidziało.

– Możesz przysiąc? – prosi człowiek w płaszczu.

-Przysięgam ci ! – mówi ten, który mu towarzyszy, i nie wiadomo dlaczego jego oczy śmieją się .

-To mi wystarczy ! – zdartym głosem woła człowiek w płaszczu i pociągając za sobą swego towarzysza, wspina się coraz wyżej, ku księżycowi. Podąża za nimi spokojny i majestatyczny olbrzymi pies o spiczastych uszach.

A przede wszystkim wiadomo:

” Rękopisy nie płoną !!!!”

 

Pozdrawiam serdecznie – Agnieszka

Jeśli Cię zaciekawił ten tekst, zapraszam tutaj

Oto twoja chwila szczęścia, nie przegap jej !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *