w romantycznej duszy

Laleczka z PRL-u. Opowieść wigilijna

 Laleczka z PRL -u. Opowieść wigilijna

Mojej mamie.

Żyła sobie kiedyś mała dziewczynka. Była jedynym i ukochanym dzieckiem swoich rodziców. Była dla nich słońcem i blaskiem księżyca.

Była najpiękniejszym kwiatem i poezją.Była sensem ich życia.

Choć w  domu dziewczynki  nie przelewało się, rodzice starali się jak mogli, żeby ich córeczka nigdy nie odczuła biedy.

Czasy były ciężkie. Komunizm rozpanoszył się na dobre i chociaż na oczach wszystkich ponosił klęskę, nie miał  najmniejszego zamiaru  poddać się i odejść.

Mama dziewczynki, jak każda mama, która kocha swoje dziecko, bardzo chciała, aby jej córeczka miała ładne sukienki i płaszczyki.

Jednak o kupieniu tego  w sklepach można było tylko marzyć.

Więc nauczyła się szyć. Ponieważ nie miała maszyny do szycia, nawet takiej staroświeckiej, zaczęła szyć ubranka dla córeczki własną ręką.

Od tej pory wieczorami, kiedy dziewczynka już spała, mama siedziała z materiałem w ręku i pod światłem lampy, pracowicie wyczarowywała dla swojej córeczki prześliczne sukienki, spódniczki i płaszczyki.

Każdego ranka zawiązywała we włosach dziewczynki białe kokardy i przytulała ją do siebie, po czym dziewczynka wyruszała w drogę do szkoły.

Tak upływał dzień za dniem.

Dziewczynka wzrastała, otoczona miłością i nigdy nie odczuła, w jak ciężkich czasach przyszło jej żyć.

Lubiła lato, bo wtedy mama kupowała dla niej  truskawki i przyrządzała ze śmietaną i cukrem. Lubiła jesień, bo zbierała z tatą kasztany i tworzyła kasztanowe rodzinki.

Wiosną cieszyła się na pierwszy dzień, kiedy było już tak ciepło, że mogła założyć letnie buciki.

Ale najbardziej kochała czas, kiedy jesień dobiegała końca i wreszcie zaczynało się Wielkie Czekanie.

Każdego dnia tata podnosił ją w swoich silnych ramionach w górę i dziewczynka czerwoną kredką skreślała  w kalendarzu dni dzielące ją od Najpiękniejszego Wieczoru w roku. I zawsze dziwiła się, że czas płynie tak wolno.

Aż wreszcie Wielkie Czekanie dobiegało końca i dziewczynka, kiedy tylko za oknem niebo zaczynało ciemnieć, przyciskała nosek do szyby i  niecierpliwie wyczekiwała Pierwszej Gwiazdki. I jak każdego roku spoglądała jednocześnie w stronę drzwi…

Laleczka z PRL-u

A kiedy już  Gwiazdka jaśniała pełnym blaskiem i wskazywała drogę do Betlejemskiego Żłóbka, do którego podążali Mędrcy i Królowie, rodzice i mała dziewczynka siadali do stołu.

Zawsze zastawiony był skromnie, ale nikomu to nie przeszkadzało.

Dziewczynka miała wypieki na policzkach, kiedy Wieczerza Wigilijna  dobiegała końca, a tata wstawał od stołu i znikał.

Krotko potem rozlegało się pukanie do drzwi, mama biegła otworzyć i po chwili w pokoju zjawiał się wspaniały Święty Mikołaj z workiem prezentów. Nigdy nie były to drogie rzeczy, ale zawsze przemyślane i każdemu dające radość.

Kiedy dziewczynka dorosła i sama stała się mamą, chciała, żeby jej dzieci, tak jak i ona kiedyś, czekały z wypiekami na ten jedyny w roku wieczór.

I tak było.

A dorosła dziewczynka patrzyła na rozjaśnione szczęściem buzie swojej córeczki i synka i wspominała te Święta, w które Mikołaj przyniósł jej najpiękniejszy prezent. Nigdy potem nie cieszyła się tak jak tego wieczoru.

Tym prezentem była mała laleczka.

Taka zwykła, jaką kupowało się w kiosku w PRL-u za 5 złotych. Miała namalowane oczy i włosy. Nic nadzwyczajnego. Ale do laleczki, owiniętej w watę, dołączony był koszyczek  z wikliny przykryty białą narzutą.

Dziewczynka ostrożnie odsunęła materiał.

Jej oczom ukazał się płaszczyk. Maleńki czerwony płaszczyk, obszyty futerkiem. Miał nawet maciupeńkie kieszonki i guziczki zrobione z białej włóczki.

Dziewczynka pisnęła z zachwytu i zanurzyła rączkę głębiej.

Tym razem wyjęła sukienkę z białej wełenki. Potem sweterek w paseczki. A potem spódniczkę.

Im głębiej sięgała, tym większe skarby odsłaniały się jej oczom.

Czego tam nie było! Czapeczki, maleńkie rajstopki, spodenki, piżamki, buciki ! Nie brakowało sukni balowych i strojów kąpielowych. Ale najbardziej zdumiały dziewczynkę maciupeńkie rękawiczki i mufka.

Laleczka z PRL-u miała garderobę, której nie powstydziłaby się najbardziej wybredna dama.

Dziewczynka cały wieczór bawiła się i przebierała  swoją laleczkę, a rodzice przyglądali się i uśmiechali do siebie.

A kiedy nastała noc, dziewczynka zapakowała swój prezent w watę, włożyła do kieszonki płaszczyka i poszła z rodzicami na Pasterkę.

Po latach dowiedziała się, że to jej mama wyczarowała te cuda dla małej laleczki z PRL-u.

To ona , kiedy dziewczynka  spała, siedziała do późna w nocy i szyła. Był to czas, kiedy rodzice dziewczynki byli bardzo biedni. Ale dziewczynka nigdy tego nie odczuła.  A Święty Mikołaj przychodził zawsze.

To wtedy właśnie mama dziewczynki podarowała jej najpiękniejszy prezent.

 Mała laleczka z PRL-u stała się dla dziewczynki znakiem największej miłości. Miłości matki.

Wspomnienie tego wieczoru , kiedy ubierała małą laleczkę, spojrzenia rodziców, światła świec na choince, poniosła dziewczynka w  dorosłe życie i przechowała  w najgłębszym miejscu swojego serca.

Tą dziewczynką byłam ja.

Pozdrawiam Cię serdecznie – Agnieszka

Polecam Ci też też to:

http://greenelka.com/jak-kocha-tata/

 

Prosimy o pomoc w ratowaniu Franusia!

 

 

 

 

 

 

 

 

4 thoughts on “Laleczka z PRL-u. Opowieść wigilijna

  1. Agnieszko, Twoja opowieść o laleczce jest prawie taka jak moja o pralce 😊 Możesz ją znaleźć w zakładce Gabrysia dzieciom. Ależ my mamy podobne wspomnienia…. bardzo się wzruszyłam czytając a piosenki nawet nie uruchamiam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *