Kiedy zapominasz w sobie dziecko, czyli Alicja przed lustrem

Please follow and like us:
20

Kiedy zapominasz w sobie dziecko, czyli Alicja przed lustrem

 „Alicja w krainie czarów” fascynowała mnie od zawsze. Ale jednocześnie nie należała do moich ulubionych książek.

Była dziwna. Była jak moje sny A w snach nieraz chciałam pozostać, a nieraz jak najszybciej z nich uciekać.

Dlatego pragnęłam  przeżyć takie przygody jak Alicja, choć ze względu na ich absurdalność, nie rozumiałam ich i czasami nawet  trochę się bałam.

No, ale wiadomo, że taki lekki dreszczyk jest bardzo miły. Inaczej  thrillery i horrory nie miałyby widzów, prawda?

Na  przykład do dzisiaj uwielbiam zwiedzać zamki, w których straszy.

kiedy zapominasz w sobie dziecko, czyli Alicja przed lustrem

Pamiętam moje wielkie rozczarowanie, kiedy po raz pierwszy przeczytałam „Wakacje z duchami” i dowiedziałam się, że tajemnicza Brunhilda wcale nie była zjawą, lecz zwykłym studentem przebranym w prześcieradło. Okropne !

Wracając do Alicji.

W moim rodzinnym domu znajdowała się bardzo stara, dębowa  komoda z lustrem.

Nazywał się ten mebel tremo i należał do mojej babci. Naprawdę piękna rzecz. Solidnie wykonana i jestem pewna, że mogłaby być ozdobą niejednego domu.

Cóż z tego, skoro moja babcia któregoś dnia postanowiła pozbyć się nie tylko komody, ale i wszystkich starych mebli, jakie były w domu.

kiedyzapominasz wsobie dziecko, czyli Alicja przed lustrem

Gdyby tylko je wyrzuciła !

Na śmietniku miałyby przynajmniej jakąś szansę, może znalazłby je ktoś, zlitowałby się nad nimi i dał im drugie, wspaniałe życie.

Nie, moja babcia postąpiła barbarzyńsko niczym komsomolcy o kostropatych, brzydkich twarzach, kiedy w noc puczu 1917  wpadli do pałaców carskich i z nienawiścią rąbali na kawałki i niszczyli, wyrzucali przez okno wszystko, co napotkali po drodze.

Wszystko, co było piękne.

Grzechem tych luster, obrazów, inkrustowanych sekretarzyków, książek, delikatnych, miękkich materiałów, aksamitów i tiuli, było to, że należały do rodziny carskiej i tak jak ona, nie miały prawa istnieć.

Co było grzechem mebli mojej babci?

Myślę, że po prostu w pewnym momencie miała dosyć tych staroci. Bo tak je nazywała. Starocie.

Więc  porąbała je na kawałki z pomocą sąsiada ( dziadek już wtedy nie żył, bo gdyby żył, nigdy by jej na to nie pozwolił. Nie wiem na pewno, ale  lubię tak myśleć) i wrzuciła do pieca.

kiedy zapominasz w sobie dziecko, czyli Alicja przed lustrem

Wiem, może powiesz mi teraz, że przynajmniej się na coś przydały, ja jednak płakałam z żalu za pięknymi starymi meblami. Wydawało mi się, że zasłużyły na lepszy los, niż bycie opałem.

Kiedy siedziałam przy piecu, w którym kończyły swój żywot, wydawało mi się, że w trzasku palącego się drewna słyszę żal za pięknymi czasami.

Czasami, kiedy na dębowym stole stała waza z zupą, kiedy przed dziećmi wiercącymi się z niecierpliwości na swoich krzesłach, stały talerzyki z biszkoptami, a babcia nalewała każdemu do kubka kompot.

Stół podzielił los pięknego dębowego łóżka z wysokim oparciem, komody z lustrem i  kredensu z błyszczącymi w słońcu szybkami.

Kiedy staroci już nie było, babcia  zapełniła dom nowoczesnymi, ohydnymi przedmiotami bez wyrazu, wdzięku i klasy.

Było sztampowo, z meblościanką Kowalskiego.

Płakałam z żalu za pięknymi meblami, wydawało mi się że nie zasłużyły na taki koniec.

Najbardziej było mi żal szafy o tajemniczej nazwie tremo. Szafa stała w sypialni babci, na środku jej było duże lustro, po bokach dwa mniejsze i każdego dnia  przyciągała do siebie jak magnez,  małą dziewczynkę o wielkiej wyobraźni.

Lubiłam  stać przed tym potrójnym lustrem i  jak Alicja z krainy czarów, byłam pewna, że za chwilę przejdę na drugą stronę i zobaczę coś, czego nigdy nie zobaczą dorośli.

Dlaczego? Wtedy tego nie wiedziałam.

Dzisiaj już wiem, bo niestety, niestety czasami łapię się na tym, że też jestem wciąż po tej samej stronie lustra. Że nie potrafię przejść. Chociaż to w gruncie rzeczy bardzo proste.

Wtedy całym sercem wierzyłam, że nagle zobaczę Białego Królika.

kiedy zapominasz w sobie dziecko, czyli Alicja przed lustrem

Wierzyłam, że ciasteczka, które piekła moja mama, sprawią że będę duża jak nasz dom, albo że sok w butelce zrobi mnie malutką. Naklejałam nawet na butelki karteczki z napisem „wypij mnie”.

Nieszczęściem było, że dorośli nie rozumieli tego.

Moja babcia przychodziła i surowym głosem przeganiała mnie sprzed lustra, mówiąc, że jestem próżna i za karę w lustrze pokaże mi się diabeł.

Na próżno tłumaczyłam jej, że czekam na Białego Królika, który przeprowadzi mnie do krainy czarów.

To smutne, że w pewnym momencie naszego życia prawie wszyscy stajemy się pryncypialni jak moja babcia.

Nie, ona  nie  była zła, ależ skąd, chciała dla mnie jak najlepiej. Jednak nie potrafiła zrozumieć dziecka, którym byłam, ponieważ już dawno dziecka nie było w niej.

Kiedy to się staje? Kiedy zatracasz  tę naturalną zdolność do patrzenia na świat oczyma Alicji ?

Kiedy zapominasz w sobie dziecko ?

Czy wtedy, kiedy nie potrafisz już rozmawiać  z własnym dzieckiem i odpędzasz  się od niego, kiedy zadaje ci pięćdziesiąte pytanie w ciągu dnia? Kiedy mówisz : przestań już, głowa mnie boli?

Czy wtedy, kiedy budząc się rano i widząc, że pada deszcz, wiesz, że na cały dzień masz zaprogramowany zły humor?

kiedy zapominasz wsobie dziecko, czyli Alicja przed lustrem

Czy wtedy, kiedy robisz się tak strasznie pryncypialny ?

Czy może  kiedy wydaje ci się, że wszystko wiesz najlepiej? Że jesteś najmądrzejszy ?

Czy wtedy, kiedy nie ma w tobie ciekawości dziecka, kiedy nie chcesz już zadawać pytań, bo i tak znasz  na nie odpowiedz?

Kiedy nie lubisz słuchać, bo to inni mają słuchać ciebie ?

A może wtedy, kiedy nie potrafi już cię  zachwycić śpiew ptaka  w majowy ranek ?

kiedy zapominasz w sobie dziecko

A może wtedy, kiedy wciąż zastanawiasz się nad tym, co złego przyniesie ci kolejny dzień?

Czy wtedy, kiedy do swojego dziecka mówisz : ja w twoim wieku ( uzupełnij według uznania)  uczyłem się lepiej niż ty, wiedziałem kim chcę zostać w przyszłości, nie chodziłem na wagary, nie interesowałam się chłopcami , słuchałam co mają dorośli do powiedzenia, bo są mądrzejsi od ciebie ?

Czy wtedy, kiedy wiesz na pewno, że sąsiadka ma fatalnie wychowanego psa ? Bo ty  byś to zrobił lepiej, naturalnie, gdybyś miał  psa, ale nie masz, bo psów nie lubisz ?

Czy wtedy, kiedy potrafisz śmiać się tylko z własnych dowcipów?

Dlaczego dzieje się tak,że w pewnym momencie życia zatracasz naturalną zdolność patrzenia na świat oczyma dziecka?

Dlaczego nie potrafisz się śmiać jak dziecko, płakać jak dziecko i dziwić się jak dziecko?

Dlaczego nie chcesz przejść na drugą stronę lustra?

Pozdrawiam – Agnieszka

Zapraszam tutaj

Jak uprościć życie. 5 rzeczy, które ci w tym pomogą

JEŚLI TEN TEKST ZACIEKAWIŁ CIĘ, A MOŻE ZAINSPIROWAŁ, DAJ TEMU WYRAZ PROSZĘ, DAJ LAJKA I POŚLIJ DALEJ. DZIĘKI.

 

 

 

 

 

 

(Visited 24 times, 1 visits today)
Please follow and like us:
20

Only registered users can comment.

  1. Piękny wątek. Czytałem z wielką chęcią, bo przypomina mi się własne dzieciństwo.

    Osobiście uważam, iż coś w nas umiera – bezpowrotnie, w chwili w której przestajemy być dziećmi. świat oczami dziecka – to świat magii i fantazji – rzeczy niemożliwych w wyobraźni dorosłego.

    U mnie to było tak, iż jako mały chłopiec uparcie wierzyłem w istnienie smerfów. Naprawdę. Za każdym razem, kiedy moja babcia mnie zabierała na spacer do lasu, cieszyłem się, że spotkam ulubionych bohaterów z kreskówki – zaglądałem za każde drzewko czy muchomorek – z nadzieją, że znajdę za nim uśmiechającego się niziołka w białych spodenkach i o niebieskim kolorze skóry. Wierzyłem w to całym sercem. Istnienie smerfów było dla mnie czymś zupełnie normalnym i oczywistym.

    I za każdym razem, kiedy rozczarowany wracałem do domu, moja kochana babcia mnie podbudowywała: „Wnuczku, dzisiaj się nie udało. Smerfy są strachliwe, boją się ludzi. Jutro przyjdziemy jeszcze raz, wtedy na pewno zobaczysz jednego – jeżeli będziemy mieli szczęście.”

    Tak było aż do momentu, w którym przestałem wierzyć w smerfy. Był to zarazem dzień, w którym przestałem chodzić z babcią do zaczarowanego lasu, bo zacząłem uczęszczać do szkoły.

    Wczesne dzieciństwo to kojarzę właśnie z moją babcią. Był to jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Czasami, modląc się do Pana Boga, proszę go o to, by w niebie, w zaświatach, dał mi okazję zobaczyć jeszce raz ten świat z dzieciństwa i niemożliwe stało się możliwym. Oczami dziecka.

    pozdrawiam

    1. Bardzo dziękuje za ten, jakże prawdziwy i piękny komentarz. Rzeczywiście jest tak,że jeśli zapamiętamy nasze dzieciństwo jako okres życia, w którym zdarzały się magiczne momenty i jeśli w dodatku mieliśmy szczęście spotkać wtedy dorosłych, którzy nas rozumieli, to wtedy, kiedy już jesteśmy dorośli, łatwiej nam choć odrobinę przejść na druga stronę lustra.Czasami.A swoją drogą gratuluję babci.Musi być kochaną osobą.
      pozdrawiam
      Agnieszka

  2. Odrywanie się od dziecięcych marzeń bywa bolesne, jak powolne odklejanie dobrze zapieczonego plastra z nie do końca zagojonej rany. A potem rana zostaje nie dość, że otwarta na wszystko co na zewnątrz, to jeszcze podrażniona. Inni z kolei odrywają plaster szybko i bezboleśnie i mogą iść dalej. Chociaż zderzenie z rzeczywistością jest nieuniknione, to dobrze jest zostawić sobie na zapas, na życie, trochę dziecka w sobie. Dziecięcej otwartości, ciągłego pytania „dlaczego” i zachwytu nad niewielkimi rzeczami i zdarzeniami.
    A tak na marginesie palenie i niszczenie starych mebli dla mnie jest bolesne. Fizycznie bolesne. Marzy mi się kiedyś duży, stary ( a jakże!) dom, w którym mogłabym te wszystkie niechciane meble przygarniać 😀

    1. Dokładnie. Ludzie, któzy tak bezboleśnie pozbywają sie odrobiny chociażby dziecka w sobie,są czegoś w życiu pozbawieni. Może i mają bardzo uporządkowane życie i stąpają twardo po ziemi,ale często nie widzą na przykład wesołych obłoczkow na niebie,tylko sprawdzają czy znowu z tych chmur nie będzie padać. Człowiek, który nie wyrzucił z siebie dziecka, potrafi jest bardziej otwarty na innych i nie szuka bez przerwy zła. I nie ma to nic współnego z infantylnością,ale jest po prostu naturalnym stanem człowieka, który w ciągu życia przekreślamy.
      A stare meble, no cóż,są piękne, mogą opowiedzieć niejedną historię, także rąk, które je stworzyły. Długo nie mogłam wybaczyć mojej babci, że te swoje przepiękne rzczy zniszczyła. Nigdy się nie dowiuedziałam, dlaczego to zrobiła. Ale cierpiałam bardzo, więc rozumiem Cię, czuję tak samo.

  3. wiele wątków jak zwykle
    babcia wyrzuciła i porąbała – wiesz doskonale co – nie meble, a wspomnienia, które piekły ją każdego dnia, ilekroć wzrokiem dosięgła mebli… próbowała pozbyć się własnych snów, które orały jej szponami duszę i dlatego wyrzuciła i porąbała, żeby na pewno nie spotkać – u sąsiadki, w gościnie… nigdzie…
    ja rozumiem i nie powiem złego słowa.
    a dziecko – pielęgnuj, jak długo dasz radę, bo to cudna jest umiejętność. cieszyć się tym, że się jest, że dzień wstał, że wydarzyło się tak niewiele, że w zasadzie nic, a i to wystarcza do śmiechu. podoba mi sie dziecinna dusza – wszystko całą sobą robi i nie ma dzielenie włosa – jes, albo nie – piekło-niebo, szczęście-rozpacz… ale dzieją się rzeczy niemożliwe i niestworzone całkiem – w tym świecie

  4. Paradoksalnie to właśnie moje Małe przypomniały mi o moim wewnętrznym dziecku… i bawimy się teraz razem świetnie!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

  5. Witaj, Agnieszko.

    Oko ma rację – czasami przeszłość sprawia wiele bólu i pragnie się ją unicestwić raz na zawsze. Nie wiem, czy sposób Twojej Babci dał jej wytchnienie i nie osądzam tego, co zrobiła.

    Rozumiem, że mogło Ci być żal, bo sama też lubię odgadywać historię przedmiotów. Więcej – uważam, że dopiero z czasem nowa rzecz zyskuje własną tożsamość, staje się bliska przez zdarzenia, w których uczestniczy:)

    A co do bycia dzieckiem…:)
    Myślę, że jakaś cząstka tego dziecięctwa zawsze tkwi w człowieku. Czasami tylko oczekiwania zewnętrznego świata sprawiają, że trzeba ją ukryć bardzo głęboko. Również po to, by ją ochronić:)

    Pozdrawiam:)

  6. Często spotykam się z „małą Gabrysią”, a zwłaszcza wtedy gdy chcę napisać coś dla dzieci, wtedy zastanawiam się nad tym, co ja jako dziecko chciałabym usłyszeć lub przeczytać. Przypominam sobie wtedy wszystkie moje ukryte marzenia i sny i wyobrażam sobie że to ja słucham jak mama czyta mi książeczkę. Lubie te moje powroty.
    Moja babcia miała dokładnie takie samo lustro w sypialni, szafę. Był także ołtarzyk, na którym stały figurki świętych, aniołów i świeczki.
    I strasznie zimno było w tej sypialni, ale jak dobrze się spało… aż para z ust leciała 🙂
    Nigdy nie poddała się modzie i w sypialni babci, jak i w całym mieszkaniu, zawsze było po „babciowemu” 🙂

  7. Ja bardzo lubię czytać książki dla dzieci. 🙂
    Twoja babcia miała więcej serca do starych mebli, moja niestety nie. I chyba rzeczywiście było to straszne przeżycie dla dziecka, skoro tak bardzo zapadło mi w pamięć. Ja nawet się domyślam dlaczego tak zrobiła, ale ponieważ już dawno nie żyje, nie chcę mówić. Zresztą dzisiaj to już nieważne…

  8. Oj, jak wiele wątków, aż nie wiem od czego zacząć… może więc skupię się na ostatnim. Mówi sie, że przestajemy być dziećmi gdy tracimy ciekawość świata i szczerość, ale łatwiej pozostać dzieckiem wśród osób sobie podobnych, niż wśród ponuraków i malkontentów…

  9. Jotko, mój tata zawsze do mnie mówił, że się śmieję jak głupia do sera. Jak długo będę potrafiła się tak z niczego śmiać, będę mieć choć troszkę dziecka w sobie. Byle nie ponurakiem być:)

  10. Moja babcia też miała takie lustro, uwielbiałam się w nim przeglądać i zaglądać co ma w kosmetykach 😀 Pamiętam te meble, były piękne i takie solidne. Teraz mam podobne, chociaż to już na pewno nie to samo. Dziecko lubię w sobie pielęgnować, wydaje mi się nawet że jeszcze nie dorosłam. Czasami to potwierdzają moje starsze siostry, przypominają ile mam lat i śmieją się że jestem jak nasz tato. Był bardzo bezpośredni i starał się nie przejmować zbyt wiele. O dziecku w sobie przypominam zwłaszcza, kiedy jestem ze swoją najmłodszą wnuczką. Zięć się dziwi, że mi się chce tak bawić z dzieckiem, że mnie zamęcza, a ja po prostu uwielbiam patrzeć na jej radosną minkę 🙂 Mój tato zawsze mówił, że dzieci nie wolno gasić 🙂 Serdecznie pozdrawiam 🙂

  11. Bardzo podobają mi się takie stare meble, meble z historią i to niejedną. Alicję w krainie czarów, też lubię oglądać.

    Agnieszko z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, przyszłam złożyć Ci życzenia. Na te świąteczne dni i po, przez cały następny rok, życzę Tobie i najbliższym dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności.

    Serdeczności.

  12. Agnieszko, nie wiem, czy mam w sobie dziecko. Czasem chyba mam, przynajmniej bardzo chcę. Pamiętam kilka pięknych mebli z domu moich babć i mojego rodzinnego. Wszystkie skończyły gdzieś w komisie meblowym – sklepie, który właśnie w moim dzieciństwie pojawił się na rynku. Dziś lubię te sklepy bo można w nich znaleźć fajne rzeczy, takie, które ktoś z jakichś powodów postanowił oddać. Szkoda, że twoja babcia tak nie zrobiła. Ja wierzę, że naszymi meblami ktoś jeszcze się cieszył.

    1. No właśnie, zawsze to lepiej niż zamienić je w popiół. Ja tez uwielbiam oglądać sklepy ze starymi meblami, w ogóle ze starociami, bo one maja duszę.
      A trochę dziecka wszyscy mamy w sobie, dopóki nie stajemy się zgorzkniali.:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *