Szlachetne zdrowie

Jak rzucić palenie. Mój sposób.

Jak rzucić palenie

Palenie było moim przekleństwem i moją zmorą.

Właściwie, od kiedy tylko zaczęłam palić, już mi to przeszkadzało. Więc bardzo prędko chciałam przestać.

Niestety należę do osób, które szybko się uzależniają i dlatego można powiedzieć, że natychmiast  wpadłam jak śliwka w kompot.

Paliłam dużo i długo.

Mogłam nie jeść, ale palić musiałam zawsze. Papieros był pierwszą rzeczą, o której myślałam, kiedy rano wstałam z łózka i ostatnią czynnością przed snem.

Jak każdy palacz oszukiwałam się nieustannie.

Sądziłam, że jeśli nie będę palić przed śniadaniem, to nie zaszkodzę sobie tak mocno jak ci, którzy sięgają po papierosa na czczo. Co za naiwność z mojej strony!

Jak rzucić palenie

Dzisiaj wiem, że to bzdura, że żadna to różnica dla papierosa czy wędruje po komórkach naszego ciała rano, czy wieczorem , przed czy po jedzeniu. Zawsze jest trucizną.

Zresztą, co to było za śniadanie, które jadłam wówczas, Kawa, kawa, kawa,  jakaś szybka bułka z dżemem albo serem , byle szybko do papieroska. Szkoda mówić.

Myślę, że każdy palacz ma na swój własny użytek takie małe kłamstwa.

One pomagają mu zachować twarz wobec samego siebie, kiedy czuje się z paleniem niekomfortowo. Kiedy wie, że naprawdę trzeba to świństwo rzucić w diabły, ale jak ?

 Jak rzucić palenie ????

Ja robiłam to wiele razy.

Naprawdę wiele razy i za każdym razem bezskutecznie.

Najpierw myślałam, że potrzebna jest silna wola, ale ta zawsze kapitulowała przed papierosem leżącym przede mną.

Więc zaczęłam je chować. Głęboko w szuflady, a niekiedy  nawet wrzucałam za szafę. Co z tego, skoro prędzej czy później musiałam ją odsuwać od ściany. I martwiłam się przy tym, czy papierosy się przy tym nie pogniotły.

Potem kupowałam te wszystkie śmieszne produkty: tabletki, plastry i wierzyłam, o naiwności, że to pomoże.

W międzyczasie palenie naprawdę stało się czymś, co znienawidziłam.

Cierpiało, moje całe ja, całe moje życie. Także towarzyskie.

Jeśli byłam u znajomych, którzy należeli do tych szczęśliwców, co to  bez papierosów żyć mogli,, to większa część wizyty upływała mi na balkonie, bo tylko tam mogłam oddawać sie mojemu nałogowi.

Z reguły sama, ponieważ krąg znajomych palących, sukcesywnie się zmniejszał. I tylko ja nie potrafiłam zrobić tego jednego kroku w szczęśliwe życie nie palacza.

Jak ja ich  wszystkich nie cierpiałam ! A jednocześnie zazdrościłam im.

Piszę to wszystko dlatego, że może któryś palacz odnajdzie siebie w tych słowach. Pamiętam, że  wtedy  też szukałam takiej wspólnoty.

Palenie jako wspólnota? Brzmi głupio, prawda? Ale tylko dla tych, którzy nigdy w szponach tego nałogu nie byli.

 

Nie mam zamiaru przytaczać przykładów chorób, jakie są skutkiem palenia. I tak wszystko wiadomo.

No i tak nie skutkuje to niczym. Po prostu efekt jest zerowy.

Widziałam ludzi po amputacji nóg, bo ich drogi przyjaciel zapchał im wszystkie żyły w kończynach,  a oni  wesoło palili nadal. Do końca. A nie był on miły.

Ach, tylko jeden, no najwyżej dwa dziennie – słyszałam od nich.

Widziałam pacjentów sanatorium po zawałach, którzy palili, znam nawet kardiologa, który chętnie sięga po papierosa.

Palenie jest tak paskudne, bo trzyma cię mocno, jak szewc but w imadle.

Pamiętam taki moment w życiu, kiedy zrozumiałam, że tak dłużej być nie może.

Byłam u  kosmetyczki. I ona natychmiast , na pierwszy rzut oka wiedziała, że jestem palaczem.

„Skórę kobiety, która pali, rozpoznaję od razu”  powiedziała mi na dzień dobry.

Palenie wpływa na wygląd skóry. Kobieta, która pali, wygląda 10 lat starzej.

To prawda. Najlepszy puder i fluid nie zamaskują zmęczenia, które jest efektem palenia papierosów. Tylko co z tego, jeśli nawet świadomość tego nie pomaga?

Ja wypróbowałam chyba wszystkie metody.

Także  tę Allana Carr.

I ona mi pomogła, niestety, nie na długo. Jego sposób jest fantastyczny, ale ma jednego haka.

Kiedy wreszcie jest się szczęśliwym nie palaczem, nie wolno się złamać, nie wolno zapalić nawet jednego papierosa.

A ja to właśnie zrobiłam. Dwukrotnie.

A więc i ta metoda w moim przypadku odpadła. Choć nie przeczę, jest bardzo dobra. A przede wszystkim słuszna  jest diagnoza i rozpoznanie przyczyny palenia, która tkwi w głowie. Bo tak naprawdę TO jest problem.

 Nieprzyjemne objawy fizyczne po rzuceniu palenia właściwie nie istnieją.

No, może lekkie rozdrażnienie, ale to naprawdę drobiazg.

Jednak ja, mimo, iż o tym  wiedziałam, nie potrafiłam zdobyć się na próbę przeżycia choć jednego dnia bez papierosa. Nawet to było dla mnie za trudne.

Byłam zrezygnowana i właściwie powiedziałam sobie, że widocznie jestem okazem wyjątkowym.Takim, który jest odporny na wszystko.

I w tej rozpaczy zwróciłam się po prostu do Boga.

Przez przypadek, ale dzisiaj jestem pewna, że przypadkiem to nie było, trafiłam na stronę Nowenny Pompejańskiej. Nie wierząc w powodzenie, zaczęłam się gorąco modlić. To nie było łatwe. Bo też nie jest  to łatwa nowenna. Trwa aż 54 dni i składa się z dwóch części. Błagalnej i dziękczynnej , każdej po 27 dni.

Każdego dnia, kiedy modliłam się, myślałam, że to i tak nic nie pomoże, że to nie ma sensu. Na dzień, kiedy  kończyłam część pierwszą,błagalną, przypadały moje urodziny.Obudziłam się i powiedziałam do siebie:

Od dzisiaj nie palę. Po prostu nie palę.

I tak się stało. Nigdy już nie wzięłam do ust papierosa i nigdy tak się  nie cieszyłam, jak wtedy, kiedy przeżyłam bez nieodłącznego dymka swój pierwszy dzień.

Jednak  najdziwniejsze było to,  że nie przyszło mi to wcale trudno. Nie było ani jednej chwili, w której chciałabym sięgnąć po papierosa. To było pięć lat temu.

Korzyści z tego, że rzuciłam palenie są wielkie, ale wydaje mi się, że każdy były palacz wie o czym mówię i nie ma potrzeby tego wałkować.

I nieprawdą jest, że po rzuceniu palenia się tyje.

W miarę jak organizm uwalnia się od trucizny, następuje niesamowity przypływ energii i po prostu chcesz się ruszać. i co najważniejsze, nie tylko chcesz, ale możesz ! I nie tyjesz !

Uwielbiam chodzić po górach. Jednak kiedy paliłam, nie byłam w stanie wejść na jakikolwiek szczyt bez zadyszki. Musiałam robić przerwy. Na co je wykorzystywałam?   Oczywiście, żeby zapalić! Jak bezdennie głupia byłam, szkoda nawet mówić.

Zastanawiam się, co powiedzieć na koniec. Chyba, to, że każdy, kto chce zerwać z tym paskudnym nałogiem, musi znaleźć dla siebie odpowiedni sposób. Ja opowiedziałam o moim.Wydawać się może cudem. Może i tak było. Może…

Ale polecam, naprawdę warto.

Pozdrawiam

Agnieszka

Może zajrzyj też tutaj

http://greenelka.com/czy-zegar-biologiczny-mozna-cofnac-majac-50-lat/

 

 

 

 

4 thoughts on “Jak rzucić palenie. Mój sposób.

  1. Piękne świadectwo. Doda ono siły tym, którzy już dawno przestali wierzyć w zwycięstwo nad nałogiem – tą zmorą, i się poddali. Gratuluję odwagi, dyscyplini, wytrwałości i też drobiny szczęścia. Na pewno miałaś, Agnieszko, także bliskich wokół siebie, którzy Cię wspierali i dodali Ci skrzydeł w tej arcytrudnej walce.

    Palenie to straszny nałóg. Uzależnionym można być od praktycznie każdego dowolnego objektu. Uzależnienie to niewola i straszne cierpienie dla nałogowca, ale również dla jego otoczenia.

    Nie wolno się jednak nigdy poddawać. Cuda pukają czasami do naszego życia przez drzwi, których nie mieliśmy być może w ogóle na uwadze…

    pozdrawiam,
    Królobójca

    1. dziękuje.Jest tak wiele sposobów rzucenia palenia,ja próbowałam naprawdę wszystkiego, no, może oprócz hipnozy, bo w nią nie wierzę.Jednak to,co mnie spotkało,z pewnością było wyciągniętą ręką z Nieba.A przy sobie miałam pomocników, Aniołów, które mnie wspierały. To były moje dzieci.Dzisiaj jestem pewna,że takie zadanie dostały.Niestety mój mąż był na przeciwnym biegunie jako zagorzały palacz. Przestał dopiero, kiedy dorobił sie zawału.No cóż, lepiej pózno, niż wcale.
      Pozdrawiam- Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *