Bajki dla Amelki

Bajka o ścieżce, Leśnej Pani i dębie

Bajka o ścieżce, Leśnej Pani i dębie

Na skraju wsi, tam, gdzie stały obok siebie trzy płaczące wierzby, zaraz za zakrętem, gdzie łopian osłaniał cichutko szemrzący strumyk, zaczynała się ścieżka do lasu.

Po prostu postanowiła być właśnie w tym miejscu i  sama sobie wyznaczyła taki a nie inny szlak.

Jak to mają w zwyczaju ścieżki, nikogo nie pytała o zdanie. Od początku była wąska, można powiedzieć, składała się tylko z talii, smukłej jak u osy.

Upodobała sobie jej towarzystwo babka , ta zwyczajna, grubaśna  i ta lancetowata, szczuplutka jak ścieżka. Lubiły tu rosnąć, bo było spokojnie, rzadko ktoś tędy przechodził.

bajka o ścieżce

Ludzie woleli chodzić do lasu po przeciwnej stronie wsi.

Był jaśniejszy, dojście do niego było łatwiejsze, a droga prosta i  gładka.

Tak więc nie dziwota, że często można było w lesie tym spotkać młode pary, szukające samotności dla pierwszych pocałunków i głębokich spojrzeń w oczy, kiedy jeszcze nic nie jest jeszcze przepatrzone, a wszystko tonie w błękicie i złocie.

W lesie bawiły się dzieci, a co niedzielę przyjeżdżali z miasta miłośnicy grzybów.

Ścieżka była z siebie bardzo zadowolona,właściwie można by ją nazwać zarozumiałą.

Uważała, że jest czymś wyjątkowym, bo też wyjątkowym był las, do którego prowadziła. Często mówiła o tym swojej współmieszkance babce.

-Pamietaj o tym, że jesteś babką wyjątkową, bo na wyjątkowej ścieżce rośniesz, która prowadzi do wyjątkowego lasu.

A babka ( ta zwyczajna) puchła z dumy i stawała się coraz bardziej pękata. Jej kuzynka, ta smukła, wyciągała coraz wyżej swoje ciało baletnicy, tak, aby każdy ją widział.

Kiedy kończył się ostatni zakręt ścieżki, zaczynał się las.

Był tajemniczy i piękny.

Pokryty zielonym dywanem mchu, paproci i soczystej trawy. Gdzieniegdzie trafiały się polanki, na których w blasku  słońca tańczyły pszczoły i ważki, siadając co chwila na którymś z kolorowych kwiatów.

Tak, wszystko w tym lesie było piękne, ale chyba najpiękniejsze były dęby.

Olbrzymie, majestatyczne, o wielkich rozłożystych koronach. Uwielbiały je wiewiórki i ptaki.

Bajka o ścieżce

Na skraju jednej z polanek mieszkała rodzina takich właśnie dębów.

Tata dąb, mama dąb i malutki dąbek – dziecko.

Nie było bardziej zgodnej i kochającej się rodzinki niż te trzy dumne drzewa.

Mały dąbek wzrastał szczęśliwie między rodzicami, wiatr kołysał go do snu, a słońce ogrzewało swoimi słodkimi promieniami.

W cieniu dębów często przysiadywała piękna Leśna Pani.

Nikt z ludzi jej nie widział, ale też przecież nikt nie wchodził do lasu, w którym mieszkała.

To było jej królestwo i to jej słuchały wszystkie zwierzęta i rosliny. Mówiła im, kiedy powinny kłaść się do zimowego snu i budziła je dzwoneczkami, kiedy topniały pierwsze śniegi.

Leśna Pani nosiła sukienkę z leśnej paproci,  przetykaną zlotymi nitkami, które podarowało jej słońce, a we włosy wplatała chabry, fiołki i kaczeńce.

Zimą zaś zmieniała sukienkę na białą, utkaną z mgły, pokrytą  puchem , który każdego późnego lata, tuż przed odlotem do ciepłych krajów, zostawiała zaprzyjaźniona para łabędzi.

Każdego ranka Leśna Pani siadała na polance przy rodzince dębów i czesała swoje długie włosy grzebieniem z sosnowych igieł. Kochała to miejsce i te drzewa.

Szczególnie dziecko, mały dąbek. Było takie urocze !

Miało śliczne, malutkie listki i tego lata powinno dostać pierwsze żołędzie.

Bajka o ścieżce

Mama już od dawna przygotowywała swoje dziecko na to wydarzenie.

`- Żołędzie są dla nas dębów, bardzo ważne, żadne drzewo nie nosi takich pięknych ozdób. Bądź z tego dumny, ale nie zarozumiały. I nie garb się, dęby zawsze stoją wyprostowane – powtarzała każdego wieczoru, zanim Leśna Pani nie przyszła i nie zapaliła  gwiazdek na niebie.

Tata zaś mówił, że kiedy dąbek dorośnie, stanie się Królem Drzew.. On, stary dąb, będzie odpoczywać i bawić wnuki.

Mijały lata.

Młody dąbek rósł, czule kochany przez swoich rodziców.

Na polance niedaleko szumiał strumyk, a wiatr przynosił ze sobą zapach dzikich kwiatów i ziół. Leśna Pani siadała pod dębami i czesała swoje piękne długie włosy, a słońce wschodziło i zachodziło.

Wreszcie młody dąbek przestał być dzieckiem, a stał się bardzo przystojnym młodzieńcem o silnej sylwetce i pięknej rozłożystej, zielonej koronie liści.

Wśród nich  budowały swe gniazda ptaki, a wiewiórki biegały w poszukiwaniu żołędzi.

Czas płynął leniwie i powoli zbliżał się dzień, w którym młody dąb miał uroczyście przejąć od swojego ojca berło Króla Drzew.

Wszyscy mieszkańcy lasu cieszyli się na to wydarzenie, bowiem nie było nikogo, kto młodemu dębowi życzyłby źle.

Miał naprawdę dobry charakter, chętnie pomagał każdemu, kto prosił go o pomoc i nigdy nie wywyższał się nad innych.

Tego dnia, kiedy stary dąb miał oddać berło swojemu synowi, stało się jednak coś niespodziewanego, coś, co na długi czas zmieniło bieg historii, która wydawałoby się, już dawno napisana została do samego końca.

Z samego rana, kiedy mama dąb przygotowywała się do uroczystosci, czesząc swoje długie zielone włosy, a Leśna Pani przeglądała się w tafli strumyka, na polanę wbiegł wszędobylski lis. Był mocno zdyszany, gdyż biegł już bardzo długo.

Wracał z sąsiedniego lasu i właśnie stamtąd przynosił  dziwne wieści.

Otóż do lasu tego przybyli ludzie i wyciągali z ziemi młode, śliczne drzewka po to, aby zawieźć je do miasta.

Miały tam stać przy głównej alei.

Tam gdzie są  wspaniałe domy,  wieczorami oświetlane tysiącem lamp, w domach są sklepy z egzotycznymi owocami, a ulicą codziennie przejeżdża król z królową. Piękne panie i eleganccy panowie spacerują po chodnikach, jedząc czekoladowe lody, a małe pieski w zlotych  obrożach biegają wokoło i wesoło szczekają.

Młody dąb, słysząc o tym, posmutniał. Wtedy posmutniała też Leśna Pani. Słońce schowało się za chmurą i zapłakało. Z nieba spadł deszcz.

-Popatrz coś narobił ! – krzyknął zając do lisa.- To miał być dzień wielkiej radości, a teraz wszyscy spuścili nos na kwintę.

Rzeczywiście.

Nie pomogły ani prośby pszczółek, ani taniec majowych chrabąszczy w powietrzu, ani śpiew słowika.

Smutek zapanował w lesie. a najbardziej zasmucony był młody dąb.

Bardzo chciał znaleźć się tam, gdzie pojechały tamte drzewa. Uważał, że są szczęśliwe, bo zobaczą króla i królową, a on już na zawsze będzie stał w tym samym miejscu i nigdy nic się w jego dębowym życiu nie zmieni.

Od tego dnia jego świat poszarzał.

Dąb stracił ochotę na zabawy z wiatrem, a ptaki i wiewiórki, które próbowały bawić się wśród jego liści, przeganiał niecierpliwymi ruchami gałęzi.

Rodzice młodego dęba martwili się bardzo, bo kochali swojego syna. Wieczorami naradzali się co zrobić, aby znowu było tak jak kiedyś.

Któregoś dnia przyszła Leśna Pani i powiedziała, że ma sposób. A czas był ku temu już wielki, poniewaź mlody dąb ze smutku zaczął liście tracić, choć to nie jesień, a lato było.

Leśna Pani usiadła przed drzewem i wyciągnęła z kieszeni tajemniczy przedmiot.

-patrz – podniosła go wysoko – za chwilę zobaczysz dwa życia dwóch drzew.

Dąb z rezygnacją spojrzał w dół.

Leśna Pani trzymała w dłoniach kryształową kulę. Potrząsnęła nią i oto oczom wszystkich ukazało się wspaniałe miasto. Dokładnie takie, o jakim opowiadał lis.

Na ulicy stały olbrzymie domy, drogą jeździły samochody, a chodnikami przechadzałi się eleganccy panowie i panie, z pieskami w złotych obrożach.

Na małym skrawku trawy stało drzewo. Był to dąb.

Miał brudne liście, bo powietrze przesycone było kurzem.

Czasami przechodzący pies w złotej obroży zatrzymywał się, podnosił łapę, aby obsiusiać drzewo. Nigdzie nie było widać ptaków, nie było też wiewiórek wesoło skaczących z gałęzi na gałąź. Za to widoczny  był smutek biednego dębu. Co chwila wzdychał ciężko i  pochylał się aż do ziemi.

Leśna Pani potrząsnęła kulą i obraz zmienił się.

Młody dąb ujrzał znajomy las.

Na polance stali jego rodzice, juz starsi, ale wciąż dziarscy, o bujnych czuprynach liści, ojciec dumny, ale i czule spoglądający na swoją żonę, mama  jeszcze bardziej rozłożysta i piękna.

Między nimi stał on, Król Drzew, majestatyczny o najpiękniejszej koronie, a wśród jego liści wesoło śpiewały ptaki .

Na polanie rósł jeszcze jeden malutki dąbek. U  jego stóp siedziała sarenka i wygrzewała się w promieniach słońca.

Wokół panował spokój, trawa była zieleńsza niż najczystsza zieleń, a kwiaty były tak kolorowe,że dąb musiał aż oczy zamknąć na chwilę, tak go ta feria barw poraziła.

Bajka o ścieżce, Leśnej Pni i dębie

-czy wciąż jeszcze chcesz wyjechać do miasta?- usłyszał głos Leśnej Pani.

Dąb otworzył oczy i zapłakał.

Spojrzał  raz jeszcze w czarodziejską kulę i zrozumiał, że nigdzie nie będzie tak szczęśliwy jak tutaj.

Podniósł wysoko swoją koronę, zaczerpnął duży haust czystego jak woda i kryształ powietrza i potoczył wokoło wzrokiem.

A zwierzęta, trawy, kwiaty, drzewa i woda w strumieniu oddały mu pokłon .

Niech żyje Król ! – rozległ się gromki krzyk z tysięcy leśnych piersi.

A babka, ta smukła i ta pękata, aż puchły z dumy, że rosną na tak wyjątkowej ścieżce, prowadzącej do wyjątkowego lasu.

Pozdrawiam serdecznie  Agnieszka

no i polecam Ci jeszcze to:

Łąka. Impresja wiosenna i Mistrz nad Mistrzami

 

 

 

 

 

 

 

2 thoughts on “Bajka o ścieżce, Leśnej Pani i dębie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *