15 najsilniejszych pokarmów antyrakowych + słodki bonus

Please follow and like us:
20

Niestety raczysko gnębi strasznie całe społeczeństwa, ciekawe, że głównie te bogate, nieprawdaż ?

Społeczeństwa przekarmione i niedożywione zarazem.

Tak jest, a będzie jeszcze gorzej i nie ma co czekać na cudowne lekarstwo na raka, bo nie wiadomo czy się doczekamy.

To pierwsza wiadomość, przyznaję pesymistyczna, ale co na to poradzę, kiedy prawdziwa. Chodzisz  sie regularnie badać, dobra, ale przecież  badań takich  czy  innych nie można  nazwać zapobieganiem choroby, to tylko wczesne wykrywanie i ewentualna chęć zduszenia choróbska w zarodku.

Chęć, bo jak to wygląda w praktyce, to już inna para kaloszy.

Ale czy jakiś lekarz, kiedy zgłosisz się na badanie powie ci co masz robić, żeby NIE ZACHOROWAĆ ?

Owszem są tacy i oni mają rzeczywiste sukcesy, jednak najczęściej u lekarza dostaje się tabletki. Nie wolno zapomnieć, że na chorobach robi się kolosalną kasę, po prostu niewyobrażalną.

Swoją drogą ciekawe co by się stało, gdyby ludzie zmienili swój styl życia, wyrzucili śmieciowe żarcie, zaczęli się więcej ruszać, zamiast siedzieć przed ekranem telewizora albo komputera ?

Z czego żyłaby Big Farma?

Bo i ciśnienie krwi by się ludziom obniżyło i cukrzyków byłoby mniej a i w zębach byłoby mniej dziur… Hmm…

Z drugiej strony jest też odwrotnie.

Pewien wspaniały czlowiek, lekarz, dr David Servan – Schreiber opowiadał  o swojej rozmowie z kolegą, również  lekarzem w czasie konferencji, na której przedstawił  pogarszające  się nawyki żywieniowe wśród Amerykanów i zasugerował koniecznośc ich skorygowania. Na to kolega odpowiedział, że ciężko to zrobić, bo ludzie wcale nie chcą się zmieniać i nie ma sensu im opowiadać o tym, że powinni zacząć  inaczej się odżywiać, ruszać się i tak dalej.

Ludzie po prostu wolą zażyć tabletkę i mieć spokój.

Piszę o tym, bo mieszkam w bardzo czystym środowisku, naprawdę można by powiedzieć, że chyba nie ma drugiego tak nieskażonego terenu w Polsce jak Podkarpacie.

I rzeczywiście, jest tu najniższa umieralność na raka.

O wiele niższa niż na przykład w bogatej Wielkopolsce.

A jednak co chwilę słyszę z różnych stron o sąsiadach, znajomych, bliższych i dalszych, słyszę, że kogoś tam znowu chwycił w swoje sidła rak.

Właściwie nie znam tak naprawdę zdrowej osoby. Każdy na coś choruje, każdy ma jakiś stan zapalny, a wiadomo, że z przewlekłych zapaleń rozwija się raczysko. Więc już nawet nie myślę o tym co jest dalej.

A skąd się biorą stany  zapalne?

Najczęściej człowiek  pracuje na nie sam i to całymi latami. Dzisiaj nie stać go na najmniejsze wyrzeczenia, ważna jest chwila przyjemnośći, a potem niech się dzieje co chce.

Pisałam o tym  wiele razy, często odpowiedź była taka, że nie można sobie wszystkiego odmawiać i generalnie życie jest jakie jest, a w końcu i tak wszyscy umrzemy. Najgłupsza odpowiedź jaką znam to: w końcu na coś trzeba  umrzeć”. A nie lepiej po prostu na starość?…

Dobra, więc nie będę się powtarzać, bo w końcu każdy jest kowalem swojego losu.

Dla tych, którzy jednak chcieliby  powiększyć swoje szanse na niezachorowanie, podam listę pokarmów antyrakowych, takich super bomb antyrakowych, które warto włączyć do swojego jadłospisu.

Sa takie i to wcale nie jakieś nadzwyczajne, każdy może je kupić i jeść.

Talerz antyrakowy jest przeciwieństwem talerza typowego dla mieszkańca Zachodu, gdzie jego środek zajmuje mięso, a na brzegu leży smętny listek sałaty. Do tego ziemniaki i tłusty sos.

 Połowę antyrakowego talerza zajmują warzywa.

15 najsilniejszych pokarmow antyrakowych

To podstawa, a mięso może być dodatkiem i to oczywiście niecodziennie. Tym bardziej, że WHO zakwalifikowało je do grupy pokarmów potencjalnie rakotwórczych.

Zatem teraz lepsza, pozytywna część.

15  najsilniejszych pokarmów antyrakowych

1. Warzywa i owoce bogate w karotenoidy

Marchew, cukinia, dynia, morele, buraki,  oraz generalnie wszystkie owoce i warzywa o jasnym zbarwieniu : zielonym, żółtym, czerwonym i pomarańczowym. Zawierają beta karoten i likopen, związek, który jak udowodniono, jest skuteczny w ograniczaniu komórek kilku rodzajów raka, na przykład glejaka, ale mają i luteinę, fitoen i kantaksantynę, które pobudzają komórki odpornościowe do pracy, stymulują ich przyrost i zdolność do atakowania komórek rakowych.

2.Szczególna kategoria to warzywa kapustne ( Brassicales), które są  wyjątkowe pod względem wartości odżywczej.

Są wręcz przepełnione witaminami, składnikami mineralnymi, błonnikiem, fitozwiązkami, antyoksydantami i aminokwasami. Oprócz tego  mają mało  kalorii, dlatego można ich zjeść bardzo dużo i nigdy się przy tym nie przytyje.

Niektórzy nie mogą jeść warzyw surowych z różnych względów, ale jest jeszcze możliwość picia soku warzywnego wyciśniętego w wyciskarce wolnoobrotowej. A w ostateczności pozostają jeszcze warzywa gotowane, bo niektóre z nich muszą być  poddane obróbce cieplnej. Oczywiście  pewna ilość wartościowych składników zaniknie pod wpływem wysokiej temperatury.

Warzywa kapustne są potężnym pomocnikiem w walce z rakiem, bo zawierają glukozynolany, które są rozkładane przez enzym mirozynazę na indole i izotiocyjaniany – potężne związki antyrakowe.

15 najsilniejszych pokarmow antyrakowych

Ale nie tylko. Kapustne, czyli inaczej krzyżowe mają też sulforafan i indolo – 3- carbinole, a to też bardzo silne związki o działaniu antyrakowym.

Są w stanie odtruwać organizm z substancji rakotwórczych, nie pozwalają komórkom nowotworowym, które dopiero powstają, przeradzać się w złośliwe, wreszcie blokują angiogenezę, czyli rozrastanie się  sieci naczyń krwionośnych, które potrzebne są nowotworom do życia.

Kapustne to: jarmuż ( mój ulubiony, dla mnie number one w ogóle), brokuły, brukselka, gorczyca, wasabi, kapusta biała, czerwona i włoska, sałaty, rzeżucha, rukola, kapusta chińska, bok choy, brukiew, kalarepa i chrzan.

Kapustne to pokarmy o bardzo wysokiej gęstości odżywczej i powinniśmy ich jeść jak najwięcej !

Uwaga:  kapusty i brokułów nie wolno gotować, gdyz wysoka temperatura niszczy sulforafan i indo-3- carbinole. Najlepiej dusić krótko pod przykryciem, albo przyrządzić na parze.

3.Warzywa zielonolistne

To magiczne pożywienie.

Zaliczają się do nich niektóre krzyżowe, czyli na przykład jarmuż, brokuły, ale i szpinak, mniszek lekarski, liście rzepy, rzodkiewki, marchewki, kalarepy, boćwinki, sałata rzymska i wodorosty.

Zielone liście to eliksir życia i zdrowia.

Prawdziwe lekarstwo natury. Chyba nie ma choroby, której nie można by choć załagodzić warzywami zielonolistnymi.

To super bohaterowie, złoci medaliści. Nie ma lepszych i mocniejszych.

Walczą z rakiem, zapobiegają miażdżycy, zmniejszają ryzyko cukrzycy typu 2, dzięki karotenoidom pobudzają system odpornościowy, czyli naszego najlepszego lekarza i są super dla kości , bo zawierają bardzo dużo wapnia, więcej niż jakikolwiek inny pokarm.

Warzywa zielonoliściaste nie są natomiast mistrzem w smaku, ale można je mieszać z owocami

4.Kurkuma

Najdokładniej przebadana przyprawa.

I najsilniejszy znany dzisiaj naturalny środek przeciwzapalny. Wspomaga apoptozę czyli zaprogramowaną śmierć komórek rakowych i jak warzywa kapustne zapobiega angiogenezie.

Żeby kurkuma była przyswojona przez organizm, musisz zmieszać ją z czarnym pieprzem i dodatkowo z oliwą z oliwek. Wtedy jest największa absorpcja. Możesz dodawać do sałatek, surówek i zup.

5.Czosnek, cebula i szczypiorek

15 najsilniejszych pokarmow antyrakowych

Czosnek jest jednym z najstarszych roślin leczniczych, recepty  z  jego użyciem znaleziono już na sumeryjskich tabliczkach z trzeciego tysiąclecia p.n.e. Czosnek stosowano w czasie I wojny światowej, jako środek zapobiegający infekcjom. Sowieccy żołnierze stosowali go jeszcze w czasie II wojny światowej, dlatego czasami nazywano go ruską penicyliną.

Związki siarki, które znajdują się w czosnku, cebuli i generalnie w roślinach czosnkowatych osłabiają działanie związków rakotwórczych, na przykład podczas grilowania mięsa, ale i pomagają obniżyć poziom cukru we krwi i tym samym  zmniejszać poziom insuliny i czynnika wzrostu IGF, a co za tym idzie,  hamować wzrost komórek nowotworowych.

Te dobroczynne związki w cebuli, czosnku i spółce są o wiele łatwiej przyswajalne, jeśli doda się do nich odrobinę oliwy.

6.Pomidory i sosy pomidorowe

O dziwo, właśnie te warzywa, a właściwie owoce, bo pomidory to owoce, najlepiej działają, kiedy  są ugotowane, bo właśnie wtedy wydziela się likopen. I tu też wspaniale podwyższa jego działanie odrobina oliwy z oliwek.

15 najsilniejszych pokarmow antyrakowych

A jeśli jeszcze do tego dodasz czosnek, cebulę, kurkumę i pieprz, to masz mieszankę zabójczą dla raka, a super wzmacniającą zdrowie.

7. Zielona herbata

Bogata przede wszystkim w polifenole, między innymi katechiny, które ograniczają rozwój nowych naczyń krwionośnych, których nowotwór potrzebuje do wzrostu. Zielona herbata jest bardzo silnym antyoksydantem,  potrafi aktywować w wątrobie enzymy eliminujące toksyny z organizmu.

Jeśli masz ochotę na zieloną herbatę, najlepsza jest japońska – Sencha, Matcha, Gyokuro.

Najlepiej zaparzać 10 minut jedną łyżeczkę zielonej herbaty. Wypić jest dobrze w ciągu godziny, bo później traci cenne polifenole.

8. Grzyby

Przede wszystkim  Shi- take, maitake, pieczarki brązowe, ale i nasz borowik  czy boczniak zawierają polisacharydy i lentiniany, związki, które stymulują wzrost komórek układu odpornościowego. O grzybach piszę więcej tutaj.

W Japonii grzyby stosuje się jako uzupełnienie chemioterapii w celu wzmocnienia układu immunologicznego.

9.Wodorosty

Główne wodorosty jadalne to nori, kombu, wakame, arame i dulse. Nori jest jedną z bardzo rzadkich roślin zawierających długołańcuchowe kwasy omega – 3, najbardziej skutecznie zwalczające stany zapalne w organizmie.

Kombu i wakame zawierają fucoidan, składnik, który stymuluje apoptozę komórek rakowych, a pobudza do działania komórki odpornościowe. Fucoidan należy do tej samej rodziny karotenoidów co likopen w batatach.

Wodorosty można dodawać do zup, sałatek, fasolki, albo soczewicy.

Ja lubię smak wodorostów, ale nie wszyscy mogą je jeść, ludzie z problemami tarczycy powinni poradzić się lekarza albo dietetyka.

10.Kwasy tłuszczowe omega – 3

Występują w mięsie tłustych ryb, albo w wysokiej jakości suplementach zawierających oczyszczony rybi tran.

Oczywiście z rybami jest ten problem, że są niesamowicie skażone  rtęcią, metalami ciężkimi, plastikiem i wszystkimi śmieciami, które pływają w morzach. Obowiązuje reguła: im większa ryba, tym większe zanieczyszczenie i na odwrót.

Najczystsze ryby to małe makrele i sardynki i łosoś, choc tu są różne zdania.

Siemię lniane zawiera również kwasy omega -3, ale i ligniany, czyli fitoestrogeny, które zmniejszają szkodliwe skutki działania hormonów sprzyjających nowotworom.  Siemię  trzeba zmielić przed spożyciem.

Oczywiście można zastapić siemię lniane olejem lnianym, ale nie zawiera on tak wiele lignianów jak nasiona. Trzeba pamiętać, że olej prędko jełczeje i trzeba go przechowywać w lodówce, bez dostępu światła, najwyżej 3 miesiące.

11.Owoce jagodowe

Wspaniałe, absolutnie wspaniałe bomby antyrakowe.

Zawierają kwas elagowy i dużą ilość polifenoli, które pobudzają układ odpornościowy i powstrzymują angiogenezę.

15 najsilniejszych pokarmow antyrakowych

Dobrze jest dodawać maliny, jagody, poziomki, jeżyny, truskawki( przy tych ostatnich  uważaj, należą do parszywej 12 tki) do koktaili, owsianki, musli.

Najlepiej zmieszać płatki orkiszowe, owsiane, jęczmienne, jakieś otręby, do tego dodać siemię lniane albo nasiona chia i  na to owoce jagodowe. To samo zdrowie.

12. Cytrusy

Cytryny, mandarynki, pomarańcze, grejpfruty, wszystkie te owoce są bardzo zdrowe, bo kryją w sobie flawonoidy o działaniu antyzapalnym i pobudzają wątrobę do usuwania toksyn rakotwórczych.

Nie tylko same owoce, ale i ich skórki mają dobroczynne działanie antyrakowe. Jednak pamiętaj, że owoce w takim wypadku muszą być organiczne. Doskonale sprawdzają się w herbacie,  sokach, koktailach, ale i można nimi posypywać sałatki.

13. Czerwone wino

Hej, tu odezwą sie purytanie, którzy powiedzą, że to jednak alkohol i tak dalej, ale fakt, że czerwone wino ma całą masę polifenoli, głównie osławiony resweratrol.

15 najsilniejszych pokarmow antyrakowych

Wino czerwone robi się ze skórek i nasion czerwonych winogron i w takim razie można by powiedzieć, że jak to, to może lepiej zjeść te winogrona? Hmm, ale problem polega na tym, że polifenole wydzielają  się w tym przypadku w procesie fermentacji, zatem ich koncentracja jest o wiele większa w winie niż w winogronach.

Resweratrol w czerwonym winie działa stymulująco na siruiny, specjalne białka, które chronią zdrowe komórki przed starzeniem i mogą  spowalniać raka.

Efekty zdrowotne możliwe są tylko kiedy pijesz jeden kiliszek czerwonego wina dziennie, wszystko powyżej jest już potencjalnie rakotwórcze.

Czekolada czyli słodki bonus

Może z tym słodkim przesadziłam, bo chodzi tylko i wyłącznie o gorzką czekoladę, która ma ponad 70 % kakao.

Tabliczka gorzkiej czekolady ma 2 x więcej polifenoli i antyoksydantów  niż kieliszek czerwonego wina i prawie tyle samo co filiżanka zielonej herbaty.

15 najsilniejszych pokarmow antyrakowych

Czekolada ma średni indeks glikemiczny, poziom insuliny podnosi  o wiele wolniej niż białe pieczywo. 1/ 5 tabliczki nie jest za bardzo kaloryczne, ważne, żeby nie jeść czekolady mlecznej i uważać na taką, która w składzie na pierwszym miejscu  ma  cukier, bo producenci lubią oszukiwać. Wawel i Wedel są spoko, dobre solidne firmy. Nie trzeba koniecznie kupować czekolady bio, albo eko.

Czekoladkę można rozpuścić i wypić gorącą, można też zjeść na deser popijając zieloną herbatą.

Przyznam się, że  zwłaszcza informacja o czekoladzie bardzo mnie ucieszyła…

Zresztą niebawem napiszę jeszcze o tym, bo  pozytywnych wiadomości punkto czekolada jest o wiele więcej, temat właściwie rzeka.

Na razie pozdrawiam i życzę zdrowia – Agnieszka

Źródła:

Johannes F. Coy  -„Dieta antyrakowa”

dr David Servan – Schreiber – ” Antyrak – nowy styl życia”

dr Joel Fuhrman – ” Jeść aby żyć”

Dan Buettner – ” Niebieskie strefy w praktyce”

Julianna Hever – ” Dieta roślinna na co dzień”

T.Colin Cambell – ” Nowoczesne zasady odżywiania”

 

(Visited 526 times, 10 visits today)
Please follow and like us:
20

(67) Comments

  1. i czekolada… super. ale z resztą też kłopotów wściekłych nie mam. gorzej, jeśli to miałoby stanowić całość diety

    1. Całość nie , ale znaczącą część…

  2. Grzegorz P. says:

    Witam
    Co do nowotworów, to generalnie pomaga zminimalizowanie ilości pokarmu. Oczywiście nadmiar białka, to nadmiar hormonu wzrostu IGF[co daje efekt rakotwórczy]. Czyli wszystkie produkty zwierzęce do wyrzucenia całkowitego. WHO uznało mięso czerwone za „prawdopodobnie” rakotwórcze[między innymi z powodu żelaza hemowego], a nie „na pewno”[100%] rakotwórcze, z powodu nacisków lobby mięsnego i dlatego że kupiono mnóstwo badań mających zamącić ten jasny fakt[to samo przez lata strugano z tytoniem]. Mongolia ma pierwsze miejsce na świecie w nowotworach, a roślin tam się nie jada prawie wcale, więc chyba wszystko jasne.
    Potem produkty powodujące zakwaszenie płynów ustrojowych[co zwiększa ryzyko raka], to oprócz produktów zwierzęcych, biała mąka i produkty z tej mąki[PH 5.9 – 5], biały ryż[PH 5.9 – 5], kawa[PH 5.9 – 5], czekolada i kakao[PH 5.9 – 5], czarna herbata[PH 5.9 – 5]. Jak bym wyrzucił też alkohol każdy, herbatę zieloną i czekoladę każdą [ich anty rakowe działanie jest dla mnie naciągane{badania można kupić} i ogólnie osłabiają one zdrowie]. I zero smażenia, jak najmniej gotowania. Porządek w diecie. Post czasowy[np od 14:00 do 7:00]. Owoce osobno. Przestać jeść dla smaku, a dla głodu i wyćwiczyć kubki smakowe, by to nie one nami rządziły, ale my wykorzystujmy je jako narzędzie do testowania świeżości i jakości pokarmu. Nadmiar węglowodanów też dokarmia raka, więc arbuzy, sklepowe winogrona, daktyle do eliminacji. Dzikie owoce preferowane.
    Układ odpornościowy dobrze odżywiony, wraz z czystymi żyłami i zdrową wątrobą będzie sam leczyć nowotwory.
    Coś trzeba jeść i owoce oraz warzywa stają się mimo woli anty rakowe, jako zamienniki produktów odzwierzęcych. Można się kłócić jakie konkretnie składniki powodują ten efekt, że Adwentyści weganie, kontra Adwentyści mięsożercy, mieli 15% mniej nowotworów ogólnie. Jedni przypiszą to eliminacji produktów odzwierzęcych, inni roślinom[ja bym stawiał na jarmuż, mniszek lekarski, melisa, oregano, bazylia, pokrzywa, rukola, natka pietruszki, cebula, marchew, pomidory, papryka, cukinie, kapusta pekińska, orzechy włoskie, migdały, pestki dyni, kiwi, pomarańcze, jabłka, gruszki, banany, dzikie czereśnie, maliny, porzeczki, jagody, agrest, owies, len, Chia, rzepak, orkisz, soczewica, groch, bób, fasolka szparagowa, kalafior gotowany, kasza gryczana i jaglana, ostropest – rośliny dobre pod każdym względem{szpinak ma szczawiany, więc bym wywalił} + skądś ‘B12’, ‘D’, jod]. Ja uważam że nie ma magicznej rośliny leczącej raka, ale cała dieta jako element odpowiedniego stylu życia[mistyka, odpowiednie myślenie, radzenie sobie ze stresem, ruch, słońce, dotlenienie] da ostateczny efekt u 97% ludzi nie obciążonych genetycznie, usuwając ryzyko o 80% do 90 roku życia.
    Na nowotwory umiera w Polsce 25% osób, a chorych jest 50%, ale 25% z nich wcześniej umrze na choroby układu krążenia[zawał, udar]. Jeśli ktoś nie zrobi z sobą porządku, ma 50% szans, że zachoruje. A skuteczność „leczenia” medycznego, to około 5% na 5 lat przeżywalności. Stąd logiczny wniosek, by zostać weganem, a przy okazji poskramia się największego zabójcę ludzkości-choroby żylne układu krążenia. Czyści się też cukrzycę i nadwagę . I wtedy ma się szanse, na nie wpadnięcie w szpony biznesu medycznego, który jest w USA trzecią przyczyną zgonów. A to, że przy okazji pomaga się środowisku i działa dla poprawy etycznej, to kolejny miły darmowy prezent od diety roślinnej.
    Pozdrawiam

    1. Grzegorzu, dziękuję bardzo za tak cenny komentarz i cieszę się, że zawitałeś w moje progi. Generalnie zgadzam się z tym co napisałeś, poruszałam te sprawy już wcześniej na blogu. Sama nie jem mięsa od 25 lat , a od 6 w ogóle żadnych produktów odzwierzęcych oprócz czasami miodu z ekologicznej pasieki znajomego. I powiem Ci, że dopiero kiedy odstawiłam nabiał, poczułam tak naprawdę , że zyję. Wczęsniej moja dieta była owszem pozbawiona mięsa, ale wcale przez to nie zdrowsza, zapewne wiesz co mam na myśli – byłam tzw. wegetarianka frytkową. Ale wraz z odstawieniem nabiału zaczęłam iść w stronę pokarmow nieprzetworzonych i moje życie zmieniło sie o 180 stopni. Cięzko do tego przekonać ludzi, bo zasada ” lepiej tabletka niż zdrowe zycie” jest ponad wszystko. Niestety. Oczywiście znam przerażające liczby, które przytaczasz, nawet czytałam ,że skutecznośc chemioterapii jest niższa niż 5 %, mowa jest o 2.5 No, ale i 5 % jest koszmarem. Co do czekolady i wina, wahałam się , jednak zdania sa bardzo podzielone, a przyznam się, że dużym zaufaniem darzę źródła , na których opierał sie dr Servan- Schneider. Jasne, powiesz, że w końcu i jego pokonał rak, ale jednak przeżył 20 lat z glejakiem, a pod koniec życia powiedział, że nie dieta, ale wielki stres związany z jego nieustannymi podróżami między USA i Europą był przyczyną wznowy jego choroby. Niemniej jednak Twoje zdanie jest warte zastanowienia się. Jak najbardziej zgadzam się ,że kluczem do zdrowia jest ograniczenie podaży kalorii przy jednoczesnym nasyceniu sie pokarmem o wysokiej wartości odżywczej. Czyli oczywiście na pierwszym miejscu warzywa, warzywa, warzywa, przede wszystkim zielone. Z pewnością trzeba suplementować witaminę B12 i witaminę D3, to na pewno. Do tego selen w orzechach brazylijskich i chlorek magnezu jako oliwka albo doustnie, bo brak magnezu jest nagminny. Przyznam sie, że mam problem z uzupełnianiem jodu, na razie jem nori i generalnie algi i czuję sie z tym bardzo dobrze, no, ale zastanawiam się dalej. Nie bardzo jestem przekonana do płynu Lugola, może przez skórę? … Na razie zostawiam to i czytam dalej. Zgadzam się co do mięsa , ale napisałam tak jak to ujęłą WHO. Zdaję sobie sprawę, że lobby mięsne mocno siedzi w tym żeby nie ograniczyć sobie kasy. Jesli o mnie chodzi, wiem, że zmiana diety i sposobu zycia jaki się z tym wiąże, wyszła na zdrowie mi, ale i zwierzętom i środowisku generalnie. Cieszę się, że taki głos jak Twój się pojawił na moim blogu, zwłaszcza, że ostatnio jest bardzo mocna, agresywna nagonka na wegan i wegetarian. Widać to między innymi na YT.
      Pozdrowienia serdeczne

  3. Niedawno rozmawiałyśmy w pracy o tych, co całe życie zdrowo jedzą i żyją, a i tak młodo odeszli… każdy ma pisany swój scenariusz.

    1. Nie wyznaję tej zasady, bo ma wpisaną bierność.

      1. Kiedy oni nie byli bierni !
        Koleżanki sąsiad był wegetarianinem, biegał, a zmarł młodo jeszcze na zawał serca…i to jest przerażające, że nie wiemy, jaka bombę w sobie nosimy…

        1. Jasne,ja miałam na myśli to, że sama nie jestem zwolenniczką takiego myślenia:)

  4. Grzegorz P. says:

    jotka-ludzie z takim podejściem nie mają motywacji do profilaktyki, więc zrobią w tej kwestii mniej i będą żyć gorzej. I opierają się na anegdotkach, które można uznać za wyjątek od reguły. Zarazem nie uwzględnia się tego, że osoby od urodzenia słabsze, muszą dbać o te zdrowie i nawet jak nie żyją długo, to poprawiają swoje wątłe zdrowie względem samych siebie. Do tego dochodzi fakt, że wiele osób myśli jak to dba o zdrowie „przecedzając komara a połykając wielbłąda”, lekceważąc rolę stresu[ortoreksja] i spożywając produkty odzwierzęce.
    Oto fakty: średnia długość życia Polaków 77 lat, na raka umiera 25%, na choroby układu krążenia 46%, kamicę nerkową ma 10%, ostatnie 15 lat życia to starcza męka stałego cierpienia. Jeśli nie zrobisz nic, jesteś jedną z tych osób, albo należysz do jednego szczęśliwca na 10 000, która potrafi dojechać do 100 lat, mimo profilaktyki. Oczywiście można dbać o zdrowie i odejść szybko, bo przeznaczenie daje takie życie a nie inne , ale zazwyczaj ci przeznaczeni do dłuższego żywota, mają w darze mądrość jak tą długość utrzymać.

    Greenelka- co do ataku diet mięsnych, to pisałem z Tobą tutaj[jesteś tam 23 LUT 2019]
    https://veghouse.pl/dieta/dieta-karniwora/#comment-145
    Oba my mamy staż wegetarianizm 1993 rok i weganizm 6 lat[ja grudzień 2012].
    „oprócz czasami miodu z ekologicznej pasieki znajomego” -u mnie miód na czarnej liście, jako zbyt mocne skondensowanie cukru[wysoki ładunek glikemiczny]. I nie wege.
    Oczywiście teoretycznie małe ilości wina, herbaty i czekolady nie spowodują raka. Ale po co promować te nałogowe rzeczy, które kończą się u wielu tragicznie. Można powiedzieć, że wypalenie jednego papierosa na miesiąc, czy sporadyczne spożycie kokainy nie zniszczy zdrowia, ale uważam że dla dobra społecznego 100% abstynencja nam wszystkim się opłaci[chronimy tym wzorcem ludzi podatnych na nałogi]. Purytanizm jest po prostu mądry, a mądrość to oznaka zdrowia psychicznego-które jest samym zdrowiem[ważniejsze od innych czynników].
    Servan- Schneider- na doktorków uważaj , bo oni mają bardzo stresujący styl życia i dlatego wpadają w chorą miłość do wina, kawy, czekolady[których potem nie jedzą z umiarem, a wciskają kity] i wtedy badania sobie dokleją , bo na jakieś 20 000 badań, można znaleźć co się chce i poprzez żonglerkę udowodnić nawet że ‘golonka leczy raka’. ‘Nowoczesne zasady odżywiania’ Campbella opisują [strona 279]jak przemysł mleczny ‘udowadniał’ że CLA w mleku leczy raka, czyli mleko jest zdrowe.
    Nie ma nic w winie, czekoladzie, miodzie, eko jajach itd, czego organizm sam nie wytwarza[np cholesterol czy karnitynę ] lub nie ma w zielsku i owocach, bo nawet ‘B12’ jest w rokitniku, niektórych glonach i ‘D’ w grzybach[dieta szympansów jest albo w 100% roślinna albo w 95% roślinna]. Twoje źródła jodu są odpowiednie, ja spożywam kelp i to w 25% dawki, bo w innych rzeczach też jest jod, a ja chudy jestem i mam czystą dietę , co powoduje małe straty mikroelementów.
    My wywodzimy się z band ‘indoeuropejczyków’ , które ‘ogniem i mieczem’ podbiły Indie i europę i zachłanność mamy wpisaną w geny. I mało kto rozumie, że nadmiar jest 10 razy większym problemem niż niedobór = post jako zabieg leczniczy.
    To co piszesz o produktach wysokiej gęstości odżywczej by zmniejszyć ilość pokarmu, to właśnie klucz do sukcesu. Jak wiesz, ci z Okinawy jedzą na 80%[więc nawet jak spożywają trochę ryb i alkoholu, to jakoś im zejdzie to i potrafią żyć długo bez ciężkich schorzeń; ale czy mają pełnię zdrowia? Wątpię].
    Według mnie, dobrze jeść 2, [lub kobiety z mniejszym żołądkiem] 3 posiłki dziennie, bo metabolizm zwalnia i to jest element dłuższego życia[te zwierzęta żyją przeważnie dłużej, które mają zwolniony metabolizm, chyba jak wegański żółw słoniowy z 300 lat żywota{choć nie wiem dokładnie jaki żółw słoniowy ma metabolizm}]. Ja jem na śniadanie o ok 7:00 owoce, kwiaty jadalne, B12, D, czy w inny dzień kelp i czasem dorzucałem rejuvelac. Na obiado kolację ok 13:00 zielsko, warzywa, owsianka[z siemieniem, cebulą , pestkami dyni, itd] i na końcu posiłek gotowany. Do takiej lekkiej diety, wino i czekolada oraz miód, po prostu mi nie pasuje[flora jelitowa, oraz układ nerwowy, może być męczony tym].

    „Ciężko do tego przekonać ludzi, bo zasada ‘lepiej tabletka niż zdrowe życie’ jest ponad wszystko”- im się zdaje, że lepiej żyć przyjemnie a krótko. A żyją krótko, ale na pewno nie przyjemnie. Bo u wegan zbilansowanych satysfakcja 24 godziny na dobę przeważa te połechtanie kubków smakowych-dość prymitywne doświadczenie. Ich potem boli brzuch, głowa i są podrażnieni. Weganie mają tak dobry nastrój[zdrowe jelita = serotonina + węglowodany], że nie potrzebują narkotyków i alkoholu, co uwalnia ich z poważnych tarapatów życiowych. Jak mawiają mędrcy: „na głupotę nie ma rady i za głupotę trzeba słono płacić”. A jak się kubki smakowe zresetują , to smak owoców i warzyw okazuje się przyjemny[ja jarmuż wcinam ‘na solo’ ze smakiem].
    Nam weganom łatwo tak żyć, a oni utopieni w tradycyjnych przepisach mają dużo roboty[przyrządzanie ciast, sosów, mięsa] i dużo pieniędzy tracą [np na przepis z pomidorem który zimą jest bardzo drogi; ja pomidorów zimą przeważnie nie jem]. Umyć owoce i zjeść, lub zrobić szejka z pomarańczy i jabłek. Zielsko rozdrobnić blenderem czy tarką . Odmoczyć strączki i ugotować. Owsiankę zalać wodą . Genialna prostota. I jak u misi Koala starczy dla optymalnego zdrowia, bo umiar jest sukcesem[choć ja jem w Polsce 105 roślin w ciągu roku, co nie można nazwać ascezą ]. I nie popadanie w ortoreksję , bo zbytnie zafiksowanie, to zamęczenie tematu i przynosi to efekt przeciwny[tak jak słuchanie jednej piosenki 10000 razy z rzędu, sprawi, że możemy ją znienawidzić ].
    Wyślę Ci moje PDF, bo nie chcę pisać kilometrów , skoro przeciętny czytelnik może czytać tylko informacje długości SMS.
    Pozdro

    1. Grzegorzu, dopiero teraz znalazłam siebie na vegehouse, rzeczywiście, to zreszta bardzo mądry blog i polecałabym wszystkim. Bardzo chętnie przeczytam więcej Twoich ciekawych uwag, prześlij jesli mozliwe na mój mail: Greenelka2016@gmail.com, dzieki. Teraz chciałabym tylko dodać, że dr David Servan- Schneider nie był ” doktorkiem”, bo ja takim nie wierzę. W stresie żył rzeczywiście, dopóki nie zmienił diety pod wpływem choroby. Przeczytaj jego ksiązkę ” Antyrak” , jest fascynująca. Opiera się na wielu wiarygodnych źródłach, ale i na własnych obserwacjach, Servan – Schneider opisuje między innymi przypadek znajomego, chorego na raka trzustki, przyjaciela, chirurga i co stalo się po wprowadzeniu diety roślinnej w jego życie. Pisze też o Niebieskich Strefach. Jesli chodzi zaś o lekarzy, to u nas w wiosce lekarz rodzinny waży chyba z 200 kg, ma za soba 2 zawały, cukkrzycę, pali, no, po prostu okaz zdrowia.
      Pozdrowienia

  5. Bardzo ciekawie się czytało, masz rację, warto zadbać o swój jadłospis, zamiast później chorować. Niestety, raczysko dotknęło też moją siostrę, także kuzynkę. Na szczęście, odpukać udało się go pokonać. Pozdrawiam cieplutko 🙂

    1. jotka says:

      Z takim czyli jakim? To, że ktoś obserwuje i zastanawia sie nad sobą to już jest dobry objaw, teoria teorią, a życie życiem, nie wszystkim służą surowe warzywa i orzechy, a żyć trzeba. Ja też nie jestem samobójczynią, ale statystykom nie ufam, jak i farmaceutom. Słucham własnego organizmu.

    2. Mam nadzieję, że raczysko nie wróci i że coś z tego co tu jest, przyda się. U mnie, w moim otoczeniu umarły ostatnio cztery osoby. I wcale nie stare…
      Pozdrowionka

  6. Grzegorz P. says:

    W badaniach na Adwentystach widzimy, że rak dotyka też wegan, ale rzadziej, później i łagodniej. Więc chyba warto, jeśli ma się łaskę przemiany. Kto jej nie ma, trudno, ja mu nie zaglądam do życia, niech robi jak uważa[jego osobiste konsekwencje za czyny, a ja wiem jak wygląda jakość życia takich ludzi i dziękuję , wolę to, co ja mam].
    Czytałem jakieś badania polskie, z których wynika, że ludzie wierzący iż choroby rozwijają się ot tak[geny, ‘Czarnobyl’, zatrucie powietrza, chemia w żywności i inne wykręty], ci o wiele więcej chorują i krócej żyją . Natomiast ci, którzy rozumieją rolę profilaktyki, mają lepsze życie.
    Kobiety mają instynkt macierzyński i dbając o innych bezinteresownie, dbają też lepiej o siebie i efekt jest taki, że żyją około 10 lat dłużej od mężczyzn[tylko proszę mi nie podawać jednostkowych wyjątków od reguły, bo to nic nie zmienia].
    Mnie interesuje bardzo rak. Mamy 3% ludzi szczególnego prawdopodobieństwa zachorowania i oni tym bardziej muszą dbać o profilaktykę . Zauważyłem że chemia[żywność przetworzona] i mięso bardzo dobrze się kleją z ilością statystyczną nowotworów[choć wytrzymałość różnych ludzi jest inna i niektórzy mogą wytrzymać wiele]. W Danii stawia się na ekologiczną żywność, ale je się dużo mięsa i rak ich wyniszcza okrutnie[tak wynika ze statystyk]. Podobnie w Mongolii. Nadmiar kwasów omega3 jest wiązany z rakiem prostaty,[oraz cukrzycą i osteoporozą ]. Ludzie nerwowi też są w grupie wysokiego ryzyka. Post czasowy sprawia[np 14 godzin dziennie], że organizm nie trawiący ciągle, ma czas na wyleczenie raka. Głodówka ponad 10 dniowa na wodzie sprawia, że organizm wyżera się od środka i najpierw zjada guzy. Kawa i kofeina pobudza do działania ponad siły i sprawia że komórki nie mają czasu na regenerację i przechodzą do form nowotworowych. Brak ruchu wiąże się z rakiem jelita grubego.
    To pokazuje że ochrona anty rakowa opierająca się tylko na jedzeniu, nie da efektów. A profilaktyka opierająca się na wytycznych państwowych, to już parodia[3 kawy dziennie, pół butelki wina{co przemienia się szybko w 5 butelek}, ryba, inne mięso{w tym parówka z grilla z piwem „od czasu do czasu”}, jaja, nabiał, biały ryż itd]. Około 60% lekarzy pali tytoń i 50% pije alkohol i ich dieta jest paskudna i jak krążą wieści, podczas gdy przeciętna długość życia Polaka to 77 lat, u lekarzy jest to 68 lat. Śląska Izba Lekarska przeprowadziła badanie na podstawie średniej wieku zgonów 600 lekarzy, zmarłych w latach 2001–2006 i jak wyliczono, żyli oni przeciętnie 68.1 roku, z 70.5 lat u mężczyzn lekarzy i 67.3 lat lekarek. Potem ci ludzie uczą profilaktyki i zwalczają wegan, jako ludzi ‚niedoborowych'[bo skąd białko?]. Nie dziwne, że potem mówi się iż nie warto dbać o zdrowie, skoro ktoś tam dbał i umarł młodo. Można kleić kafelki do ściany klejem szkolnym i potem udawać, że klejenie nic nie daje. Albo coś się robi dobrze , albo wcale, taka jest zasada. Weganizm ponad 50% na surowo[{semi}witarianizm], to dobra profilaktyka dietetyczna, jako jeden z elementów zdrowego stylu życia.

    A na koniec, trzeba się zgodzić że „na coś trzeba umrzeć” i los daje nam życie/śmierć w jednym pakiecie, bo życie na ziemi jest tak niedoskonałe, że dla naszego dobra kończy się , by na jego miejsce przyszło coś lepszego[to piszę dla ludzie mistycznych]. Nie lękający się śmierci umiera raz. Kto boi się śmierci, umiera raz za razem.
    Dla mnie życie ziemskie jest jak iskierka, która rozbłyśnie na moment i zgaśnie, co uczy pokory. Podczas rozbłysku, dobrze zagrać lepszą rólkę , czyli symbioza społeczna, poprawa życia innych, stawianie dobrych wzorców. W tym weganizm, poprawiający etycznie ludzi, zwiększający szanse na zdrowie, lepszy dla środowiska i bardziej ekonomiczny. W tym abstynencja alkoholowa i brak narkotyków. W tym celibat lub monogamia i utrwalanie pozycji rodziny dającej oparcie małym dzieciom w dobrym życiu.
    W tym szukanie lepszego typu gospodarczego od okrutnego kapitalizmu zasadzającego się na 5% najbogatszych i całej masie wyzyskiwanych i oszukanych ludziach. Więc podczas tej ‘iskierki’, gdy gramy z przeznaczenia lepszą rólkę , to możemy się cieszyć .
    Pozdrawiam

    1. Grzegorzu, ja na diecie roślinnej, wyleczyłam się z ciężkiej postaci nerwicy lękowej. To tak a propos tych bajek karniworowych, że mięso leczy z depresji i nerwic. Pisałam już o tym jak to się stało, po prostu zaczęłąm karmić siebie dobrym nieprzetworzonym pokarmem roślinnym i widocznie mój organizm tego potrzebował, bo nerwica znikła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kiedy o tym wspominam w rozmowach, słyszę: no jak to, ja bym też tak chciała. Ale wyrzec się tego i tamtego? A właśnie tylko, jeśli zrobi się to nie na pół gwizdka, przychodzi sukces. Zresztą miałam inne dolegliwości: bolały mnie plecy, kolana, miałam wysokie ciśnienie, podpuchnięte oczy, standard. Byłam nawet w szpitalu , gdzie nafaszerowali mnie tabletkami . Zero zainteresowania jak zyję, co jem, czy się ruszam. Do diabła z tym powiedziałam sobie i wzięłam sprawy w swoje ręce. To było wtedy kiedy byłam wegetarianką, ale ja wiesz, przestałam jeść mięso z powodów etycznych i poza tym nic w moim zyciu się nie zmieniło. Dopiero później.
      Pzdr.

  7. Grzegorz P. says:

    Jotka- Ty masz takie podejście do tematu, że na 10 wegan którzy dzięki profilaktyce mają lepiej, ty patrzysz na jednego, który nie ma wyników i mówisz, że profilaktyka nie działa. Są statystyki którym się nie wierzy i są potwierdzone przez prywatną obserwacją siebie i otoczenia. Są nieliczne przypadki osób faktycznie uczulonych na warzywa i orzechy. Wiele może dać naprawa flory jelit poprzez produkty fermentowane jak ‘rejuvelac’. Potem odpowiednie przygotowanie roślin. Eliminacja tych które nam konkretnie szkodzą . Może jest 70 000 roślin jadalnych, więc można wybierać. I co ważne, usunięcie kultu produktów odzwierzęcych, bo ta wiara wszczepiona od dziecka i społeczeństwo powoduje że „czujemy” iż czegoś nam brakuje[placebo/nocebo] i psychofizycznie chorujemy. A im więcej produktów odzwierzęcych, tym więcej bakterii jelitowych, które nie radzą sobie z roślinami i tu koło się zamyka. Ludzie na dietach czysto mięsnych, po zjedzeniu jednego owocu mogą mieć poważne kłopoty jelitowe. A jak dokładnie widać, do diety mięsnej mocno klei się kawa, alkohol i słodycze. Stajemy się śmieciojadami i jakość życia spada o 30%-90%. Zło zaczyna się niewinnie jak pluszowy miś z marketu, ładny, ale wyprodukowany w Chinach rączkami nastolatek mający mnóstwo chemikaliów i może powodować problemy u dzieci. Mięsko też jest ładnie zapakowane, mimo że to śmierdzący trup zamordowanego zwierzęcia. Lubimy pozory, bo na fakty nas nie stać, w cywilizacji kłamstwa.

    To co piszę , jest do określonych osób, bo przeznaczenie ludzi pcha w autodestrukcję [produkty szkodliwe jak alkohol, żywność przetworzona, cukier, oleje rafinowane, kawa , czekolada, , mięso, nabiał, jaja itd], jako konsekwencja za wszelkie czyny[to mój mistyczny punkt widzenia].
    A nałogowcy żywieniowi mają tendencję do szukania „badań”, które im poprawią nastrój[np mleko jest zdrowe bo zawiera CLA, D, wapń itd].
    Nie wierzcie tym z diet typu „carnivore”/„paleo”, bo to oszuści i nieuki[temat rozpracowany na https://veghouse.pl/dieta/dieta-karniwora/ ]. Już lepsza jest dieta śródziemnomorska, a ta jest semi wegetariańska. Jak ktoś ma łaskę , to wchodzi w odpowiednio zbilansowany weganizm z pilnowaniem B12, D, wapnia, jodu. Część wegan odpadnie z wielu powodów.

    Ale Ty żyj jak chcesz, ja nie piszę żeby Ci uprzykrzać życie, ale pomóc tym którzy chcą stosować [tak jak ja] profilaktykę i są podmywani tekstami jakie wygłaszasz[pomyśl o nich].
    Nie damy się zrobić w konia, bo po kilku latach profilaktyki, widzimy efekty każdego dnia i nawet jak jutro umrę , to warto było.
    Pozdrawiam

  8. I tym się różnimy, ja słucham wszystkich i wyciągam wnioski dla siebie, a Ty szukasz wszędzie wrogów i oceniasz mnie na podstawie 2 zdań komentarza… kto nie jest z nami jest przeciwko nam?

  9. Huragan nam zabrał prąd na 112 godzin. Wracam i widzę że rozwinęła się dynamiczna dyskusja 🙂

  10. O matko, to naprawdę musiało u was nieźle wiać, u nas tak średnio. Dyskutować zawsze można, ale przepraszam Agnieszko, że tak się rozpanoszyłam …

    1. Nie, no przestań 🙂

  11. Grzegorz P. says:

    Greenelko nie chce mi się już rozmawiać z jotką [jako gospodyni interweniuj, bo inaczej znikam{ja na ponad 7 miliardów ludzi, muszę dokonywać selekcji i odrzucać z otoczenia tych, na których szkoda mego czasu}] , bo jotka to dziwny człowiek, najpierw przyczepiła się do mnie, a potem jeszcze robi się na ofiarę . Wyszperała jakiegoś ‘biegającego wegetarianina’ który umarł na zawał serca i szerzy defetyzm[oto „szerokie spojrzenie”].
    Swego czasu mój kolega[który ma kłopoty z alkoholem], wyszperał w Internecie jakiegoś weganina który umarł na raka żołądka i uznał weganizm za niebezpieczny[pierwsze miejsce na świecie w raku żołądka czysto mięsożerna Mongolia i w badaniach EPIC Oxford roślinożercy mieli 3 razy rzadziej raka żołądka i ów weganin mógł być nim miesiąc, po tym jak zdiagnozowano u niego raka żołądka]. Potem ten sam kolega twierdził, że profilaktyka nie ma sensu, bo nasz inny kolega wegetarianin zachorował na raka przełyku. A tak się składa, że dwa lata grałem w zespole muzycznym z tym „wegetarianinem” w 1993 [i sam zostałem wtedy wege]. I co jadł ów wegetarianin? Jeden wielki syf po restauracjach, plus alkohol itd, oraz wredny był typ narażony na mnóstwo stresu. I do tego miał wrodzoną anomalię nerek, potem przeszczep nerki. A to oznacza, że jak by jadł mięso, to przyspieszył by degenerację swych nerek. A jak mu nerki szwankowały, to nie filtrowały dobrze toksyn i to zwiększa ryzyko raka. I po dokładniejszej analizie uznałem że mój kolega o „szerokim spojrzeniu” szukał tylko wymówek[‘weganin z rakiem żołądka’, ‘wegetarianin z rakiem przełyku’], jak nie zmienić swego życia, choć sam ostatecznie został wegetarianinem, gdy okazało się , że mu to poprawiło nastrój. I żeby nie było, że ja go nagabywałem, gdyż był to czas największej mody na weganizm i on sam szukał sobie informacji. I wtedy takie typy w ramach samoobrony swego stylu życia, szukały haków ne wegan, i teraz to wybuchło, gdy prezydent USA Obama[przychylny weganom] zszedł z urzędu i lobby mięsne mogło zaatakować za pomocą diet typu ‘carnivore’.

    Dlaczego trzeba piętnować defetystów, chcących niszczyć tych, którzy mają ufność w poprawę swego losu?

    Bo zmiana wymaga wiary i wysiłku i mogą zniweczyć ją właśnie takie zachowanie jak ‘jotki’[sama uznała się za mego wroga i niech będzie, przynajmniej w ocenie weganizmu].

    Napiszę ogólnie do wszystkich, że przy każdej zmianie mogą pojawiać się kryzysy, plusy i minusy w zależności od intuicji, wiedzy, mądrości i okoliczności [pecha /łaskawości losu] u danej osoby i wytykanie jej potknięć i upadków jest paskudne, bo ta osoba przynajmniej zrobiła co potrafiła by poprawić swoje życie. I zamiast jej pomagać, to niektórzy „wciskają kij w szprychy”, by nakierować ją na wsteczny, sprowadzić ją do parteru, na nędzny tryb życia w jakim sami tkwią , by udawać że nie ma nic innego. I pozostaje smutny żywot typowego mieszkańca planety, często chciwca, pijaka, palacza, konsumenta słodyczy, ciast, golonki i kiełbas z grilla, więc najczęściej stan jego zdrowia i samopoczucia jest katastrofalny. By to ukryć, taki hipokryta robi dobrą minę do złej gry i szczuje na tych którzy starają się żyć lepiej, twierdząc bez żadnych podstaw merytorycznych, że na pewno weganom się nie uda. Defetysta robi to tylko po to, by i siebie usprawiedliwić, że on nie może się poprawić, bo się po prostu nie da żyć lepiej, a ci co próbowali rzekomo źle skończyli i skoro tak, to jest jak jest i tak musi być i kto próbuje żyć lepiej, ten burzy ustalony stan rzeczy, zakłóca wypracowany ład i porządek, więc trzeba go na wszelkie sposoby jakoś uwalić.
    Mi to przypomina prześmiewców twierdzących że niemożliwe jest, by ciężkie pojazdy mogły unosić się w górę i latać. I faktycznie, przez wiele dziesięcioleci wydawało się , że mają rację , gdy pierwsze próby kończyły się tragicznie i konstruktorzy ginęli w katastrofach lotniczych. Ale jednak upór ludzki wygrał i dziś wystarczy spojrzeć w niebo, by zobaczyć że jednak się da, tylko trzeba wiedzieć jak to zrobić i nigdy nie należy niszczyć marzeń i dążeń ludzkich, mających na celu poprawę życia, nawet jak czasem pojawiają się na tej czy innej drodze trudności do przezwyciężenia.

    Ja nie robię sobie wrogów, to oni pojawiają się spontanicznie jako ‘stróże porządku’ i zwalczają nas na wszelkie sposoby i potem jeszcze odwracają kota ogonem.

    Polskich wegan i wegetarian atakowały między innymi polskie uniwersytety i lekarze powiązani z lobby odzwierzęcym. Dlatego polskie szkółki trzeba traktować z wyjątkowym obrzydzeniem, bo to często bastiony korupcji, układów, zależności finansowych, walki o „koryto”, podłości, mitologii i drwin z ludzkich dążeń do poprawy życia, hamowania rozwoju niezależnej nauki i wiedzy, niszczenia dążeń ludzi młodych do ułożenia sobie życia w taki sposób, by wnosiło ono nowe wartości społeczne zmierzające do symbiozy ogólnospołecznej, zamiast układu pan/niewolnik, magister/robotnik.
    I jakie są efekty ich dzieła?
    Zachorowania na śmierć z powodu nowotworów w Polsce wzrosły, a statystki wegan Adwentystów są o 15% niższe, a w raku piersi o 34% niższe. Potem choroba niedokrwienna serca 105 000 trupów rocznie, udar 44 000 trupów rocznie, a statystki wegan są średnio o 25% niższe. Czyli dobrze zbilansowany weganizm jest jednym z elementów profilaktyki, nawet jak ci z ‘szerokim spojrzeniem’ udają że jest inaczej.
    https://www.worldlifeexpectancy.com/country-health-profile/Poland
    https://www.worldlifeexpectancy.com/country-health-profile/mongolia
    http://empatia.pl/magazyn/teksty/stanowisko_ADA_w_sprawie_diet_wegetarianskich_2009.pdf
    What the Health, film dokumentalny 2017 Napisy PL
    https://youtu.be/_2Ia9hID0Ck

    Pozdrawiam

    1. Grzegorzu, kłotnie nie mają sensu, bo nic dobrego nie wnoszą. Bardzo cenię Twoją wiedzę i cieszę się, że tu jesteś. Ja i nie tylko ja możemy sie wiele dowiedzieć. Zatem nie znikaj:)

  12. Grzegorz P. says:

    Greenelko już Ci wysłałem wczoraj maila.
    To ciekawe, że huragan stanął nam na drodze. Ale przeszkody zostały pokonane.
    Możliwe że usunięcie nabiału pomogło Ci z tą nerwicą .
    Pomaga spokój psychiczny wytworzony przez empatię i dobre uczynki oraz medytację[skupienie wyciszające].
    Uregulowanie życia społecznego i rodzinnego[usunięcie toksycznych relacji i osób z otoczenia].
    Potem odpowiednia ilość serotoniny tworzonej w 90% w jelitach. Następnie zdrowe węglowodany.
    Pomagają czyste żyły i zdrowe nerki.
    Mikroelementy i witaminy z zielska i owoców.
    I nade wszystko ufność że się uda.

    Czyli jesteś żywym przykładem, że zmiany są sensowne i korzystne. I takich szukamy, by jako wzorce prowadziły nas w górę , a nie w dół chorób i śmierci.
    Wysłałem też komentarz tu z linkami i chyba czeka na zatwierdzenie[jeśli nie, to wyślę go jeszcze raz bez linków=materiałów dodowodowych].

  13. dzięki , już zatwierdziłam.

  14. Grzegorz P. says:

    Greenelko wyślij mi maila jak dostaniesz mojego[a wtedy może coś jeszcze doślę ].
    Właśnie dlatego jak pojawiają się kłótnie, to znikam, bo nie ma sensu je prowadzić.
    Jak się przekonałaś, moja wiedza nie jest dla wszystkich.
    Ja już pisywałem tu i ówdzie i często pojawiali się ‘trolle’ nie po to by szukać wiedzy, ale by zniszczyć merytoryczną dyskusję .
    Dlatego jakaś cenzura jest potrzebna i dyscyplinowanie, bo inaczej w Internecie powstanie chaos i nic dobrego nie będzie. A blogi poruszające kwestie zdrowia i diety są narażone szczególnie na ataki przemysłów. Twój może ma spokój i dobrze.
    Ale jakby pojawili się „fachowcy” w stylu ‘carnivore’, to blokada ma jedyny sens, co opisałem na veghouse. Bo oni nie szukają informacji, ale potwierdzenia że ich nałogi są dobre i za pomocą manipulacji będą atakować.
    A ty i ja nie lubimy chamstwa i wolimy posiedzieć na łące i nazbierać pokrzywy i mniszka lekarskiego niż szarpać się po nic.
    Jak znajdziesz czas na moje PDF, to może zobaczysz że diety poza roślinne są przegrane, bo suma badań nad weganizmem daje jasny werdykt, czyli że dobrze zbilansowana dieta roślinna jest dobra na każdym etapie życia i ma właściwości prozdrowotne. Ale żyjemy w świecie mięsożerców, którzy mogą nas nie lubić i tworzyć swoje „badania poszerzające spojrzenie” i musimy sobie z tym radzić.
    Ty i ja po 6 latach weganizmu mamy prawie wszystkie komórki w ciele z roślin.
    I po co nam więcej dowodów, skoro nasze własne ciało mówi tak?

    1. Grzegorzu,muszę koniecznie coś wyjaśnić. Jotka nie jest żadnym trolem, to bardzo miła osoba, która u mnie komentuje już bardzo długo i oczywiście ma nieraz inne zdanie niż ja, ale nie obrażamy się wzajemnie na siebie, tylko rozmawiamy. Mój blog widzisz nie jest blogiem tylko i wyłącznie o odżywianiu roślinnym,owszem to odgrywa tu najważniejsza rolę, ale są tu też inne sprawy, bo jest to też blog lifestylowy i ja piszę dla różnych ludzi, ale różnych, nie znaczy od razu troli. Piszę raczej w lekkiej formie i dlatego, jak sądzę mogę coś z siebie dać i to mnie bardzo cieszy. Dlatego nie obrażaj się i pisz tutaj,będziesz mile widziany gościem i ekspertem, bo również inni mogą skorzystać z Twojej wiedzy. Pzdr.

    2. Grzegorzu, mój adres mailowy to Greenelka2016@gmail.com 🙂

  15. Grzegorz P. says:

    Jeszcze co do ‚David Servan- Schneider’ , to nie znam go, a doktorkach napisałem ogólnie.
    Tylko nie mogę uznać czekolady za zdrową bo zawiera kofeinę-trutkę na owady drażniącą układ nerwowy. Możesz ją po prostu lubić, i to jest Twój etap rozwoju dietetycznego i ja Ci nie zabieram tej drogi, bo drastyczne zabieranie przyjemności źle się kończy. Zbyt szybkie wejście na dietę czystą może dać nawet śmierć, bo toksyny mogą zbyt szybko się uaktywniać. I każdy ma inny organizm z inną równowagą i czasem potrzebuje gorszych rzeczy by na danym etapie mieć jakąś równowagę . U mnie też powoli odchodziły pewne niezdrowe rzeczy. To powolny proces polegający na słuchaniu swego organizmu w rozluźnieniu i odrzucania błędów w taki sposób by organizm to akceptował. I tu mówię o sobie.
    Alkohol u mnie wywołuje szczególną niechęć , choćby z powodu licznych osób z otoczenia zabitych przez nałóg. U Ciebie też może to być etap przejścia. Wnioskuję to po nieścisłościach Twego opisu wina: „polifenole wydzielają się w tym przypadku w procesie fermentacji, zatem ich koncentracja jest o wiele większa w winie niż w winogronach”[koniec].
    Bo z jednej strony niby jest więcej substancji korzystnych niż w winogronach, a z drugiej słusznie zauważasz, że kieliszek dziennie to maks. A dzikich winogron można zjeść dużo w ciągu dnia, więc ta ilość pozytywnych substancji wyrówna się i zarazem nie ma etanolu. Alkohol opisałem na veghouse. Nawet małe ilości są uznane za szkodliwe dla zdrowia. Nie sądzę by kieliszek wina dziennie leczył raka. A otwiera furtkę do nałogu[znam takich co zaczynali od kieliszka i skończyli na alkoholizmie, a abstynent nie ma większego ryzyka]. W herbacie masz teinę , co jest czynnikiem rakotwórczym i podrażniającym układ nerwowy[tak jak kawa opisana w mych komentarzach na veghouse].
    Przed nowotworem chroni nas między innymi wątroba[ważąca ok 1.5 kilograma], która jako narząd wydalniczy i odtruwający, filtruje przepływającą krew[około litr krwi na minutę] i oczyszcza ją z substancji szkodliwych i usuwa zniszczone czerwone krwinki, przemienia trujący amoniak w mocznik i odtruwa cały organizm, oczyszczając go ze szkodliwych produktów przemiany materii, a także innych toksyn[neutralizuje również alkohol i inne używki, a także niektóre leki]. Wątroba, oprócz tego, przekształca roślinne węglowodany w glukozę[będącą energią dla organizmu], przerabia białka roślinne w przyswajalne aminokwasy, przetwarza nadmiar węglowodanów i białek w potrzebne tłuszcze, magazynuje witaminy A, K, trochę C, D[ponadto D współ wytwarza ze słońca], magazynuje żelazo, miedź i glukozę [jako glikogen i rzadziej tłuszcze], utrzymuje odpowiedni poziom glukozy we krwi[uwalniając glikogen zamieniony z powrotem w glukozę do krwi w momencie spadku] i dba o odpowiednie ciśnienie tętnicze, produkuje do 1.5 litra żółci na dobę [niezbędnej do trawienia tłuszczy i przyswajania witamin A, D, E i K, oraz żółć wydala niektóre toksyny], wątroba wytwarza i magazynuje enzymy, wytwarza potrzebny i zdrowy cholesterol oraz IGF-1, zapewnia prawidłowe krzepnięcie krwi, reguluje czynności tarczycy[neutralizując estrogen, adrenalinę czy insulinę], produkuje ciepło i tak dalej. Jak mówią niektórzy, odpowiada za 500 funkcji w ciele i są to działania detoksykacyjne, filtracyjne, przekształcające i wytwarzające różne substancje i magazynujące je. Wątrobę niszczy stres, alkohol, tytoń, mięso, nabiał, jaja, spożywanie nadmiaru białka, kawa, kakao, herbata, cukier, słodycze, biała mąka, chemikalia[na przykład kosmetyki, E-dodatki do żywności], farmacja, oleje rafinowane, sól, ostre przyprawy na przykład ocet, smażenie, przejadanie się, jedzenie[podjadanie] między posiłkami, połykanie nie pogryzionych pokarmów, otyłość, zanieczyszczenie i zaniedbanie jelit, mechaniczne uderzenia w brzuch. Wątrobę regeneruje ostropest plamisty, karczoch, mniszek lekarski i tak dalej. Wątrobę wspomaga czosnek, cebula, kurkuma, orzechy, warzywa zielono listne i zdrowa wegańska dieta z okresowymi głodówkami[szczególnie przy nadwadze] i jedzenie o ustalonych porach, unikanie nadmiaru pracy, relaksujące ćwiczenia fizyczne wspomagające oczyszczanie organizmu z toksyn, regularna ekspozycja na światło słoneczne i unikanie stresu.
    To co jest dobre dla wątroby, dobre jest dla całego układu pokarmowego, jak i całego organizmu, w tym mózgu i umysłu.

    1. Grzegorzu, zgadza się, ale to nie moje poglądy o czerwonym winie i czekoladzie, ale właśnie sa bardzo sprzeczne zdania na ten temat , co nadmieniłam. Ja akurat alkoholu nie potrzebuję wcale, może rzeczywiście kieliszek dobrego wina w wyjatkowych sytuacjach się zdarzy, ale to bardzo rzadko. Natomiast mogę objadać się do woli wspaniałymi dzikimi winogronami, bo mam takie w okolicy. Mam też swoje orzechy i jabłka, a w lesie też mnóstwo dzikich malin i jeżyn. Wyobrażam sobie jak zazdrościsz 🙂 Przed kilkoma laty robiłam post dr Dąbrowskiej i wtedy przestałam pić kawę, ale nawet nie dlatego, że jej nie lubię, czy żebym sie zastanawiała nad tym czy jest szkodliwa czy nie, ale po prostu po tym jak post się zakończył, juz jej nie potrzebowałam. Mam mnóstwo zasuszonych ziół i do woli moge przyrządzać aromatyczne herbatki…

  16. Agnieszko, będę czytać, ale przestaję komentować, aż strach się odezwać, skąd ta drażliwość w ludziach?
    Nie wiedziałam, że mówienie o tym co się myśli jest atakiem na kogokolwiek…
    Wszystkiego dobrego 🙂

    1. Joasiu, no proszę Cię… 🙂

  17. Grzegorz P. says:

    Niech się jotka nie martwi, może komentować, ale po co akurat mnie[ja jestem jedynie pod tym artykułem o raku i nigdzie indziej], skoro zrodzi to awanturę , gdyż uważam że pisze tutaj szkodliwe treści społeczne, podmywające wiarę ludzi dobrej woli[mi to na pewno nie zaszkodzi, bo ja znam takie numery]. Nigdy nie pisałem o niej, bo jej nie znam i obecnie nie mam zamiaru poznać. Opisałem patologiczną postawę większości Polaków, która prowadzi ich do bylejakości życiowej[zwykłego niechlujstwa] i smutnych konsekwencji za takie czyny. Ludowe powiedzonko : „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę” . Nie ma w tym drażliwości, ale odpowiedź na zarzuty.
    Musisz Grennelko uważać na takie „podmywanie”, bo Twoja głębsza psychika wszystko koduje i to potem może zakłócać procesy zdrowotne[wiem to, bo zajmuję się sztuką medytacyjną – psychodeliczną ]. Jesteś sumą tego co zakodowałaś i im więcej krętactw i kłamstw, tym będzie Ci gorzej w życiu. W dzisiejszym świecie Internetu zdobycie informacji nie jest problemem, ale szkodzi jej nadmiar i potrzebna jest selekcja na korzystną dla życia i szkodliwą . Dlatego nie można być biernym i wiecznie się uśmiechać, bo i słonie w przyrodzie takie nie są , ale po to dostały kły, by je używać, gdy pojawi się zagrożenie. Weganizm dzisiaj leży i kwiczy, bo za dużo było tej „pozytywnej energii”, a za mało „czarnowidztwa”, czyli zauważania faktycznych problemów, by je skutecznie rozwiązywać. I równocześnie weganie utopieni w „różowym światku pozytywnej tylko energii” nie umieją się bronić przed zajadłymi atakami lobby odzwierzęcego i ich trolli oraz nałogowców żywieniowych. Tu nie chodzi o agresję , ale asertywność, która czasem może zamienić się a agresywną samoobronę . Chodzi o drogę złotego środka, pozytywnej energii opartej na prawdzie. Widzimy zło w świecie i radzimy sobie ze złem, to jest recepta na sukces. Dobrem doskonałym jest jedynie mistyczny wymiar dostępny przez medytację . Świat jako zaprzeczenie Absolutu, zwany ‘mayą’ iluzją nie jest dobry, bo tylko Prawda jest dobra. To taka dygresja mistyczna , pokazująca według mnie, że mistycy unikający asertywności i udający że w materii nie ma zła, są daleko od faktycznej medytacji i Absolutu.

    Dziś modne jest pokazywanie wegan którym nie wyszło. Lub tych którzy jednak zachorowali. I przy tym ukrywa się zdrowych wegan, którzy przeważają . Weganizm może [współ] leczyć, ale nie w 100%, i dlatego sztuczki polegające na 100% dyskredytacji zalet diety roślinnej są bez sensu, skoro alternatywy brak. Wszystko inne będzie gorsze. Więc schodzimy z deszczu pod rynnę , gdy wywlekamy i wyolbrzymiamy problemy diety wegańskiej i ukrywamy o wiele większe wady diety tradycyjnej, czy schodzimy w otmęty szkodliwych diet ‚mongolskich’ [Dukan, Kwaśniewski, carnivore, paleo itd].

    Właśnie przeczytałem tytuł artykułu : „Spóźnił się na samolot. Gdyby zdążył, byłby 158. ofiarą katastrofy”.
    Czy wniosek ma być taki, że trzeba spóźniać się na samolot, autobus i pociąg, bo mamy przykład osoby, która dzięki temu uratowała życie?
    Podobnie ze zbilansowanym weganizmem, który obniża we krwi poziomy ‘TMAO’[niszczyciela żył i nerek], cholesterolu[otłuszczającego żyły co prowadzi do tworzenia zatorów] i ciśnienie spada, nadwaga się zmniejsza i wszystkie te czynniki zmniejszają ryzyko zawału i udaru[są to zwykłe procesy fizyczne, tak jak założenie sitka w wannie{gdzie ścieka woda}, co zmniejsza ilość zanieczyszczenia rur i powoduje że mniej się zapychają ; a zawał i udar to zapchanie żył-czyli „rur” przez które płynie krew].
    I ten weganin który umrze na zawał, pewnie umarłby 20 lat wcześniej, bo mięso, jaja, nabiał zawalają żyły i on ma mniej we krwi cholesterolu itd, co potencjalnie spowalnia zawał/udar dający w Polsce ponad 100 000 trupów rocznie. Ktoś kto spóźni się na weganizm [jak na samolot], ma nikłe szanse, że na tym skorzysta.

    Moja znajoma opowiadała mi historię kogoś, kto według jej naciąganej relacji „dbał o zdrowie” i nie wykryto u niego raka nerki i twierdziła że gdyby nie dbał o zdrowie, to szybciej by wykryto i wyleczono i nie umarł by na raka. Są to typowe „bajeczki” osób szukających wymówek. Bo mógł nie dbać o zdrowie i tak by nie wykryto raka nerki, a nawet jak, to leczenie szpitalne mogło by nic nie dać. I jest to przypadek jeden na 10 milinów, że ktoś niby dbał o zdrowie i stracił[oczywiście nie stracił, bo jakość życia jest przeważnie wyższa, gdy dba się faktycznie o zdrowie].
    Przypomina to historię spóźnienia się na samolot jako rzekomej korzyści[bo samolot uległ wypadkowi], która zdarza się jeden na milion, co oznacza że milion osób po spóźnieniu traci pieniądze za przejazd i zawala sobie terminy, co jest poważną startą . I rozsądek nakazuje się nie spóźniać, nawet gdy zna się historię kogoś kto spóźnieniem uratował życie.
    Na 10 000 Polaków jedna potrafi dożyć 100 lat bez profilaktyki i pokazuje się właśnie ją jako dowód, że profilaktyka nie ma sensu[‘palił, pił i długo żył’]. A ukrywa się 9 999 osób wykończonych przez brak profilaktyki. Dla mnie to już jest szczyt głupoty. Porównywać się do kogoś, kto ma organizm nie do zajechania, gdy samemu ma się o wiele słabszy, to jak porównywać siłę słonia do myszy. Gdyby ten osiłek nie palił i nie pił, to może dojechał by do 130 lat. Skutki tej chorej mentalności pokazuje porównanie Polski do Okinawy, gdy tam lepszy tryb życia oznaczał, że mieliśmy bardzo dużo 100 latków, a w zaniedbanej profilaktycznie Polsce bardzo mało.
    Dlatego nie dajmy się oszukać i dbajmy o siebie według naszej wiedzy i umiejętności[bez poczucia nieomylności, ale ze stałym ulepszanianiem stylu życia], bo prawo konsekwencji za czyny jest faktem.
    „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”.
    Dlatego uważam, że powyższy artykuł może pomóc w walce z nowotworami i warto podjąć profilaktykę , najlepiej w ramach diety roślinnej.

    1. Pisałam też wcześniej o wapniu, o tym, że źródła roslinne sa o wiele bardziej skuteczne. niestety społeczeństwa, gdzie spożywa się najwięcej nabiału w ramach profilaktyki osteoporozy maja najwyższy odsetek zachorowań właśnie na osteoporozę. Dr Ornisha znam, czytałam jego książkę , według jego metod z niewydolności serca wyleczył sie Bill Clinton .
      Dzięki za fachowe wskazówki

  18. Grzegorz P. says:

    Nie uważam jotki za trolla[jak już to zachowania są tylko trochę podobne do działań zawodowych trolli wynajętych przez przemysły by szkodzić]. Ale chodzi o dobro społeczne. Gdyby napisała inaczej, np że są też wegetarianie którzy biegali i dostali zawał serca, to jest fakt[za rozwój TMAO odpowiadają też jaja i sery]. To żadna rewelacja, skoro w Indiach zawał serca jest częsty. Ale wnioski zmierzające do negacji diety roślinnej były trochę niepotrzebne. Ja się do tego odniosłem i jotka odebrała to osobiście. Nigdy nie pisałem o niej, tylko o Tobie, byś była czujna, choć byłaś pisząc: „Nie wyznaję tej zasady, bo ma wpisaną bierność.”. Ja to stanowisko poparłem przykładami i wyszła awanturka, która powoduje że czytelnik nie będzie chciał czytać takich emocjonalnych wyskoków i moje merytoryczne treści zostaną olane. Dlatego uważam że musi być porządek na blogu, bo inaczej zrobi się zamęt, który jest zaprzeczeniem dobra i dawania innych cennych informacji.
    To kłócenie się sprawi, że nie będę mógł potem dawać linka do tego artykułu i bloga, by nie narażać ludzi na poziomie, na czytanie takich przepychanek. Czyli moja praca pisania tu komentarzy zostanie zniszczona .
    Jotka musi zrozumieć że działalność publiczna to nie zabawa, skoro każda opinia buduje społeczeństwo na dobre lub nie. Trzeba ważyć słowa, bo są one bardzo ważne.
    Jeszcze co do zawału serca, to przytoczę wyniki Adwentystów, weganie mają 1.8 razy rzadziej zawał niż wegetarianie Adwentyści i 4 razy rzadziej niż mięsożercy Adwentyści i 8 razy rzadziej niż mięsożercy z Kalifornii. A zwolennicy diet paleo mają 2 razy większe poziomy TMAO od ludzi na standardowej diecie, co by znaczyło 16 razy większe ryzyko zawału serca od wegan Adwentystów. A jako że dieta Adwentystów jest słaba, to możemy liczyć zmniejszenie ryzyka serca u najzdrowiej odżywiających się wegan o 30 razy. Opisałem to dokładniej z linkami na https://veghouse.pl/dieta/dieta-karniwora/
    Pozdrawiam jotkę, bo nic do niej osobiście nie mam

    1. No to może teraz coś pozytywnego. Niedługo przyjdzie czas na pierwsze zioła, już się cieszę. Na pierwszy ogień idzie podbial , mam takie miejsce, gdzie rośnie go bardzo dużo… Nikt oprócz mnie tam nie chodzi, bo tu raczej nikt ziół nie zbiera, choć łąki są czyste. To właśnie jest straszne:ludzie mają warunki żeby żyć zdrowo, a chorują na potęgę. Np. co z tego, że pola nawoza naturalnym nawozem, skoro potem opryskuja…

  19. Grzegorz P. says:

    Skoro pozytywnie, to czarny humor.
    Ja tam cieszę się że nie zbierają ziół u nas, bo mogłem sobie z łąki pod lasem nazbierać pokrzyw na całą zimę , a inaczej była by bieda. I mniszka, jagód, jabłuszek mam pod dostatkiem.
    Mogę Ci pozazdrościć podkarpackiej jakości roślin.
    To co napiszę , potraktuj jedynie jako trop badawczy, bo nie znamy się dokładnie. To tylko opis ogólny w sumie do wszystkich. Możliwe że Twoja reakcja na cierpienie zwierząt i rezygnacja z mięsa była spowodowana empatią [co super], ale też były elementy nadwrażliwości i wczesnej nerwicy o której pisałaś[czysta spekulacja]. Co by znaczyło, że sam wegetarianizm nie wywołał nerwicy[koicydencja czasowa]. Choć oczywiście śmieciojadło bardzo pomaga zaostrzyć nerwicę. A jak przeskoczysz na zdrowy weganizm, to od razu poprawa może nastąpić[poprawa jelit >serotoniny > zdrowe węglowodany > satysfakcja że się krów i kur nie dręczy].
    Ale tu trzeba uważać[tak jak z byłymi alkoholikami] i wiedzieć że nerwica ma podłoże też poza dietetyczne. Czyli dobrze tą nerwicę zaleczyć skutecznie na wszelkie możliwe sposoby.
    Są to , eliminacja kofeiny i etanolu oraz produktów o wysokim ładunku i indeksie glikemicznym np słodyczy, miodu i arbuzów [to z diety]. Potem dobrze byś tak ułożyła Sobie bloga i działalność w Internecie, by nie narażać się na stres [jak błędnie robi to Aga In America która naraża się na raka przez te napięcia].
    No i praprzyczyna psychiczna, medytacja wcześniejszych doświadczeń mogących mieć wpływ na problemy. Odnalezienie harmonii wewnętrznej. Dokopanie się mistyczne do swego JA-Absolutu który jest doskonały i ty Nim jesteś, więc nie ma w Tobie skazy, a tylko ‚niższe’ uwikłanie w świat powoduje że na moment grasz taką a nie inną rolę. To schronienie w sobie Samym najgłębszym = doskonałym bez chorób, to jest najlepsza praktyka lecznicza. No i udane relacje rodzinne, towarzyskie, słońce, ruch, zbieranie ziół podkarpackich , dieta roślinna dobra dla zdrowia, etyki i środowiska daje eliminację nerwicy na zawsze. Masz to dostępne, tylko weź sobie.
    Masz te moje PDF z maila?

    1. Jesli chodzi o Agę, niestety dopadło ja wszystko co najgorsze się w sieci gromadzi. To bardzo sympatyczna dziewczyna i życzę jej jak najlepiej. Jesli chodzi o mnie, to troszkę inaczej wszystko wygląda. Już tyle lat jestem najpierw wegetarianką a potem weganką, (chociaż powiem że nie bardzo lubię takie szufladkowanie, wolę mowić ,że odżywiam sie głównie roślinkami), że mnie niewiele osób jest w stanie zdenerwować. Już tyle słyszałam 🙂 A od kiedy wyprowadziłam się z Berlina i zaczęłam żyć w zgodzie z naturą, w klimatach minimalistycznych, które mi bardzo odpowiadają, przestałam się stresować. To nie tylko zasługa zdrowego jedzenia, żeby zacząć patrzeć inaczej, potrzeba więcej. Jedzenie nieprzetworzone , do tego brak chemii w kosmetykach , dużo świeżego powietrza ,dużo ruchu, codzienne chodzenie po górach ,ale i las. Dla mnie las jest lekarstwem na wszystko. Kiedy czuję, że jest coś nie tak jak trzeba, idę do lasu i momentalnie wszystko się układa, odnajduję spokój. W gruncie rzeczy to nie jest trudne, znaleźć balans , tylko najpierw moim zdaniem trzeba powoli wyrzucać z siebie nagromadzone przez lata śmieci. Nic na siłę. Powoli. Jesli chodzi o medytację, ja tego nie robię, ja się modlę, bo jestem wierząca i zawsze mam oparcie w Panu Bogu. Wiem, że to dzisiaj niemodne i świat zdąża w innym kierunku, moim zdaniem niewłaściwym, ale to inna sprawa , to nie temat na ten blog.
      Ach, karniworów się nie obawiam, nie są w stanie mnie dotknąć. Jestem zbyt starą wygą, hi, hi, żeby coś mieli mi do powiedzenia. Jestem grzeczna i miła, bo mnie rodzice tak wychowali, ale jeśli ktoś mi nadepnie mocno na odcisk, to moja serdeczność się kończy. W końcu jestem zodiakalnym lwem:)
      Pzdr.

  20. Antyrakowe mogą (i na pewno są) też zioła 🙂 nieraz te które hamują stan zapalny (a on przyciąga bardziej komórki rakowe) czy te z antyoksydantami są zbawieniem. Trochę poczytałem na ten temat i teraz się bawię w suplementy. Ale takie organiczne, żeby mieć pewność że to nie żadne pestycydy. Od 2 miesięcy stosuję olej hempking. Ktoś słyszał o tej metodzie?

    1. Nie, ja nigdy o takim oleju nie słyszałam.
      Pzdr.

  21. Grzegorz P says:

    Olej za 300 zł?
    Nie wiem co o tym sądzić[mam nadzieję że to nie kryptoreklama firmy].
    Konopie[marihuana] to jeden z narkotyków, mimo wszystko.
    Trzeba być ostrożnym w ich leczniczym używaniu, bo skutki uboczne mogą być duże. A można zastosować lepsze metody niż ‘trawka’. Wszystko co fizycznie pobudza psychodelicznie mózg, powoduje deregulację[wyskok serotoniny i potem spadek] i depresję w skali długofalowej. Ludzie po marihuanie wpadają z czasem w kłopoty psychiczne[wiem coś o tym, bo grałem muzykę reggae w środowisku, w którym używa się marihuany] .
    Jest teoria, że antyoksydanty niwelujące wolne rodniki są anty rakowe. Możliwe.
    Świeże zioła, jak melisa, oregano, bazylia, mniszek i pokrzywa są częścią zdrowego stylu życia i na pewno chronią przed rakiem, jako odżywienie organizmu walczącego samoistnie ze zmutowanymi komórkami. Działają zasadowo na płyny ustrojowe. Budują florę jelitową . Zmniejszają ilość pokarmu i dają szanse na głodówkę leczniczą wyżerającą guzy.
    Susz można używać zimą , lub gdy nie ma innej opcji. Nawet te nie ‚eko’ nie są jakąś trucizną[bo często ilość pestycydów jest stosunkowo mała i zalety przeważają] . To zależy też czy ktoś ma już raka lub silną podatność , albo jest stosunkowo zdrowy.

    Byle nie popaść w „czarodziejskie” myślenie, że jest jakaś cudowna roślina lecząca raka. Bo nawet jak jakaś substancja wspomaga profilaktykę czy leczenie, to suma negatywnych działań na organizm może zabrać wszelkie pozytywne efekty[jeśli bombardujemy organizm ze wszystkich stron, a jemy coś tam, nie spodziewajmy się zdrowia].
    I trzeba uwolnić się od myślenia, że im więcej czegoś np. antyoksydantów, witaminy ‘C’, omega3, polifenoli, tym zdrowiej. Musi być równowaga, gdyż jedna substancja wypiera inne i powoduje brak harmonii organizmu.
    Gdy jemy surowe warzywa i owoce, organizm sam reguluje nadwyżki i niedobory, bo jest przystosowany do tego setki tysięcy lat.
    Ale gdy spożywamy obecne mięso hodowlane, jaja, nabiał i żywność przetworzoną , organizm jest pogubiony i mogą wystąpić problemy zdrowotne powodujące również raka.
    Tyle moich subiektywnych opinii, bez poczucia nieomylności.

  22. Grzegorzu, moja pełna zgoda.

  23. Grzegorz P. says:

    Mam trochę czasu, bo osierociłem veghouse, gdyż tam jest 98 komentarzy i strona już się powoli ładuje .
    Dla mnie takie drogie oleje, śmierdzą naciąganiem na kasę ludzi chorujących na ortoreksję , którzy zasilają też szeregi wegan, semi wegan, paleo, carnivore itd. Ale nie wiem[piszę ogólnie].
    Moim zdaniem Internet w 90% to reklama i kryptoreklama, 9% to różnej maści psychopaci itd chcący się wyładować na klawiaturze i 1% stanowią ludzie pasji misji itd. I Internet aktywny obejmuje może 15% społeczeństwa. Około 85% tylko się przygląda i czasem napisze jakiś komentarz.

    Z mistycznego i kwantowego punku widzenia, silna wiara uruchamia proces samo uzdrawiania[autosugestia/placebo], który potrafi wyleczyć każdą chorobę , co pokazują uzdrowienia w kościołach chrześcijańskich, z którymi kiedyś miałem styczność[dziś nigdzie nie należę i jestem niezależnym filozofem mistycznym i uważam że każdy powinien mieć swoją indywidualną ścieżkę , bo innej nie ma{biblię prześwidrowałem i straciłem wiarę w nią jako ‘księgę bożą’ ( piszę to też ze względu na podawanie Adwentystów, by nie było że mam coś wspólnego z ich kościołem)}].
    Co oznacza że jeśli ktoś za pomocą oleju z konopi uruchomi proces przemiany swego kwantowego ciała na zdrowe, to fajnie. Ktoś inny zrobi to za pomocą pokrzywy itd , lub uzdrowi go pełna żarliwości medytacja. Bez wiary nie ma nic. Najbardziej „naukowym” podejściem będzie dziś dobrze zbilansowana dieta wegańska/witariańska, bardzo mądrze wyjaśniająca procesy oczyszczania żył, leczenia cukrzycy, nadwagi i redukcji nowotworów. Diety wysokotłuszczowe mają bardzo nikłe wyniki w badaniach, a i te badania budzą wątpliwości. Jako tako prezentuje się dieta śródziemnomorska, okinawska itd, ale są to diety podobne do wegetarianizmu i weganizmu.
    Do produktów najmocniejszych w antyoksydanty zalicza się [według ORAC] w kolejności: borówki, jagody[uważać na opryski w lasach i wirusy rozsyłane przez chore zwierzęta{nie jeść w lesie, a umyć dokładnie przed jedzeniem i liczyć na dobry los}], porzeczki, jarmuż, truskawki[mocno pryskane], szpinak[szczawiany], brukselki, śliwki, brokuły, buraki[mocne skondensowanie cukru, więc nie przesadzać], czerwone/ciemne winogrona, czerwona papryka, czereśnie, kiwi, różowy grejpfrut .
    Ja polecam zmniejszać spożycie kilku produktów bogatych w szczawiany takich jak szczaw, rabarbar, żurawina, szpinak, boćwina, liście buraka, bo mogą osłabiać przyswajanie żelaza. Według niektórych kwas szczawiowy występujący w warzywach i owocach nie ma większego znaczenia w procesie wchłaniania żelaza. Choć te produkty można i tak wywalić czy ograniczyć, choćby ze względu na kłopoty w przyswajaniu wapnia[jedzenie szczawiu i rabarbaru codziennie nie jest chyba przyjemne i organizm sam odrzuci taką kwaskowatą dietę].
    Niektórzy podają że rośliny bogate szczawiany nie wpływają na przyswajalność innych produktów. Inni twierdzą że jeśli spożyjemy ze szczawianami produkty wysoko wapniowe, to szczawiany zostaną zneutralizowane, bo wyrówna się stosunek molowy na przykład 80 gram sojowego sera tofu wzbogaconego w wapń dodać do 100 gram buraków. Podczas gotowania w wodzie, można obniżyć ilość szczawianów do 50%. 80% szczawianów w diecie ludzi pochodzi z kawy i herbaty, gdy kawa zawiera 50 mg-150 mg na 100g, korzeń buraka ok 124 mg-450 mg, szczaw ok 270 mg-730 mg, szpinak ok 320 mg-1260 mg , rabarbar 275 mg-1336 mg, kakao 500 mg-900 mg, herbata 300 mg-2000 mg. Jak więc widać „szczawiany” jako hak na weganizm, to zwykła propaganda, skoro na setki roślin tylko kilka się wymienia[może jest więcej], które zawierają szczawiany w większych ilościach i to rzadko spożywanych, a jeśli na weganizmie zrezygnuje się z kakao, kawy i zielonej herbaty[często się to zdarza], to może okazać się , że wszystkożercy mają 10 razy większe spożycie szczawianów od wegan. Trzeba też zwrócić uwagę na zdolności adaptacyjne człowieka, którego zdrowy i dobrze odżywiony roślinami organizm, po czasie, przy zwiększonym zapotrzebowaniu, może wyciągać wapń mimo szczawianów[wcześniej nie wyciągał składników ze szczawianów i wchłanianie było niskie, bo miał łatwiejsze źródła i stosując zasadę minimalizmu energetycznego, wybierał prostszą drogę przyswajania{stąd krótkie badania przyswajalności są błędne}].
    Co do ziół i jagód leśnych, wiele razy zastanawiałem się , co mi bardziej pomaga, zbieranie ich, czy jedzenie. I oczywiście zdecydowanie zdrowsze jest zbieranie, bo w lesie i na łące, dotleniam się , mam ruch i czuję się odprężony, a komórki w ciele odżywione tlenem wysokiej jakości[najważniejszy pokarm fizyczny, to tlen i słońce, potem woda ta w owocach i warzywach, a mikroelementy i witaminy tylko uzupełniają pokarm]. Co oznacza Greenelko, że masz wielki skarb, z tym pięknym miejscem gdzie mieszkasz, mimo jakiś tam problemów z polską prowincją i może zacofaniem. Twój mąż mógł dostać zawał i w Niemczech, bo miażdżyca nie rodzi się w ciągu dnia[stres tylko przyśpieszył atak i postawił ‘kropkę nad i’], a teraz ma świetne podkarpackie warunki by odżywać. Ponadto Ty zdobywasz wiedzę która mu pomoże, jeśli będzie chciał zmian, bo nic na siłę[weganie są w większości tolerancyjni, mimo iż niektórzy złośliwcy przypinają nam łatkę agresorów, tylko po to by nas dyskryminować] . Choć jest tam chyba już u niego post czasowy, co jest bardzo ważne.
    Trochę jeszcze pomatkuję odnośnie kleszczy, które czają się przy drogach. Można kupić specjalne mini lasso w aptece do ich wyciągania czy pompkę do wysysania, używać długich skarpet zakładanych na spodnie, kurtek ortalionowych i chusty na głowę oraz olejku na przykład z cytryny dla odstraszania owadów i nie niszczyć pajęczyn i nie śmiecić w lesie, bo jesteśmy tam gościem i jeśli źle się zachowujemy, to prowokujemy zły los, na przykład dziabnięcie kleszczem i tak dalej.

    1. To super, że vegehouse się powoli ładuje, bo przynajmniej możemy się tutaj wiele dowiedzieć 🙂
      A propos mojego męża – mięsożercy, niestety, rzeczywiście ratuje go IF, bo je tylko dwa posiłki w ciągu dnia i nie podjada. Zawał miał , bo to człowiek, który strasznie sie stresował w Niemczech, a swoją drogą to pół Niemiec – pół Francuz , który zjechał ze mna na Podkarpacie i jest więcej niż zadowolony i nigdy do Niemiec by nie wrócił. No i palił papierosy jak komin. Po zawale rzucił. ja zresztą też paliłam. Niektórzy nie mogą uwierzyć, kiedy o tym mówię:). Bogu dziękuję, że się w porę ogarnęłam. Co do lasu i zbierania owoców i grzybów, ja się za bardzo nie przejmuję dzikimi zwierzętami, po prostu nie jem z niskich gałęzi i tyle. Mam takie miejsce z malinami, że po prostu muszę jesć prosto z krzaków 🙂 tam są miliony, miliardy malin. Są też dzikie śliwki, jabłka i czereśnie. nie mówiąc o grzybach. zawsze mówię, że mnie by las całkowicie wyżywił. Nie ma nic piękniejszego niż odpoczynek w lesie, przytulanie się do drzew, obserwacja robaszków, zbieranie ziół , ja nie wiem co może być piękniejszego. Las jest piękny zawsze, nawet zimą. I leczy , na pewno wiesz o badaniach , wiele ich jest. Co do prowincji , przeszkadza mi tylko ciężki los zwierząt , zwłaszcza psów na łańcuchach. Te rzeczy zmieniają sie powoli. Reszta jest ok., ja się wtopiłam , lubię chodzić w kaloszach i postrzępionej bluzie , taka wiejska baba ze mnie:)
      Kaflowy piec, koty i psy wokoł mnie i mogę robić to co lubię. Często słyszę czy nie chciałabym wracać do miasta. Odpowiedź brzmi : NIGDY.

  24. Grzegorz P. says:

    Co do czekolady i wina, to właśnie komentarze na dole są po to by dojaśnić pewne problemy i to robimy[bo inaczej artykuł główny będzie się ciągnął kilometrami, a jasny przekaz jest chyba najlepszy choć zawiera uproszczenia{jak sam upraszam pewne wątki, by nie dłużyć tekstu(np nie wszyscy mający atak serca, mają miażdżycę , bo występują bardzo rzadkie anomalie samego serca)}].
    Jak widzisz kawa sama odpadła i właśnie o tym samoistnym usuwaniu ‘syfu’ mówię [to się musi samo wydarzać w zgodzie z nami, by nas nie krzywdzić]. Ja kawy nigdy nie piłem i ona dla mnie śmierdzi, jest to produkt z trutką na robaki, bo po to jest kofeina[odstrasza owady i zwierzęta by nie chciały ich jeść, ale człowiek ignoruje toksyczność tych substancji i niszczy sobie zdrowie]. Ale kakao i czekolada jest dla mnie podobna. Składniki mi potrzebne podobne do tych w kawie, herbacie, winie itd, mam z zielska i owoców. Kiedyś też wypiłem kieliszek wina niskoalkoholowego[nigdy w życiu nie byłem pijany, jedynie w latach 1993-1994 popalałem ‘trawkę’ jako rasta-man]. Ale wolę dawać przykład ludziom, mającym problemy z alkoholem. Co do suszonych ziół, to nie robię herbaty, ale wrzucam je do odmaczania z płatkami owsianymi i zjadam na surowo, zmielone blenderem po odmoczeniu w owsiance[w której ląduje też świeżo miksowane siemię lniane , cebula i pestki dyni, oraz orzechy włoskie]. Tylko pokrzywę gotuję i zjadam ze strączkami oraz kaszami, ryżem, czy ziemniakami[ziemniaki nie za często, bo mają wysoki indeks glikemiczny i mój organizm nie przepada za nimi]. Ja raczej odrzucam owoce suszone, bo za duże skondensowanie cukru i kleją się do zębów oraz marketowe mają konserwanty i są suszone w wysokich temperaturach. Owoce świeże mamy cały rok. Nie uznaję owoców gotowanych.
    Jeśli chodzi o to, że obecne owoce nie są takie same jak w prehistorii i podobnie warzywa, to nie można przesadzać z tym. Oczywiście gdy porównać leśne jabłka czy czereśnie oraz winogrona, to jest różnica i dobrze takie jeść. Ale z pokarmów które spożywa człowiek, to owoce, zielsko, warzywa [i dzikie zwierzęta] są najbliższe prehistorii i jesteśmy od tysięcy lat do nich przyzwyczajeni, więc organizmy je dobrze tolerują .
    Rzadko zdarzają się nietolerancje na rośliny, tak jak mamy ludzi uczulonych na wodę , czy częściej pyłki, roztocza i bardzo często na mleko krowie czy jaja, kurczaka, skorupiaki i ryby. Ale różne alergie można leczyć, lub eliminować te rośliny które konkretnie komuś szkodzą .

    Co do nerwic, to moim zdaniem prawie wszyscy ludzie wychowani w obecnej cywilizacji mają zaburzenia psychiczne[ja nie zmam ludzi w pełni zdrowych]. Taka jest cywilizacja, dzika, kłamliwa i degeneruje wszystkich. Są zakompleksieni, zagubieni, nie mają kontaktu z głębszym Sobą . I tak choroba stała się normą . Statystyki depresji w Polsce są powalające. Tym bardziej, że leżymy daleko od równika. Piszę to, bo osoby mające problemy emocjonalne, myślą że tylko one takie są , co jest bzdurą . Każdego można dojechać i coś znaleźć.
    Dla mnie obecna psychiatria konwencjonalna jako przedłużka big farmy, to wielkie nieporozumienie. Ich szpitale psychiatryczne są bardzo podejrzane.
    Oni już diagnozują chorobę psychiczną u osób mających dłuższą żałobę po zmarłym i ich ‚diagnoza’ to często „widzi mi się”. Wystarczy przeczytać ulotkę z lekiem psychotropowym by zobaczyć skutki uboczne. Rola diety powodującej produkcję serotoniny jest pomijana. A człowiek zostaje zdegradowany tylko do mózgu-który trzeba ‘wyregulować’ farmaceutykiem czy operacją . Dlatego wzięcie sprawy w swoje ręce, wydaje się najrozsądniejsze . Ty na swoją = powszechną nerwicę ‘leczyłabyś się’[ = podleczała objawowo] ‘do końca świata i jeden dzień dłużej’ u psychiatrów. A jednak dieta itd pomogła skutecznie. A skutki uboczne Twej diety to do 90% mniejsze ryzyko chorób układu krążenia, do 80% mniejsze ryzyko raka, zanik cukrzycy i nadwagi oraz inne „skutki uboczne”. Chyba warto być etycznym i empatycznym, bo co wysyłasz to wraca. Miłość do zwierząt opłaciła się zdrowotnie . A ‘wandale’ chorują i umierają szybko.
    Na prowincji mi przeszkadza nietolerancja ludzi na inność , ale są oni tak ‚utopieni’ w problemach, że nie mają czasu, by mnie atakować, a jak ktoś spróbuje, to przegrywa.
    ‘tam są miliony, miliardy malin’- nie rób mi smaka. Choć przyznam że sąsiadka[przed śmiercią w grudniu 2019] dała mi w listopadzie ze swego ogrodu sadzonki dojrzałych malin, bo jej obrodziły za mocno i mam w ogrodzie znajomych [którym się zajmuję bo są w Anglii] cały zagajnik malin w takich ilościach, że sam nie obrobię . Mam też tam dwa drzewa z czereśniami w tym jedna dziczka , i trzy drzewa ze starą odmianą jabłek oraz dwa krzaki rabarbaru i krzak lawendy oraz zbieram mniszka. ‘Kradnę’[za zgodą ] też kwiaty bzu z pod bloku, jak zaczynają opadać i skubię kwiaty z działki takie fioletowe. W lesie i pod lasem mam jabłka, jeżyny, żółte śliwki , pokrzywę[taką ładną ziołową ], mniszek i jagody. Mieszkam w opolskim gdzie nie ma tak fajnej przyrody, ale da się żyć. Moja sąsiadka z bloku jest zapaloną działkowiczką hodującą mnóstwo owoców i warzyw i jarmuż, melisa, oregano , bazylia jedzone są kilogramami, a ten jarmuż z marketu to dla mnie suche sianko[rozbestwiłem się ]. Mam też eko orzechy włoskie od znajomych. Także mamy łatwiej być weganami. Bądźmy uczciwi. Ale zimą jem w 95% marketowo i czuje się świetnie, tylko trzeba dokonywać selekcji i płukać w wodzie z sodą oczyszczoną owoce i warzywa jedzone ze skórką . Też da się funkcjonować w zdrowiu, bo wiedza o diecie więcej jest warta 1000 razy, niż Eko żywność. To nie przypadek, że średnia długość życia ludzi na polskich wsiach jest mniejsza niż w miastach. Źle jedzą , nadużywają alkoholu i bieda ich wykańcza. Prawie najdłużej żyje się w Monako i Macau- zanieczyszczonych miastach. Choć jakość życia ‘super bogatych’ jest bardzo niska. Ja bym się z nimi nie zamienił[stenty, zastawki ,przeszczepy i szpitalne łóżko] . My są chyba takie ‘wsiowe dziady’, ale nowoczesne. Ja jestem kosmopolitą , nie mam ‘miłości do ojczyzny’ i dostrzegam liczne wady narodowe[daleki mi jest szowinizm]. Moim narodem jest cała ziemia i ludzie dobrej woli z każdej rasy i kultury .
    ‘ja nie wiem co może być piękniejszego’- dla mnie medytacja i odsłuch muzyki by łączyć się z nieskończonym odwiecznym pięknem, przy którym materia jest niczym. Ale sam lubię las i łączy mi się on z muzyką .

  25. Grzegorz P. says:

    Co do papierosów, to dobrze że rzuciliście, bo niszczą płuca filtrujące krew i osmalają powietrze dostające się do żył co je niszczy[żyły są zakopcone] i dlatego cholesterol je klei, a do cholesterolu klei się wapń itd i robią się zatory, co daje zawał/udar. Czyli rzucenie fajek po zawale to mądra decyzja, plus ten post czasowy, to konkretna profilaktyka. Wiem że niektórym Niemcom udaje się rzucić fajki, ale za mięchem i piwem pójdą w ogień. Ale to ogólnik, bo każdy jest inny. A tu nie Niemiec, ale ‘człowiek’, gdzieś tam francuski, gdzieś już polski itd.
    ‘Ach, karniworów się nie obawiam’- jeśli jesteś taka silna i mi obiecasz tu blokadę CathZPP[tą z ‘życie pod palmami’], bo nie mam ochoty na dyskusję z tą postacią [nie ma argumentów, jest chamska i kręci ] i będziesz banować jej klony i trolli, to mogę napisać na veghouse ostatni komentarz, że przeniosłem się tutaj [w sensie napisania tych powyższych komentarzy] i podać linka, tak by ci, co tam czytali, mogli mieć ‘ciąg dalszy’, choć już mniej o ‘carnivore’. Ale zastanów się czy Ci potrzebny ten raban. A możliwe że temat tam tak dojechałem, że już nic nie może zaskoczyć, bo CathZPP się zapętla strasznie. Może znajdzie jeszcze kilku ‘ex-vegan’ gadających od rzeczy i nie wiele to zmieni. Ja tam opisałem 4 jej ‚ex wegan’, z których
    1)nie była nigdy weganką ;
    2) miała zaburzenia odżywiania i weganizm to była jej kolejna maseczka tych zaburzeń;
    3)człowiek niedouczony który został fruktarianem, bo nie miał ciepłej wody w kranie i nie mógł umyć tłustych garnków;
    4)koleś zajadający się słodyczami i złamał sobie zęba, oraz jak jego ojciec chyba mięsożerca złapał epizod padaczki.
    Czyli kompletne dno CathZPP zaprezentowała. A równocześnie pojawiło się u niej na kanale i grupie już 7 osób z sypiącym się zdrowiem od „carnivore”. A ona sama objawia chorobę psychiczną jako skutek „carnivore”, podobnie jak jej guru z zagranicy. Szkoda słów, ale i nie szkoda, bo wielu wegan zostało oszukanych jej bełkotem.

    ‘trzeba powoli wyrzucać z siebie nagromadzone przez lata śmieci’- to dobrze, bo to oznacza, że Twoje wyleczenie będzie pewne i trwałe. Dieta jest ważna, ale psychikę trzeba leczyć wielotorowo. I u Ciebie jest relaks leśny, ‘wyrzucanie z siebie’ i dieta. Ja jako były palacz marihuany jestem wiecznie zagrożony nałogiem, tak jak byli alkoholicy, ale dziś moje zagrożenie wynosi może 0.0000001%. Bo praca była wykonana. I podobnie u Ciebie, stare lęki są przeszłością i będą nią na 100%, jeśli będzie praca budowania nowego życia. A jest praca.
    „mam oparcie w Panu Bogu”- zaczynałem w 1994 jako rasta, potem biblia i vatykan[odnowa 1995], kościół zielonoświątkowy[1996] i od 1997 roku niezależny chrześcijanin badający biblię bez żadnych dogmatów. Poznawałem też inne religie, w tym buddyzm.
    W końcu biblia została analizowana z greki i hebrajskiego z papirusów i kodeksów[2005]. I badanie tamtych czasów począwszy od pism sumeryjskich. W biblii hebrajskiej nie ma ani ‘Pana’ ani ‘Boga’. Jest JHWH[Jahwe]Adonaj[Władcy moi] i Elohim[mocarze]. I ten bożek z biblii ma bardzo ludzkie męskie cechy na modłę tamtej kultury bliskiego wschodu, co uznaję dziś za mitologię . Dlatego dla mnie Absolut-Wszystkość nie jest ograniczony ani mężczyzną [ani kobietą ] bo Najgłębszy Wymiar wykracza poza ludzki charakter. W biblii też masz niedualizm teosa[bóstwa] i człowieka: „owego dnia poznacie, że wy we mnie i ja w was”. Co znaczy że jesteśmy jedno z Absolutem, On jest naszym Ja.
    Jest to monizm grecki zawarty też w biblii greckiej[nowy testament]. W hinduizmie masz adwajtę „ja jestem Brahmanem”. W buddyzmie jest odkrycie, że się jest buddą pustką . Na zachodzie jest „nonduality”. I ja uznaję niedwoistość jako mistyczną prawdę ponad religie.
    Czyli nie mam ‘Pana Boga’, a staram się odkryć Absolut – Wszystkość – Najgłębszy Wymiar, jako moje Ja.
    Ale to moje przemyślenia i każdy ma inne i swoją drogę poprzez krótki żywot. W pośmiertnym wymiarze wszyscy dojdziemy do jedni poglądów.
    Ale co by nie powiedzieć, mistyczna aktywność oddziela od świata, który paraliżuje ludzi kultem pieniądza i jednym wielkim kłamstwem kapitalizmu prowadzącego do wyzysku i hipokryzji.
    Ludzie chorują mistycznie, psychicznie i fizycznie. To jest norma. Lepiej stanąć z boku walcząc o swe zdrowie, niż podążać za stadem w przepaść.

    1. Tu nie ma miejsca na carnivora, tak, że wiadomo…

  26. Grzegorz P. says:

    Jak wiadomo, podstawą ochrony przeciwrakowej jest redukcja stresu. U Adwentystów pomaga modlitwa, na Okinawie medytacja.
    Dlaczego medytacja bardziej mi się podoba od modlitwy?
    Bo moim zdaniem którego nie narzucam, modlą się ludzie traktujący mistykę jak hobby. Nie zrozumieli najprostszej rzeczy. Nawet w biblii pisze, by podczas modlitwy nie być wielomównym jak poganie, bo wie bóstwo czego potrzebujesz.
    http://bibliepolskie.pl/zzteksty_wer.php?book=40&chapter=6&verse=7&tlid=4
    Czy możemy Absolutowi powiedzieć coś czego On nie wie? Oczywiście nie, bo jest wszechwiedzący. Prawdziwa modlitwa to zrozumienie, że Absolut cały czas Cię słyszy i całe Twoje życie jest modlitwą . Modlisz się uczynkiem na który Absolut sprawiedliwie odpowie określonymi okolicznościami. Czyli czyn to rozmowa z Absolutem i jedynego czego nam potrzeba to czynić dobrze i nauczyć się Absolutu słuchać, bo w tym jest prawdziwa mądrość . Tylko On nam powie, co to znaczy czynić dobrze, bo wartości ludzkie są wypaczone.
    I ogólnie , Tylko od Niego możemy się nauczyć wszystkiego, On od nas niczego.
    Dlatego wsłuchanie w Absolut zwane medytacją jest mądre mistycznie. Oczywiście można też pogadać z Absolutem, ale to na zasadzie wyrzucenia z siebie emocji itd, jako forma terapii oraz uczynek motywujący nas samych do czegoś.
    Więc ja nawet jako dawny ‘uczeń Iesusa hristosa’ zrozumiałem, że to medytacja jest ważna, co wyraża modlitwa na ‘nieznanych językach’.
    A wiele można się od Absolutu nauczyć, np by nie deptać mniejszości wyznaniowych w Polsce. Przykładowo chodzi konkretnie o muzułmanów, z którymi może się kłócę , ale i zarazem ich bronię . Bo mają rację w tym , że ‘ataki terrorystyczne’ nie wynikają z islamu i 90% muzułmanów nie popiera ich. Skąd więc te ataki na kraje europejskie? Gdy porównać ilość ofiar które spowodowali chrześcijanie swymi najazdami na kraje muzułmańskie w 20 wieku z tymi nielicznymi atakami, to wychodzi jeden do 10000. Polska uczestniczyła w napaści na Irak i Afganistan co daje około 3 miliony trupów cywilnych[wcześniej sankcje nałożone na Irak, to śmierć około 500 000 dzieci] . Mamy podbój krajów w zasobnych w ropę przez kraje chrześcijańskie i teraz ci ludzie ze zniszczonych państw nie ze względu na islam ale z powodów politycznych robią partyzanckie ataki takie same jak armia krajowa w Polsce na okupantach niemieckich w 1939 roku. Czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Muzułmanie od setek lat zamieszkiwali europę i nie było zamachów. Sprawiedliwość jest i dlatego kraje które czyniły zło, muszą teraz ponosić konsekwencje, takie czy inne. I tu nie chodzi tylko muzułmanów, ale miliardy biednych ludzi z Afryki, Ameryki łacińskiej, Azji, Indii i innych krajów okradanych i wyzyskiwanych przez zachód. Zamykanie granic przypomina założenie tamy-która nazbiera wody i pęknie z ogromną mocą .Tak czy owak ta ‘bomba’ wybuchnie. Może dojść do rewolucji społecznych i destabilizacji świata.
    Więc z mojej perspektywy, lepiej nie uczestniczyć w nagonce na ludzi biednych i wykluczonych[na przykład mniejszości wyznaniowe], bo buduje się samemu sobie zły los i Absolut sprawiedliwie odda nam ciosy, które zadaliśmy biednym . Kto sieje islamofobię, antysemityzm, rasizm, ksenofobię , homofobię , weganofobię , nienawiść do niepełnosprawnych, ten nie słucha Absolutu i musi liczyć się z konsekwencjami, takimi jak stres. I ów stres będzie silniejszy od wszelkich diet, jakie zastosujemy w walce z rakiem. ‘Nie przecedzajmy komara, połykając wielbłąda’ . Bądźmy dobrzy, kształtując się na obraz Absolutu, a wtedy i dieta nam pomoże i nawet jak przyjdzie choroba, to przyniesie nam samo dobro, bo dla dobrych wszystko się ku dobremu obraca. A kształtować się na obraz Absolutu, to wsłuchać się w Niego, a nie ‘paplać’ do Niego, by swoim jazgotem zagłuszać, to co On do nas mówi. Mógłbym nawet podać 100 cytatów biblii to potwierdzających, ale nie chce dłużyć tekstu. To są sprawy uniwersalne, wykraczające poza jakieś religie.
    Piszę to dla dobra, by pokazać kierunki rozwoju
    pozdrawiam

    1. Nie, wiara nie jest moim hobby.

  27. Grzegorz P. says:

    To fajnie że wiara to nie hobby, bo ja czuję się mistykiem i na końcu mistykiem, a muzyka badania historii religii i diety to dodatek i weganinem się określam by bronić tą mniejszość[inaczej nazywanie się od diety było by niskie, choć tu wkracza też etyka].
    Zrobiło się poważnie, a ja nie jestem tu po to, by agitować religijnie. Choć może niektórym się przyda mój punkt widzenia, którego nigdy nie narzucam. Nie będę też się rozpisywać czym różni się krytyka islamu od islamofobii czyli przesadnego wyolbrzymiania wad tej religii i ukrywania wad np katolicyzmu[krucjat, inkwizycji, palenia kobiet na stosach, podbojów religijnych, sektofobii, szukaniu wszędzie szatana itd] i robi się to po to, by gnębić mniejszość muzułman, którzy od tej agitacji obecnych władz doznają dyskryminacji większej niż kiedykolwiek po 2 wojnie światowej[odpowiedzialność zbiorowa, gdy cierpią w Polsce małe dzieci, kobiety i starcy za to tylko, że mają inne wyznanie]. Dziś częściej zdarzają się ataki prawicowych ekstremistów niż muzułmanów, a media ukrywają to, a wyolbrzymiają tamto, by budować nastroje zmierzające do wojen, których celem jest podbój krajów bogatych w ropę i inne surowce, jak i by zapanować nad całym światem. Jeśli będziemy popierać taką politykę władz, to nie liczmy na spokój w europie, bo „kto sieje wiatr, ten burzę zbiera”. Lepiej nic nie mówić publicznie, niż „dolewać oliwy do ognia”[np ‚nie znam się na polityce, więc wiem że nic nie wiem i milczę’]. Lepiej jak ta neutralna Szwecja się nie mieszać, to będzie się mieć spokój i możliwość rozkwitu. To taka dygresja jak dbać o redukcję stresu w tym świecie.

    Jako że układ pokarmowy zasadza się na mięśniach trawiących pokarmy, dobrze jeść w rozluźnieniu medytacyjnym, uspokojeniu, bez hałasu, bo napięte mięśnie nie wykonają pracy właściwie i dojdzie do nie strawienia resztek pokarmu i z czasem gnicia[ale weganie jedzą dużo błonnika i wypróżniają się często, więc resztki są najczęściej szybko wydalane].
    Czy weganizm/witarianizm jest dietą leczniczą ?
    Nie, on przywraca tylko równowagę normy, gdy człowiek na niej jest zdrowy samoistnie, nie choruje, więc ta dieta nie tyle uzdrawia, co usuwa choroby które zła dieta spowodowała. Nie tyle weganizm uzdrawia, co zła dieta mięsno nabiałowa daje choroby i gdy z niej zrezygnujemy, odczuwamy wyjście z deficytu, jaki zła dieta powodowała i mówimy z tej perspektywy, że weganizm leczy. Dla mnie weganizm na surowo jest najbardziej neutralną dietą , najmniej zaśmieca organizm, który skutecznie dzięki wypróżnianiu usuwa odpady i to działa najkorzystniej . Pewne zioła czy owoce mogą niby przywracać zdrowie, ale dla mnie zdrowie to coś neutralnego zwykłego, więc co najwyżej one usuwają deficyt którego się nabawiliśmy, byśmy mieli neutralne zdrowie fizyczne[neutralność zdrowotna, równowaga organizmu polega na tym, że z ciała nie czerpiemy {do pewnego stopnia} ani bólu ani zmysłowych przyjemności, dzięki czemu możemy oderwani {do pewnego stopnia} od zajmowania się tylko ciałem, skupić się na rzeczach głębszych psychologicznych i mistycznych i uzyskać prawdziwe szczęście ostateczne]. Weganizm nie szkodzi[zważywszy na nasz układ wypróżniania i usuwania toksyn] jeśli jest na surowo i produkty są najwyższej jakości, tak jak mieli w prehistorii roślinożerni ludzie nie polujący na zwierzęta, tylko zbierający owoce i warzywa i orzechy i jedzący to na surowo. Dzisiaj organizmy się zepsuły z powodu tysięcy lat funkcjonowania w destrukcji[staliśmy się „nic”[o]żercami], gdy ciała musiały się dostosować, przemienić pod te patologie jak mięso i obróbka cieplna, czy ostatnio udział sztucznej żywności. Nabawiliśmy się negatywnych nawyków, których usuwanie potrwa ileś czasu[jak niektórzy podają rok złego trybu życia leczy się około miesiąc, co przy 40 latach daje ponad 3 lata leczenia dietą , ruchem, wyciszeniem i czasem płukaniem jelit{na przykład lewatywa czy kolonoterapia}; by odzyskać pełnię zdrowia, trzeba kilku pokoleń na czystej diecie wegańskiej licząc się z różnymi problemami, które i tak są mniejsze niż standardowe życie].
    Jako że nie mamy tak dobrej żywności jak kiedyś, musimy korygować dietę prehistoryczną [którą się człowiek żywił ponad setki tysięcy lat, przez co układ pokarmowy człowieka jest najlepiej przystosowany do takiej diety], korzystając z inteligencji[dlatego pozostaje kwestia witaminy B12 i witaminy D] .
    Po co wiedza i tyle gadania o weganizmie, skoro to dieta przyrodzona spontaniczna?
    To dieta przyrodzona spontaniczna[jak ptaków które nie mają profesorów, a wiedzą co jeść], ale my tacy zazwyczaj nie jesteśmy, musimy dojrzeć do tego i właśnie wiedza usuwa z nas sztuczność nabytą przez szkoły, media, religię i tradycję i wiedza prowadzi do intuicji, a intuicja nie jest pozbawiona mądrości, zauważając że skoro żywność uległa skażeniu, to trzeba stosować pewne zmiany w prehistorycznym wzorcu żywienia. Co do jakości żywności nie kapitulujemy, ale intuicyjnie wielu wegan prowadzi swoje uprawy, zbiera żywność po lasach[uwaga na kleszcze i skażenia lasów], szuka żywności u producentów, kupuje tańsze produkty organiczne, wącha żywność roślinną w sklepach, czyta etykiety i tak zbliża się do żywności na tyle dobrej, że w połączeniu z układem wydalniczym i na przykład ostropestem plamistym, karczochem regenerującym wątrobę , osiąga wystarczający poziom, by układ odpornościowy radził sobie z chorobami jak nowotwory. Modyfikacje mądrej intuicji to również namaczanie, korzystanie z tarek i rozdrabniaczy do żywności, skoro nasze zęby są zniszczone, jelita zawalone toksynami mają mniejszą przyswajalność i żywność jest mniej nasycona składnikami odżywczymi[z powodu wyjałowienia gleby przemysłową produkcją ], a więc zwiększamy tymi procesami jej wchłanianie[podobnie fermentowanie nasion i robienie kiszonek może pomóc odbudować florę jelitową zniszczoną przez zachodnią dietę]. Modyfikacje mądrej intuicji, to również korzystanie z obróbki cieplnej, gdy na przykład jedyna dostępna żywność to ziemniaki czy strąki, czy z powodów ekonomicznych taniej nam jest dorzucić coś gotowane na parze. Jesteśmy elastyczni i korzystamy mądrze z możliwości.
    Prehistoryczne to inaczej takie które mogło być stosowane przez człowieka od zawsze .
    Czyli człowiek kiedyś nie mógł pić alkoholu, palić, gotować, używać mikrofalówki , nie miał narzędzi do polowań na większe zwierzęta i umiejętności polowań na nie, miał surowe warzywa owoce, orzechy i wodę i je umiał na każdym etapie rozwoju technologicznego spożywać, bo tak został stworzony, by taki pokarm mu służył , tak jak to służy słoniom, żyrafom i orangutanom.
    „Azbestowa” cywilizacja zachodnia, zamiast mądrych modyfikacji prehistorycznej diety, weszła w patologie i nałogi i je trzeba usunąć a zamiast tego wprowadzić mądre modyfikacje diety, tam gdzie to jest korzystne dla danej indywidualnej jednostki[są na przykład ludzie którzy badają poziom B12 i on od wielu lat jest na wysokim poziomie, więc suplementacja jest dla nich zbędna, są ludzie potrzebujący mało witaminy D i ta ze słońca im starczy i tak dalej, z kolei „śmieciowi” weganie{źle się odżywiający} mają niedobory na przykład B12/D, choć nie mniejsze niż reszta społeczeństwa cierpiącego na liczne niedobory/nadmiary].

    Człowiek w pełni zdrowy, to osoba która bez żadnego pobudzania jak kawa, cukier, słodycze[w tym czekolada] , alkohol, narkotyki, seks, czuje się pełna energii do czasu spoczynku sennego, jest spokojna, wyciszona, bez nerwowego pobudzenia, bez przewlekłego stanu bólu, w miarę usatysfakcjonowana, mająca równowagę pomiędzy wesołością a smutkiem i tak funkcjonuje do około 90 roku życia, gdy akceptuje się już pewne osłabienie czy pojawiające choroby starcze. Człowiek w pełni zdrowy, to osoba która ma czyste jelita, zdrową wątrobę , nerki, trzustkę , serce, układ krążenia, płuca i co najważniejsze mózg i taki wewnętrzny stan nie musi być wyraziście uwidoczniony na zewnątrz i badania krwi mogą tego nie wykazać. Człowiek w pełni zdrowy będzie miał empatię w stosunku do zwierząt, spontanicznie chcąc by farmy, fermy i rzeźnie znikły z powierzchni ziemi.

    Sumując moje opisy, trzeba stwierdzić że nasz układ odpornościowy sobie radzi z komórkami rakowymi[niszczy lub naprawia je każdego dnia w tysiącach sztuk] i dostarczenie chemikaliów niszczących genetycznie komórki do naszego ciała nie powoduje raka. W zasadzie to rak nawet jest nam potrzebny do równowagi, jako proces życia, walki z bakteriami i naprawy uszkodzeń, tak by organizm się „ruszał” i biologicznie żył, będąc w zawieszeniu „plusa i minusa” „czarnego i białego”. Problem pojawia się w dawce komórek nowotworowych, której nie możemy przekroczyć. Trzeba zadbać dietą , ruchem i spokojem o układ odpornościowy, niszczony przez mięso, nabiał, jaja ,kawę ,cukier, oleje rafinowane, stres, brak snu i tak dalej. Czyli minimalizowanie ilości chemikaliów i profilaktyka zdrowotna[dieta/ruch/mistyka] zwiększa szanse na brak choroby nowotworowej.
    Profilaktyka zdrowotna/minimalizowanie ilości chemikaliów nie jest katorgą , ale jeśli wytworzy się nowy styl życia, jest on jeszcze wygodniejszy niż standardowe życie obarczone zmęczeniem i chorobami, wcale nie wygodne [jedynie nawyki i przyzwyczajenie trzymają ludzi w jego niewoli i każą im ponosić zgubne skutki samo niszczenia, jak stałe zmęczenie, bóle głowy, choroby i niedomaganie].
    Czasem by się z tego błędnego koła wyrwać, potrzebny jest wstrząs życiowy, jak własna choroba czy śmierć bliskich na raka i po takim kryzysie i mistycznej łasce można się podnieść i zacząć nowe lepsze życie. Choć lepiej spokojnie zmienić nawyki i żyć lepiej, lecz to jest łaską dla nielicznych najmądrzejszych ludzi.

    Jak dokonać zmian w życiu?
    Komórki w mózgu żyją na określonej równowadze, podobnie jak cały organizm, który dla utrzymania osiągniętej harmonii, trzyma się nawyków i trudno je odrzucić, nawet jeśli skutki uboczne są liczne. Organizm nie zna lepszej równowagi i stoi w martwym punkcie. Czynnik mistyczny narusza tą rzeczywistość, wprowadzając jakiś wstrząs, czy to intelektualne oświecenie i podążanie mistycznym impulsem [dobrowolna zgoda], czy jeśli jest więcej oporów, łaska ujawnia się poprzez cierpienia oczyszczające, różne problemy, wypychające nas do innego lepszego życia[„kop na rozpęd”], zgodnie z zasadą , że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Kryzys niszczy mimowolnie starą równowagę i tworzy się nowa, i jeśli wykorzystamy czas kryzysu[na przykład choroby] do zmian, wówczas będzie to mądra decyzja.
    Wszystko jest łaską . Całe życie jest kreowane przez Absolut. Wgłębianie w Absolut, życie mocą Absolutu, to łaska przemiany.
    Dobre uczynki tworzą łaskę , więc trzeba czynić dobrze i mieć czyste motywy nie przed ludźmi, ale przed sobą i Absolutem, a ludzie schodzą na dalszy plan, by nie przed nimi grać „teatrzyk”, ale szczerze robić co trzeba 24 godziny na dobę , gdy nikt nie patrzy.
    Miejmy wiarę i stawiajmy najwyżej poprzeczkę , bo wtedy maksymalnie dużo osiągniemy, nawet jeśli nie stanie się to od razu i pojawią się potknięcia, które są rzeczą ludzką , jako zwykła część procesu.
    Zmiany są obserwowane u innych [na przykład skuteczne rzucenie kawy i palenia], i potem widząc sukces u innych, łatwo sami robimy podobnie[siła przykładu].
    Brak zmian jest obserwowany u innych, dlatego lepiej się izolować od patologicznego otoczenia, bo tym się stajemy psychologicznie, co doświadczamy w życiu, odbijając świat w którym żyliśmy[myśli są sumą przeszłości].

    1. To prawda, robi się poważnie. Ja mam bardzo wyraziste poglądy polityczne, ale mój blog z założenia nie zakładał dyskusji w tych klimatach i tego chcę się trzymać.

    2. Grzegorzu, Ty nie suplementujesz witB12?

  28. Grzegorz P. says:

    ‚Szwecja nie jest neutralna’-chodziło mi o czasy 2 wojny światowej.

    1. Jasne, ja też miałam co innego na myśli,właśnie chciałam sprostowac.

    2. Coś innego. Byłam raz na YT u carnivora i nawet dałam jeden komentarz, ale tam panuje chamstwo i szybko Ucieklam. Dlatego nie ma mowy, żeby ktokolwiek stamtąd tu mógł się wypowiadać.To co się tam dzieje, jest nie tylko dlatego straszne, bo dotyczy jakichś dziwnych ex wegan, ale podanych na manipulację ludzi, którzy są chorzy, szukają pomocy, siedzą w smieciowym jedzeniu i zamiast czegoś co by im pomogło, pierze im się mózgi.

  29. Grzegorz P. says:

    Witaminę b12 suplementuję profilaktycznie [jako ‘cyjanokobalamina’], podobnie jak ‚D’ i kelp.
    O polityce pisałem, by pokazać na przykładzie, jak rozumiem prawo konsekwencji za czyny w ujęciu mistyki-która jest w ‘strefach długowieczności’ ukazywana jaki jeden z pozytywnych czynników zdrowotnych, oprócz więzi rodzinnych, ruchu i diety.
    Co do ‘carnivore’ i kanału ‘Życie pod palmami’, to napisałem już tyle komentarzy na veghouse i zebrałem tak kompromitujący materiał o pani CathZPP, że dla mnie jak pisałem jest ona ‘persona non grata’[osoba wykluczona z towarzystwa]. Tak ją trzeba traktować, skoro celowo chamstwem się ‘wybiła’ na You Tube, by budować nienawiść do wegan[nie można pozwolić na akceptowanie takich metod ‚kariery’, bo inni będą robić tak samo i chamstwo stanie się normą {właściwie już tak jest w pewnych kręgach}]. Jej ‘ex weganie’ sympatyzujący z ‘carnivore’, są dziwni właśnie dlatego, że sympatyzują z ‘carnivore’. Chyba prawie każdy internetowy krętacz chce zaistnieć i dziś na topie jest temat ‘ex wegan’, to się promują nieudacznicy jak mogą . Dla mnie cenne są świadectwa ex wegan, pod warunkiem że są szczere, bo mogę uczyć się na błędach.
    Wiedza CathZPP jest taka, że po tym jak dokładnie opisaliśmy z Karoliną z veghouse konwersję omega ALA do DHA[wiele stron opisu], ona dalej twierdziła że jesteśmy ‘debilami’, bo nie rozumiemy że w roślinach jest ALA a my potrzebujemy DHA i wymyślała, że trzeba jeść siemię wiadrami by sobie dostarczyć normę . A faktycznie przy konwersji 5%, trzeba zjeść 20 gram siemienia dla normy 250 mg, a faktycznie mniej, bo ALA jest w wielu rzeczach i konwersja u czystych długoletnich wegan sięga 10% dla DHA[ja jem siemienia ok 15 gram dziennie + orzechy włoskie itd]. Słonie też nie przyswajają całego pokarmu, bo roślinożerne zwierzęta nie jedzą tak by w 100% przyswoić, ale pokarm pełni też inne funkcje [jak błonnik] i podobnie ALA też do czegoś nam jest potrzebne i nie jest w 100% przerabianie do DHA. Potem uczepiła się kwasu pruskiego w siemieniu, nie zważając na jego śladowe ilości, mogące nawet pomagać[cyjanki są też w wodzie pitnej, co oznacza, że są przyrodzoną częścią naszego pokarmu i dopiero ogromna ilość staje się problemem].
    Potem twierdzą że weganie muszą łykać tony suplementów, a jak patrzeć na mięsożercę po 40 roku łykającego tabletki na nadciśnienie, cholesterol, niedoczynność tarczycy, bóle głowy, witaminę C, D, błonnik , magnez, jod, kwas foliowy, wapń, omega3 , itd, to wyjdzie u nich 10 razy więcej. Błąd na błędzie. Ja słucham wielu stron i wiem że ci z ‘paleo’ i ‘carnivore’ to zwykłe nieuki.

  30. Grzegorz P. says:

    Teraz napiszę po co tyle się napisałem na https://veghouse.pl/dieta/dieta-karniwora/
    Tak by żaden weganin nie miał wymówki, że odpadł od diety, gdyż nie było dostępnych informacji i został zmanipulowany przez nieuków z carnivore/paleo/dietetyków szkolnych i innych oszustów nie mających wiedzy na temat dobrze zbilansowanej diety wegańskiej. Dałem im koło ratunkowe. Jeśli komuś nie chciało się czytać moich komentarzy, to często jako zwykły leń, został oszukany na własną odpowiedzialność. Jeśli nie dotarł do veghouse.pl, to byle jak szukał informacji, skoro linka do artykułu dała Juszes, jest też na innych portalach w komentarzach, jak i tutaj. Kto ma odpaść, odpadnie i nic nie ma na swoje usprawiedliwienie. Jeśli ktoś miał nietolerancje na rośliny, to można to jeszcze jakoś wytłumaczyć, bo faktycznie brak specjalistycznego wsparcia dla takich ludzi. Poza tym 1% uczulonych byłych [ex]wegan, 99% to ludzie którzy nie podołali[za co ich nie winię, tylko dlatego że mi było łatwo]. Na pewno nie wykorzystali wszelkich możliwości by utrzymać dietę , co wynika z różnych powodów mniej lub bardziej poważnych. Czy dieta wegańska sama w sobie ich zawiodła?
    Nigdy.

    Parę słów o sobie.
    Ja nie mogę być jakimś typowym wzorcem, bo jako mistyk mam kompletnie inne życie i często tacy ludzie w ogóle nie jedzą i funkcjonują[choć ja jem] . W związku z tym, nie robię nawet badań, bo inaczej mój organizm funkcjonuje i wyniki nie są dla mnie do odpowiedniego odczytania, bo ‘normy’ dla takich jak ja nie są ustalone[normy dla ogółu też są sfiksowane]. Ponadto jako osoba żyjąca biednie w Polsce, nie mam możliwości zrobić porządnych badań, a w te prowincjonalne nie wierzę. Mam policzone składniki odżywcze i normy raczej spełniam i brak symptomów niedoborów. Ale nie stawiam się jako przykład, choć piszę o swoich doświadczeniach, czyli mniej potrzeby snu o 30%, więcej energii o 30%, lepszy nastrój, poprawa stanu uzębienia, podleczenie drobnych schorzeń. Brak wyleczenia alergii na pyłki. Jedno przeziębienie w 6 lat i infekcje gardła po przewianiu, ale tu grały czynniki poza dietetyczne[zbytnie wypłukanie gardła sodą oczyszczoną , brak szalika zimą , brawura, łapanie głębokich oddechów podczas jazdy na rowerze, podobne schorzenia w rodzinie mięsożernej itd]. Czyli proszę traktować mnie jak anegdotkę , a nie dobrze zbadanego kolesia.
    Jestem samoukiem, bo w szkolnictwo zwątpiłem na dobre w 1993 roku. Chodziłem do technikum gastronomicznego i słyszałem tam kłamstwa na temat diety wegetariańskiej. A wegetarianinem zostałem, bo kupiłem książkę jakiegoś doktorka z Niemiec, który pokazywał tą dietę jako zdrową i postanowiłem zobaczyć na próbę jak to jest i jestem do dziś bez mięsa[do etyki dotarłem dopiero potem]. Czyli coś mi się nie zgadzało, bo polska szkółka podpięta pod ministerstwo edukacji i rolnictwa co innego, a niemiecki doktorek co innego[dziś wiem że w skorumpowanej Polsce to była ochrona ‘rynku spożywczego’, by dobrze się sprzedawał tucznik i nabiał itd]. Moja nauczycielka ze szkółki wyskoczyła z atakiem w 1993 roku, ale potem chciała doczytać o tym i nagle na godzinie wychowawczej dała wykład, w którym zachwalała dietę wegetariańską , przyznając się publicznie bo błędu[rzadko się to zdarza, miała babka klasę , idąc wbrew szkółce]. Ale brakowało mi wiedzy jak bilansować dietę i jakoś się tym nie interesowałem, bo młody organizm funkcjonuje zdrowo na takiej nawet śmieciowej odmianie. Zachorowałam na grypę żołądkową i spadło mi ciśnienie w listopadzie 2012 roku i zacząłem drążyć o dietach i poznałem weganizm doświadczalnie od grudnia 2012. I w 2013 roku jak zwykle magistry dietetyki z polskich szkółek opowiadały brednie o diecie wegańskiej i nagrywały zjadliwe filmiki [sponsorowane zapewne przez lobby odzwierzęce]. Zająłem się więc tematem dokładnie i tak drążę do dziś, co słychać i tutaj. Wystarczy porównać stanowiska najważniejszych stowarzyszeń dietetycznych[USA/Kanady/Anglii/Włoch] i WHO na temat weganizmu, z tym co ględzą polskie szkółki, by zobaczyć obrzydliwy szwindel.
    Jedni są tresowani przez szkółki, a inni czytają wyniki ponad 1000 badań na temat diet wegańskich i wyciągają sami wnioski oraz po wieloletniej praktyce szybko uznają że jednak stowarzyszenia dietetyczne nie myliły się . No a krętacze z ‘carnivore’, mówią oczywiście, by słuchać polskich szkółek i magistrów na temat weganizmu, ale jak polskie magistry mówią źle o ‘carnivore’, to znaczy że ‘są debilami’[rozdwojenie jaźni u CathZPP].
    My słuchamy magistrów, również tych uczących się w USA/Anglii i widzimy że zdania są podzielone. ‘Beton’ mówi swoje, ale ludzie mający praktykę na dietach roślinnych i kończący także szkółkę mają dobrze ugruntowane zdanie o diecie roślinnej.
    Ja z powodu pisania poradnika wegańskiego, muszę słuchać opinii z każdej strony i uważam że dieta roślinna jest prehistoryczna, dopasowana do układu pokarmowego człowieka i dziś najlepiej chroni człowieka przed chorobami cywilizacyjnymi, nawet na marketowej żywności[bo marketowe mięso, nabiał i jaja są 100 razy gorsze, a jeśli stać kogoś na mięso za 1000 euro na miesiąc, to za takie pieniądze by sobie sprawdził roślinki z puszczy amazońskiej, czy Podkarpacia jak ma Greenelka].
    Czyli osobiście polecam weganizm.

  31. Grzegorzu, bardzo Ci dziękuję za tyle refleksji, wszystkie bardzo ciekawe i dla kogoś, kto chce zacząć sie zdrowo odżywiać, bardzo pomocne. Sama jak wiele razy wspominałam i pisałam, nigdy nie żąłowałam, że rzuciłam mięso w diabły, ja po prostu chciałam byc zdrowa i do tego nie wyobrażam sobie jeść zwierząt. Dla mnie to proste, chodzi tylko o to, żeby dietę roślinna dobrze ułożyć i wtedy może dawać power niesamowity, to bardzo konieczne, bo ta dieta jak każda inna może byc też niezdrowa. Ja też mysle, że każde, nawet najgorsze warzywo z marketu będzie lepsze niż mięso, ale to jest już sprawa indywidualna, ja nikomu nie narzucam, bo nawet moj mąż jest mięsożerny i nie mam z tym problemu. Tzn . mam w tym względzie, że juz miał zawał i wszczepiono mu stendy, ale nie wciskam mu nic na siłę, bo to nie ma sensu. Polecam bardzo kanał na YT Sebastiana „szaman 21 wieku”, jęśli nie znasz, ale myślę że znasz. Sebastian Jest wspaniałym , skromnym człowiekiem, a przy tym posiadł olbrzymia wiedzę, naprawdę godne podziwu. Chętnie zaglądam do niego i jego uroczej żony Monique.

  32. Grzegorz P. says:

    Greenelko ,tu mam filmik dla męża : 1. Jak uniknąć chorób serca i udaru mózgu – dr n. med. John A. Scharffenberg
    https://youtu.be/YL1OO-G6Jmw
    A ja wracam do tematu głównego[bo moje świadectwo i osoba jest tu mało istotna].
    Mięso i nabiał oraz jaja są czynnikami rakotwórczymi. Rośliny już przez to, że zastępują produkty odzwierzęce, są przez to anty rakowe.
    Wkleję tu dłuższe tłumaczenie badania z Uniwersytetu Loma Linda z 2013 roku na temat nowotworów u Adwentystów: „Według prognoz ‘American Cancer Society’ , około 1 638 910 nowych przypadków nowotworu może zostać zdiagnozowanych w 2012 roku. I około 577 190 Amerykanów umrze na raka w ciągu roku, ponad 1 500 osób na dobę(…) Rak jest drugą najczęstszą przyczyną śmierci w USA. Czynniki dietetyczne stanowią co najmniej 30% przyczyn, wszystkich nowotworów w krajach zachodnich(…)Zbadaliśmy związek między wzorami żywieniowymi [wszystkożercy, wegetarianie, rybożercy, semi wegetarianie i weganie], a ogólną zachorowalnością na nowotwory wśród 69 120 uczestników ‘Adventist Health Study-2’(…) Zidentyfikowano 2939 przypadków zachorowań na raka. Wielowymiarowy współczynnik całkowitego ryzyka zachorowania na raka wśród roślinożerców w porównaniu z wszystkożercami [ze współczynnikiem porównawczym 1.0], był statystycznie istotny [0.92 {0.85/0.99}], dla roślinożerców obu płci łącznie. Ponadto stwierdzono statystycznie istotne [ujemne] powiązanie między dietą roślinną a rakiem przewodu pokarmowego [0.76{0.63/0.90}]. Analizując związek konkretnych roślinnych wzorców żywieniowych, dieta wegańska wykazała statystycznie istotną ochronę ogólnej zachorowalności na raka [0.84{ 0.72/0.99}; -16%] u obu płci łącznie, natomiast dla nowotworów płci żeńskiej, współczynnik ryzyka wynosił 0.66[0.47/0.92{-34%} ]. Wegetarianie wydawali się być związani ze zmniejszonym ryzykiem raka układu pokarmowego [0.75{ 0.60/0.92}]. Dieta wegańska wydaje się stwarzać mniejsze ryzyko dla nowotworu ogólnie i odmian raka płci żeńskiej, w porównaniu do innych schematów żywieniowych. Wegetariańska dieta zdaje się zapewniać ochronę przed nowotworami przewodu żołądkowo-jelitowego(…)Dieta rybna wskazała na obniżony wskaźnik dla ryzyka raka układu oddechowego. Jednak nie uzyskano statystycznie istotnego związku(…)Osoby mające raka były statystycznie starsze i częściej miały w rodzinach wypadki nowotworów[5.26%/3.70%]. Większy odsetek mężczyzn[5.05%] od kobiet[3.81%] zachorował na raka. Osoby chore na raka miały również wyższy wskaźnik masy ciała ‘BMI’[4.12%/4.54%/4.07%], niższy stopień szkolnictwa[4.77%/4.16%/4.09%], mniejszą aktywność fizyczną [4.71%/4.33%/3.99%] i nieco rzadziej spożywały alkohol[3.97%/4.45%], ale częściej miały historię palenia[4.73%/4.13%](…)W porównaniu z innymi grupami roślinożerców, większa część wszystkożerców przyznała, że stosowała doustne środki antykoncepcyjne i hormonalną terapię zastępczą , podczas gdy weganie mają najniższe wskaźniki(…) Nie stwierdzono żadnych istotnych zmian ogólnego ryzyka zachorowania na raka w zależności od różnych wzorców żywieniowych w porównaniu z modelami wieloczynnikowymi bez wskaźnika masy ciała ‘BMI’. Jakkolwiek w tych modelach[bez BMI], wyniki zmieniły się jedynie na pograniczu dla wszystkich roślinożerców [0.92{0.85-1.00(+0.01)}] i dla wegan [ 0.86{0.73(+0.01)/1.00(+0.01)}; weganie z nadwagą nieznacznie zwiększają ryzyko raka] (…)badając związki żywieniowe z ryzykiem określonych nowotworów, analizy ze starszych danych z grup ‘Adventist Health Study-1’ wykazały, że spożycie mięsa jest bezpośrednio związane z ryzykiem określonych miejsc raka, a także, że większe spożycie warzyw i owoców przewiduje mniejsze ryzyko niektórych miejsc występowania nowotworu. Kolejne informacje pochodzą ze zbiorczej analizy danych z 2 prospektywnych badań w Wielkiej Brytanii, a mianowicie z ‘Oxford Vegetarian Study’ oraz z grupy ‘European Prospective Investigation on Cancer and Nutrition-Oxford [EPIC-Oxford]’, gdzie zaobserwowano wśród roślinożerców , ryzyko wszelkich odmian raka niższe o 12%, w porównaniu z jedzącymi mięso, [i to] po wyeliminowaniu potencjalnych czynników zakłócających. Jednak związki między dietą wegańską a rakiem nie zostały ocenione osobno, ze względu na niewielką liczbę zgłoszonych przypadków raka. Zaproponowano pozytywny związek między mniejszą zachorowalnością na nowotwory a konkretnymi pokarmami roślinnymi, takimi jak owoce i warzywa, składnikami roślin, takimi jak błonnik, przeciwutleniacze, inne substancje fitochemiczne, oraz utrzymywanie zdrowej wagi ciała. Wegetarianie i weganie na ogół spożywają większe ilości pokarmów roślinnych, unikają spożycia mięsa i często przyjmują inny zdrowy tryb życia w porównaniu do wszystkożerców. Istnieje więc powód, by podejrzewać, że diety roślinne mogą chronić przed rakiem. Czynniki związane z wysoką zawartością błonnika w dietach roślinnych sprzyjają zwiększonej wrażliwości na insulinę . Przekrojowe badanie sugeruje ponadto, że dieta oparta na roślinach jest związana z niższymi poziomami krążenia całkowitego insulinopodobnego czynnika wzrostu [IGF]-1 oraz wyższymi poziomami białka wiążącego IGF [IGFBP] -1 i IGFBP- 2 w porównaniu z dietą mięsną lub nawet wegetariańską . Insulina i IGF-1 działają jako promotory dla większości normalnych i przed nowotworowych tkanek. W związku z tym ich obniżenie może zmniejszyć częstotliwość występowania nowotworów. W naszych badaniach wykazano odwrotną zależność między dietą wegańską a odmianami raka specyficznymi dla kobiet. Wiele ze znanych epidemiologii ginekologicznych odmian nowotworów i raka piersi można wytłumaczyć czynnikami hormonalnymi, a określony wpływ stylu życia na [zwiększone] ryzyko tych nowotworów to otyłość, [mała] aktywność fizyczna i spożywanie alkoholu. Diety wegańskie mogą chronić przed rakiem związanym z otyłością , podwyższonym poziomem IGF-1 i opornością na insulinę . Ponieważ istnieją dowody na to, że otyłość jest czynnikiem ryzyka wielu typowych żeńskich odmian raka i że wysokie poziomy IGF-1 mogą również zwiększać ryzyko niektórych odmian raka specyficznych dla kobiet, są to potencjalnie ochronne czynniki. Weganie spożywają również znaczne ilości soi lub żywności wyprodukowanej z nasion soi. Produkty sojowe są bogate w fitoestrogeny, co do których istnieje hipoteza, że zmniejszają ryzyko raka piersi. Wreszcie, niskie spożycie białka i niższa częstość występowania otyłości w tej grupie, sugerują niższe spożycie energii, które może opóźnić pojawienie się pierwszej miesiączki, a także wpływać na stan hormonów w innych okresach życia(…) Wszystkożerna grupa odniesienia w ‘Adventist Health Study-2’ spożywała stosunkowo małe ilości mięsa. Tak więc, jeżeli diety oparte głównie na produktach pochodzenia zwierzęcego przynoszą szkodliwe skutki, możliwe jest, że stosunkowo niskie spożycie produktów wszystkożerców w tej grupie, może spowodować mniejsze obserwowane skutki. Mała ilość badanych, w tym rybożerców, semi wegetarian i wegan, na razie ograniczają nasze wnioski. [ http://cebp.aacrjournals.org/content/22/2/286 ; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23169929 ][koniec]
    Z różnych badań wynika , że mamy silne dowody na rakotwórczość mleka , w tym :
    1)nie chorowanie karzełków z zespołem Larona z Ekwadoru na raka [i cukrzycę typu2], którzy mają zahamowany IGF-1 [podobnie niżsi azjaci żyją dłużej bez chorób{dane z Kalifornijskiego Departamentu Zdrowia wskazują że niżsi azjaci i Latynosi żyją ponad 4 lata dłużej niż wyżsi biali i 25-letnie badania mieszkańców Okinawy wykazały jedną z najwyższych długości życia na świecie, z wyjątkowo niską częstością nowotworów również w wieku starszym, a ludzie ci są mniejsi i niżsi niż inni Japończycy, gdy mężczyźni w wieku 87 do 104 lat mają średnio 145.4 centymetrów i 42.8 kilo wagi}] ;
    2)duża liczba chorych na raka ponad 2 metrowych ludzi którzy mają nadmierne wydzielanie hormonu IGF-1 [badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego na grupie miliona kobiet w wieku średnim, wskazują że powyżej 1.7 metra wzrostu ryzyko raka jest statystycznie większe o 37% i każde dodatkowe 10 cm o 16% zwiększa ryzyko wystąpienia 15 z 17 rodzajów raka {na przykład okrężnicy, odbytu, czerniaka złośliwego, sutka, macicy, jajników, nerek i białaczki};w krajach o wysokim spożyciu nabiału i mięsa obserwuje się skoki wzrostu w ciągu stulecia o kilkanaście centymetrów, na przykład Holendrzy urośli przez ostatnie 160 lat o ponad 16 cm i kobieta mierzy 175 centymetrów, a mężczyzna 184 centymetrów, a statystyczny polski mężczyzna ma ok 178 centymetrów-prawie 8 centymetrów więcej niż 40 lat temu w Polsce i więcej 13 centymetrów niż 130 lat temu, a najszybciej rosną dzieci polskich bogaczy ponad 181 centymetrów, karmionych dużą ilością mleka i mięsa];
    3) badania na szczurach profesora Colina Campbella potwierdzają że dodawanie powyżej 20% w diecie kazeiny z mleka powoduje silną promocję raka ;
    4) badanie na populacji chińskiej Colina Campbella potwierdza, że wraz ze wzrostem spożywania mięsa i nabiału wzrasta w Chinach ilość chorób nowotworowych [i układu krążenia] ;
    5) według doktora Johna A. Scharffenberga , potwierdzone jest w Japonii częstsze występowanie raka gruczołu piersiowego[sutka] u kobiet, które z powodu diety zachodniej bogatej w nabiał/mięso lądowe/jajka dojrzewały szybciej kobieco, mając miesiączkę wcześniej niż kobiety wiejskie odżywiające się tradycyjnie[weganki też mają trochę później miesiączkę];
    6)badania społeczności długo żyjących i mało chorujących na raka potwierdzają małą/zerową ilość produktów odzwierzęcych w diecie;
    7) ponure dane mięsożernych Eskimosów czy krajów gdzie je się dużo mięsa/nabiału na przykład Grenlandii [z długością życia 71,54 lat], czy Mongolii [mającej niechlubne 155 miejsce na świecie w rankingu długości życia z nędznym 68.95 lat; według danych WHO z kwietnia 2011 roku choroba niedokrwienna serca w Mongolii zabiła 9.05% Mogołów, udary 19.08%{nr 28 na świecie}, rak wątroby 10.77%{nr 1 na świecie(przebiałkowienie i alkohol)}, nadciśnienie tętnicze 4.83% , rak żołądka 3.76% {nr 2 na świecie} , choroby wątroby 3.1% , rak przełyku 2.13% {nr 3 na świecie} i w 2014 roku choroba niedokrwienna serca 11 miejsce na świecie, udary 2 miejsce na świecie, rak wątroby 1 miejsce na świecie, choroba wątroby 8 miejsce na świecie, rak żołądka 1 miejsce na świecie, choroba nerek 22 miejsce na świecie, nadciśnienie tętnicze 40 miejsce na świecie, reumatyczna choroba serca 2 miejsce na świecie, rak przełyku 3 miejsce na świecie, przemoc 55 miejsce na świecie, choć rak jelita grubego dopiero 122 miejsce na świecie{bo wcześniej ich wykańcza rak wątroby i choroby układu krążenia} i {WHO 2014}choroba niedokrwienna serca zabiła 22.44%, udary 16.87%, rak wątroby 7.63%, choroba wątroby 5.13%, grypa i zapalenie płuc 4.11%, rak żołądka 2.76%, rak przełyku 1.58%, rak jelita grubego 0,49%];
    8) kiepskie wyniki zdrowia krajów spożywających mięso, mleko i rośliny [jak w Polsce ostatnie 15 lat życia w chorobach i niedołęstwie];
    9) nie zadawalające wyniki ludzi „dbających o zdrowie” i stosujących obecną piramidę żywienia i ogólne zalecenia dietetyczne.
    10) po kilkudziesięciu latach badań, pośród 5 grup żywieniowych Adwentystów[wegan, wegetarian, rybo-wegetarian, semi-wegetarian, mięsożerców], tylko weganie mają obniżone o 15% ogólne ryzyko nowotworów. A te 15% jest względem dobrze odżywiających się mięsożerców Adwentystów, zazwyczaj nie pijących alkoholu i kawy oraz nie palących itd, co oznacza że w stosunku do zwykłych Kalifornijczyków będzie to około 30%.

  33. Czytałeś książki prof. Valtera Longo i dr Joel Fuhrmana? Bardzo ich cenię. Dzięki za link dla. mojego męża. A tak nawiasem mówiąc, zwyciężyła w nim połowa francuska zdecydowanie. Nie pije piwa, ale tylko czerwone wino. 🙂

  34. Ależ dyskusja rozgorzała. Cenię wiedzę Twoją i Twojego rozmówcy, nieco mniej mi się podoba tak gwałtowna reakcja Grzegorza. Naprawdę każdy powinien sam decydować, co je i co pije. Jesteśmy dorośli, czytamy, uczymy się i sami wyciągamy wnioski, jak również ponosimy konsekwencje swoich decyzji. Nadmierne namawianie i przekonywanie do własnych poglądów w żadnej dziedzinie nie służy. Uściski Agnieszko 🙂

  35. No tak Iwonko, buźka 🙂

  36. Grzegorz P. says:

    Iwona Kmita podałaś ogólniki i nie wiem co napisać.
    „Naprawdę każdy powinien sam decydować, co je i co pije”- zacytuj, gdzie twierdzę inaczej.
    „Nadmierne namawianie”- chyba przesada. Możesz chcesz tak to widzieć i masz do tego prawo.
    „tak gwałtowna reakcja Grzegorza”- trochę przerysowane. Czy chodzi Ci o to, że bronię tych którzy podjęli starań by żyć odmiennie i uważają profilaktykę za skuteczną . Włącz się w jakąś mniejszość i bądź podmywana ze wszystkich stron to i Tobie może język się wyostrzy[inaczej możesz przegrać]. Odróżnij retorykę od treści. Bycie ‘rozmazanym’, to bycie żadnym. Gdy człowiek kręci się z boku na bok stoi w miejscu. Tak właśnie stoi całe społeczeństwo, niby rozsądne, a efekty tragiczne. Mi to przypomina kogoś ,kto skacze z wieżowca na wieżowiec i osiąga 70% odległości, co znaczy że… spada w dół. Wystarczy popatrzeć ile osób podjęło próbę odchudzania i ilu poległo. Najczęściej trochę zabrakło im ‘radykalizmu’ i konsekwencji, oraz wiedzy którą tu przekazuję , w tym tą o psychologii działania czyli determinacji i która tak Ci się nie podoba. Trochę faktów, dlaczego trzeba prmować weganizm[‚miałkie’ przekonywanie dało 5% i to spada].
    W 2017 roku opublikowano naukowe podsumowanie „Department of Health Promotion, Education, and Behavior” , z badań na temat odchudzania w USA: „Diety oparte na roślinach, w tym dieta wegańska i wegetariańska, opierają się na owocach, warzywach, ziarnach i roślinach strączkowych, a także przy dietach wegetariańskich, zazwyczaj również na produktach mlecznych i jajach. Przegląd ten obejmuje dietę wegetariańską i wegańską pod ogólnym terminem diety opartej na roślinach(…)Zarówno badania kliniczne, jak i badania obserwacyjne wskazują na przewagę stosowania diety opartej na roślinach w zapobieganiu nadwadze i otyłości oraz promowaniu utraty wagi. Diety oparte na roślinach mogą również zapewniać wyższy poziom jakości diety, niż jest to obserwowane w przypadku innych diet terapeutycznych(…) Ponad dwie trzecie dorosłych w USA[69%] ma nadwagę lub otyłość [wskaźnik masy ciała BMI> 25 kg / m2]. Nadwaga i otyłość są związane z szeregiem chorób przewlekłych, w tym cukrzycą typu 2, zespołem metabolicznym, nadciśnieniem tętniczym i chorobami układu krążenia (…) W kilku badaniach epidemiologicznych badano różnice w masie ciała na podstawie wzorców żywieniowych. Wzorce te obejmują diety wegańskie, wegetariańskie, rybożerne, semi wegetariańskie lub wszystkożerne. Dane z „Adventist Health Study” wykazały, że wskaźnik masy ciała[BMI] wzrasta wraz ze wzrostem ilości pokarmów pochodzenia zwierzęcego w diecie, na skutek czego weganie mają najniższy BMI, potem [gorzej] wegetarianie, rybożercy, semi wegetarianie i na końcu wszystkożercy. Co więcej, wyniki europejskiego badania prospektywnego badania nad rakiem i żywieniem [EPIC-Oksford] wykazały, że weganie utrzymują znacznie mniejszą wagę aż do starości w porównaniu do osób wszystkożernych. Przestawienie się na dietę bardziej opartą na roślinach wydaje się również chronić przed przyrostem masy ciała, podobnie jak w przypadku diety rybożernej dla kobiet. Badanie EPIC-PANACEA, opierające się na pomiarach z badania EPIC-Oxford, znalazło pozytywny związek między całkowitym spożyciem mięsa a przyrostem masy ciała, nawet po uwzględnieniu spożycia energii: wzrost 250 g / dzień mięsa doprowadził do 2 kilogramów przyrostu masy ciała po 5 latach. Oprócz ustaleń z dwóch dużych badań „Adventist Health Study” i EPIC-Oxford, [trzecie] badanie „Swedish Mammography Cohort” ukazało, że osoby wszystkożerne mają najwyższy wskaźnik nadwagi i otyłości w porównaniu z osobami stosującymi diety o mniejszej zawartości mięsa. W badaniu obejmującym 49 098 dorosłych osób z Tajwanu, odsetek uczestników z BMI ≥ 27 kg / m2 był znacząco niższy wśród osób stosujących dietę wegetariańską [10.9%] w porównaniu do osób, które nie stosowały diety wegetariańskiej [15.4%]. Ponadto badanie to wykazało również, że każdy rok na diecie wegańskiej zmniejszał ryzyko otyłości o 7%. Dwie ostatnie meta analizy[podsumowania wszelkich dostępnych badań] z badań klinicznych oceniających diety oparte na roślinach i utratę masy ciała, wykazały znaczną utratę masy ciała wśród uczestników stosujących diety oparte na roślinach. Barnard i inni dokonali przeglądu 15 badań klinicznych, w których stosowano diety oparte na roślinach przez co najmniej cztery tygodnie bez ograniczeń spożycia energii. Naukowcy odkryli, że diety oparte na roślinach wiązały się z utratą masy ciała, wynoszącą średnio -3.4 kilogramów w analizie leczniczej i 4.6 kilogramów w analizie ostatecznej. Badanie pokazało również, że określony wiek i płeć uczestników były istotnie powiązane ze zmianą masy ciała. Starszy wiek wiązał się z większą zmianą wagi w analizie ostatecznej. Badania z udziałem mniejszej liczby kobiet były również powiązane z większymi zmianami masy ciała zarówno w analizie leczniczej, jak i w analizie ostatecznej. Metaanaliza badań klinicznych Huanga i innych również wskazała na znaczną utratę masy ciała u osób przypisanych do diety opartej na roślinach. Spośród 12 przeanalizowanych badań, uczestnicy wybierani losowo do określonego rodzaju diety wegetariańskiej tracili średnio o 2.02 kilogramów więcej niż uczestnicy, którym przypisano dietę nie wegetariańską . Sześć z 12 badań obejmowało ograniczenie energii; nic dziwnego, że średnia utrata masy ciała była większa wśród diet wegetariańskich o ograniczonej energii niż przy diecie wegetariańskiej o nieograniczonym spożyciu energetycznym [średnia to -2.2 kilogramów do -1.6 kilograma]. Analizy podgrup wykazały, że uczestnicy na wegańskiej diecie stracili więcej wagi, niż uczestnicy na diecie wegetariańskiej [średnia to -2.5 kilograma do -1.5 kilograma]” [ https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5466943/ ][koniec]
    Na przykład Wenpeng You z „Biological Anthropology and Comparative Anatomy Unit, The University of Adelaide”[Australia] i Maciej Henneberg z „Institute of Evolutionary Medicine, University of Zurich”[Szwajcaria] , o otyłości napisali: „Społeczeństwo zostało poinformowane, że spożycie cukru należy minimalizować, aby uniknąć otyłości, ale nie ma takich zaleceń dotyczących mięsa(…)Uzyskano szacunkowe dane dotyczące otyłości i nadwagi według indeksu BMI dla poszczególnych krajów.(…)Korelacja „Pearsona” wykazała, że dostępność cukru i mięsa znacząco wiązała się z częstością występowania otyłości w tym samym stopniu [0.715 do 0.685]. Zależności te pozostały w częściowej analizie [różnych] powiązań [0.359 do 0.354], gdy kontrolowano ilość kalorii, brak aktywności fizycznej, urbanizację i stopień majątkowy [PKB, PPP](…)Analiza wielokrotnej regresji liniowej wykazała, że dostępność cukru i mięsa była dwoma najbardziej znaczącymi prognozami częstości występowania otyłości(…)Wytyczne żywieniowe powinny również zachęcać do minimalizowania spożycia mięsa, aby uniknąć otyłości(…)Światowa Organizacja Zdrowia [WHO] szacuje, że otyłość przyczynia się w znacznym stopniu do obciążenia chorobami, stając się między innymi głównymi przyczynami chorób, takich jak cukrzyca[44%], choroba niedokrwienna serca [23%] i rakotwórczość [7%-41%]. Ponadto osoby z nadwagą lub otyłością były przedmiotem dyskryminacji i uprzedzeń(…) dostępność cukru i mięsa może przyczyniać się do występowania otyłości niezależnie od siebie(…)Spożycie cukru i mięsa ma statystycznie istotne zależności od otyłości, niezależnie od wpływu innych głównych grup żywności, czynników społeczno-ekonomicznych i stylu życia(…) W wielu badaniach powiązano spożycie mięsa jako czynnik ryzyka insulinooporności, ponieważ: 1) Tłuszcz mięsa zwiększa wewnątrzkomórkowe przechowywanie tłuszczy i zaburza metabolizm insuliny ; 2) Żelazo z mięsa może uszkadzać komórki trzustki i 3) Azotyny mięsne i sód mogą zaburzać funkcjonowanie trzustkowych komórek beta.(…) Badanie około 100 000 północnoamerykańskich członków Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego wykazało, że wegańscy członkowie mieli najniższe wartości masy ciała[BMI], podczas gdy średni BMI wzrastał stopniowo wraz ze wzrostem ilości białka zwierzęcego spożywanego przez wegetarian, rybożerców i semi wegetarian i osiągając najwyższą wartość wśród nie wegetarian[ https://www.omicsonline.org/open-access/meat-in-modern-diet-just-as-bad-as-sugar-correlates-with-worldwideobesity-an-ecological-analysis-2155-9600-1000517.php?aid=74168 ; tu o badaniu Epic-Oxford: https://www.nature.com/articles/0803305 ][koniec]

  37. Grzegorz P. says:

    Muszę coś wyjaśnić, bo widać że niektórzy nie odrobili lekcji i nie przeczytali moich komentarzy na https://veghouse.pl/dieta/dieta-karniwora/

    Więc specjalnie dla nich, jeszcze raz zaśmiecę komentarzem bloga.
    Otóż ktoś chce odżywiać się „zwyczajnie” i szejki kojarzą mu się z głupotą ,nie powinien w ogóle czytać moich komentarzy bo
    1) nie ma predyspozycji do zrozumienia nawet prostego zdania i przekręci jego znaczenie, często tylko po to, by wybronić swoje niechlujstwo życiowe[w tym lekceważenie badań nad zdrowiem i np faktu że WHO uznało mięso czerwone za prawdopodobnie rakotwórcze, oraz bardzo pozytywnych opinii stowarzyszeń dietetycznych na temat diet roślinnych]
    2) nie ma nakazu policyjnego czytania moich komentarzy i nie są one jedyne w Internecie[a na odwrót, to wyjątek] i powinien je omijać szerokim łukiem[bo nie jestem sprzedawcą i nie zależy mi na ilości ale na ludziach chcących zmian], bo ma on w Internecie milion innych rzeczy , z czego polecam artykuły Greenelki[bardzo rzeczowe] i jej komentarze oraz innych rozmówców.
    Ludzie tacy jak ja , którzy chcą wyraziście motywować argumentami ludzi do poprawy zdrowia, będą bardzo mile odbierani przez początkujących wegan i ludzi dobrej woli[co się dzieje] i w oczywisty sposób będą drażnić tych którzy chcą utrzymania „betonu”, bo tacy mali zakompleksieni ludzie muszą mieć grupę i jeśli ta grupa się kruszy[w Niemczech milion wegan i 10% wegetarian] to zaczynają jątrzyć i szczuć pokrętnie[ ‚a był weganin który umarł na zawał’ itd], zamiast napisać wprost: „wkurzasz mnie, bo kocham mięso, cukier, kawę ,alkohol, a ty mówisz że to złe i jeszcze bardziej drażnisz mnie, bo uważasz okradanie i zabijanie zwierząt za nieetyczne”.
    Takie pokrętne zachowanie nie jest w porządku wobec czytelnika, bo albo faktycznie szczerze piszemy co nam leży na sercu, albo się oszukujemy, stosując sztuczki poniżej pasa i zmieszany czytelnik nie wiedząc o co chodzi, szuka po czasie innej rozrywki.
    Zła wiadomość dla starego pokolenia zwanego „betonem” jest taka, że młodzi chcą zmian i te zmiany nastąpią .
    A moim skromnym marzeniem jest działać na korzyść tego procesu.
    A ci którzy ‘wpychają kij w szprychy’ przegrają , bo nie mają racji.
    Szanujmy czytelnika i piszmy w zgodzie z nami, bo dziś najbardziej brakuje szczerości w Internecie[rządzi reklama, kryptoreklama i pilnowanie interesów określonych grup ekonomicznych] .
    Takie jest moje zdanie i na pewno nie wszędzie pasuję a ‚kółko wzajemnej adoracji’ nie leży w moich preferencjach.
    Ten blog prowadzi osoba, która w trudnych warunkach utrzymała opluwaną zewsząd dietę wegańską i poprawiła tym swoje zdrowie. Nie podmywajcie jej życiowej ścieżki bełkotem nie mającym żadnych merytorycznych argumentów.
    To moje subiektywne zadnie, jako gościa który się pojawił tu na chwilę i nie zna się na tych konszachtach pozakulisowych[bo to nie moja rola].
    Ja miałem zamiar napisać jeden komentarz i ewentualnie odpowiedzieć na pytania i tak jestem dotąd, choć nie wiem już po co, poza miłą rozmową z Greenelką i ludźmi którzy skorzystają z tego praktycznie.

  38. Grzegorzu, bardzo Ci dziękuję. Chcialabym, żeby na komentarze takich ludzi jak Ty, pojawiały się konkretne odpowiedzi z argumentami ” tak tak – nie nie i dlaczego”. Dyskusja nie byłaby letnia.

  39. Grzegorz P. says:

    By moje opisy nie brzmiały, jak jakaś teoria z Marsa, to poznajmy praktykę medyczną refundowaną przez departament zdrowia w USA[porównując, Polscy lekarze są czasem 20 lat do tyłu, a polskie szkółki 400 miejsc dalej w rankingach].
    Zbliżony do wegańskiego plan żywienia Deana Ornisha z Harvardu, został w USA oficjalnie uznany jako skuteczna alternatywa dla środków farmakologicznych przy schorzeniach takich jak cukrzyca, choroby układu krążenia, nowotwory piersi i prostaty, nadciśnienie tętnicze lub podwyższony cholesterol i nadwaga. Bardzo wielu wyleczyło się tym sposobem.
    ‘Preventive Medicine Research Institute’ i Frattaroli J, Weidner G, Merritt-Worden TA, Frenda S, Ornish D.[z USA] podsumowali w 2008 roku wyniki leczenia miażdżycy za pomocą poprawy stylu życia [w tym diety, głównie roślinnej]: „Złagodzenie objawów sercowo-naczyniowych jest głównym wskaźnikiem [braku konieczności wprowadzenia] procedur poszerzania i udrożniania zwężonych naczyń krwionośnych. Aby poznać wpływ intensywnej modyfikacji stylu życia na łagodzenie objawów, badaliśmy zmiany w dusznicy bolesnej[chorobie osłabienia i poczucia duszenia się, spowodowanej niedożywieniem serca, przez przytkanie żył doprowadzających tlen i inne składniki z krwią ], wskazującej na ryzyko niedrożności tętnic[żył] sercowych, [obserwując zmiany poprawy w chorobie, osiągane] przez jakość życia i zachowania związane ze stylem życia u pacjentów ze stabilną chorobą tętnic[żył] wieńcowych [żył karmiących serce{zwaną też chorobą niedokrwienną serca}], uczestniczących w interwencyjnym programie wielonarządowego leczenia chorób serca poprzez styl życia, w ramach ubezpieczenia zdrowotnego, jako leczenie za pomocą zmiany stylu życia, przeprowadzone w 22 lokalizacjach w USA. Pacjenci z chorobą tętnic wieńcowych serca [niepalący, 757 mężczyzn, 395 kobiet, średni wiek 61 lat] zostali poproszeni o wprowadzenie zmian w diecie [opartej na roślinach{plant based} z ograniczeniem do 10% kilokalorii z tłuszczu], zaangażowanie się w umiarkowane ćwiczenia [3 godziny na tydzień] i praktykowanie zarządzania stresem [1 godzina na dzień]. Na początku badania 108 pacjentów [43% kobiet] zgłosiło łagodną dusznicę bolesną , a 174 pacjentów [37% kobiet] zgłosiło ograniczenie[fizyczne przez] dusznicę bolesną . W ciągu 12 tygodni 74% tych pacjentów zostało uwolnionych od dusznicy bolesnej, a dodatkowe 9% przechodziło z ograniczenia[fizycznego przez] dusznicę bolesną , do łagodnej formy dusznicy. Poprawa w dusznicy bolesnej była znaczna dla pacjentów z początkową łagodną i ograniczającą dusznicą bolesną , niezależnie od płci. Zauważono znaczące zmniejszenie czynników ryzyka choroby sercowej, poprawę jakości życia i zachowań związanych ze stylem życia, a pacjenci z dusznicą bolesną , którzy pozbyli się dusznicy w ciągu 12 tygodni, wykazali największą poprawę wydolności wysiłkowej, usunięcia depresji i polepszenia jakości życia związanego ze zdrowiem. Podsumowując, zaobserwowana poprawa przy dusznicy bolesnej u pacjentów intensywnie zmieniających styl życia, może drastycznie zmniejszyć potrzebę poszerzania i udrożniania zwężonych naczyń krwionośnych.”[ https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18359307 ][koniec]
    Produkty odzwierzęce są silnie powiązane z łamliwością kości. Statystyki chorób kości[osteoporozy] w krajach o tradycjach mięsno mleczno jajczarskich jak USA i Polska są mocno niepokojące, a w przypadku diet czysto mięsnych jak u Eskimosów alarmujące.
    Generalnie kruchość kości jest problemem obecnej cywilizacji i weganie też mogą być dotknięci tym problemem.
    Przemysłowe mięso i nabiał spowodowały, że w przeciągu 100 lat społeczeństwa nadmiernie urosły, wydłużyły się o kilkanaście centymetrów, co mocno osłabiło kościec. Równocześnie dieta przetworzona zawiera za mało wapnia, krzemu, boru, witaminy C, magnezu, co osłabia kości. Kłopoty hormonalne kobiet po menopauzie powodują nieracjonalne wypłukiwanie wapnia z kości[szczególnie narażone są wysokie białe kobiety po 40 roku życia spożywające nabiał zakłócający równowagę hormonalną i powodujący stany zapalne]. Brak ruchu i za małe obciążenie kości osłabia je dość znacznie[kultura samochodu, a nie roweru]. Złe powietrze i stres są czynnikiem rozwalającym kości wszystkich, w tym wegan. Produkty które niszczą kości to mięso[w tym ryby{i nadmiar białka, kwasów omega3 i zwierzęcej witaminy A}], mleko krowie, jaja, alkohol, tytoń, cukier rafinowany, produkty przetworzone, chemikalia dodawane do żywności.
    Produkty chroniące kości to zielone warzywa[jarmuż, natka pietruszki, pokrzywa, mniszek lekarski, rukola, kapusta pekińska i tak dalej], owoce[pomarańcze, kiwi i tak dalej], płatki owsiane, strączki[w tym kiełki], zioła i tak dalej. Pomagają też produkty fermentowane[na przykład ‘rejuvelac’, kiszonki] w przypadku złej flory jelitowej[nie produkującej K2; źródłem K2 według niektórych może też być K1, które ulega przekształceniu w witaminę K2 w organizmie, a K1 znajduje się między innymi w jarmużu, pietruszce, brokułach, kapuście, sałacie i warzywach zielnych oraz owocach oraz K2 jest gotowe w produktach fermentowanych].

    Wapń na diecie wegańskiej powinien być dostarczany w około 500 mg[pół grama] na dzień[według jednego badania niższe spożycie wapnia zwiększało ryzyko u wegan{choć spożycie poniżej 500 mg u mięsożerców jeszcze bardziej zwiększało ryzyko}],
    witamina/hormon D[słońce] powinien mieć odpowiedni poziom.
    Hormon wzrostu igf-1 nie powinien też być zbyt niski, bo to może osłabić regenerację kości[z kolei zbyt wysoki igf-1 to nowotwory i choroby układu krążenia, oraz zwiększanie wysokości ciała, co w pokoleniach daje tragiczne efekty; hormon wzrostu można prawdopodobnie pobudzić albo ruchem i odstępami w jedzeniu{post czasowy na przykład od godziny 16:00 do 8:00}, albo nie za dużą i nie za małą ilością białka roślinnego, około 1 gram na kilogram masy ciała, na przykład 200 gram {licząc od suchej} soczewicy{50 gram białka} i 200 gram {licząc od suchych} płatków owsianych{26 gram} zaspokoi dzienne zapotrzebowanie osoby ważącej 75 kilogramów].
    Potem ćwiczenia z obciążeniem[szczególnie kobiety szczupłe i wysokie],
    i co najważniejsze redukcja stresu daje dziś najlepsze [choć nie 100%] szanse na uniknięcie chorób kości[pozostają czynniki genetyczne i wrodzone problemy zdrowotne].
    W przypadku weganek Adwentystek, to w porównaniu do przeciętnych obywateli USA, miały niższy stopień osteoporozy, a w porównaniu do Adwentystek mięsożernych zbliżony, ale jeśli wliczyć to, że kobiety mięsożerne u Adwentystów ze słabym organizmem od urodzenia[złej genetyce] umierają szybko na choroby układu krążenia, cukrzycę i nowotwory[i nie zdążą zachorować na osteoporozę- chorobę głównie wieku starczego], oraz to że weganizm jako dieta lecznicza przyciąga ludzi o najsłabszych organizmach, to wychodzi jednak że dieta wegańska chroni stan kości, i to mimo iż dieta roślinna Adwentystek jest dość wadliwa.

    Tak jak weganie chorują czasem na przeziębienia[choć rzadziej od mięsożerców], niekiedy chorują na drażliwe jelita[co może powodować problemy ze wzdęciami i ‘gazami’ i wtedy wymaga szczególnego zbilansowania diety roślinnej], tak zdarza się też odwapnienie kości[głównie przez błędy w stylu życia i diecie] i po moich badaniach są to chyba największe problemy, które skutecznie musimy rozwiązać.
    Dlatego trzeba rozwijać wiedzę i tępić defetyzm.

    Co do stanu kości, to podstawą jest dostarczenie sobie wapnia w diecie.
    Dobrym źródłem wapnia są [dane w miligramach{mg} na 100 gram produktu są przybliżone bo różne wartości podają a lobby mleczne lubi zaniżać wartości wapnia roślin; gdy chce się dokładnie dowiedzieć na temat jakiś strategicznych dla wapnia produktów, trzeba robić osobne śledztwo i szukać różnych informacji w internecie i literaturze],
    zielono listne warzywa, na przykład jarmuż[157 mg na 100 gram, przyswajalność 40-64%{mleko 32%(co znaczy że jarmuż w 100 gramach ma dwa razy więcej wapnia przyswajalnego niż mleko w takiej samej ilości 80/40)}],
    rukola [160 mg],
    mniszek lekarski „mlecz”[liście mają 187 mg ; inni podają 167 mg],
    pokrzywa[481 mg wapnia na 100 gram{dobrze przyswajalnego}, inni podają mniej, a dla suchej 2900 mg/100],
    kapusta pekińska [77 mg ],
    bazylia świeża [157 mg],
    brokuł [47 mg {inni podają 100 mg}, przyswajalność 52.6% lub 53% = 25 mg], rzodkiewka [26 mg – 29 mg, rekordowa ze znanych mi przyswajalność 74.4% co daje ok 21 mg na 100 gram, czyli tylko o połowę mniej niż mleko{40mg}], brukselka [42 mg – 57 mg, przyswajalność ok 64%=36mg ,tylko 4 mg niżej od mleka krowiego],
    marchew[36 mg],
    pomarańcze bez skórki[40 mg],
    kiwi[34 mg],
    strączki na przykład suche nasiona soi[239 mg; soja gotowana wraz z wodą co zwiększa wagę i po ponownym przeliczeniu daje 102 mg],
    fasola biała[sucha 249 mg],
    cieciorka[sucha 124 mg ],
    groch [suchy 55 mg], soczewica[sucha 50 mg],
    bób [36 mg],
    fasolka szparagowa[65 mg],
    kasza gryczana nie prażona [18 mg ], kasza jaglana [8 mg ],
    płatki owsiane [50 mg ],
    zmielony przed zjedzeniem sezam nie łuskany[975 mg-1160 mg, przyswajalność ok 23%, co daje na 100 gram przy 1100 mg 253 mg, czyli ponad 6 razy więcej niż w krowim mleku 0.1 litra z 40 mg wapnia; sezamu nie za dużo z powodu omega6],
    migdały[273 mg, przyswajalność ok 23%, na 100 gram przy 273 mg 62 mg , czyli 22mg lepiej od mleka],
    orzechy włoskie[87 mg],
    siemię lniane [255 mg],
    nasiona Chia [650mg; można spożywać do 15 gram dziennie co daje około 97 mg wapnia], pestki dyni[51 mg], amarantus[248 mg],
    owoc dzikiej róży [257 mg],
    nasiona kopru włoskiego [1196 mg],
    glony hijiki [1400 mg],
    glony kelp [1099 mg],
    suszona trawa pszeniczna lub jęczmienna [514mg],
    mak którego za bardzo nie polecam w większych ilościach ze względu na zęby[1266 mg-1438 mg/100 gram czyli ok 1.4 grama w 100 gramach maku-rekordzista{mleko to 120 mg wapnia w 100 ml}] ,
    u mnie woda kranowa 60 mg w litrze[w każdym mieście inaczej]
    i inne.

    By uzyskać wegańską normę ponad 500 mg dziennie, trzeba przykładowo zjeść 200 gram pomarańczy, 100 gram kiwi, 150 gram jarmużu, 200 gram płatków owsianych[licząc od suchych], 15 gram nasion Chia, 15 gram migdałów, 200 gram grochu[licząc od suchego], 100 gram pokrzywy i u mnie 2 litry wody kranowej[licząc tą w płatkach owsianych, grochu, szejku itd], co da 1200 mg wapnia, a jemy jeszcze inne pomniejsze źródła wapnia.

    Zielenina, owies, kasza gryczana niepalona i strączki są też dobrym źródłem żelaza, oraz białka. A te produkty można zbierać czy hodować samemu[zielsko i kiełki] i w Polsce są tanie[kasze, groch, płatki owsiane].

  40. Grzegorz P. says:

    Widać, że tutaj rozwinęła się dyskusja dość szczegółowa na temat raka i zdrowia.
    Ja gdybym oglądał bloga, w którym komentarze opisują zaawansowaną wiedzę na temat broni palnej, nie śmiałbym tam napisać komentarza, bo moja wiedza na temat jest żadna. Takie są dobre obyczaje, choć nie każdy ma tyle kultury osobistej, by to rozumieć. Niektórych nosi i piszą gdzie popadnie i co popadnie. I potem człowiek musi odpisywać na tym samym poziomie i traci czas czytelnika.
    Według obecnej wiedzy, każdy kto namawia publicznie do spożywania dużej ilości mięsa, jaj i nabiału, potem kawy, słodyczy, olejów rafinowanych itd, robi takie samo „wykroczenie” społeczne, jak ci, którzy namawiają do spożywania tytoniu i alkoholu jako rzekomej profilaktyki zdrowotnej. Prywatnie można gadać co się chce, ale jeśli pisze się komentarze, które może czytać młodzież, nie można udawać, że to zabawa. I dlatego trzeba liczyć się z reakcją .
    Każdy ma prawo jeść co chce, jak i słuchać kogo chce, na przykład osób opisujących weganizm. Choć produkty odzwierzęce są obarczone problemem etycznym i społecznym, więc każdy musi to brać na sumienie[to coś więcej, niż tylko zawartość talerza].
    Czekam na dzień w którym będzie 99% wegan na świecie. Tak jak dziś 99% ludzi na ziemi nie wyobraża sobie powrotu do kanibalizmu[pożerania ludzkich zwłok].
    Napiszę o rozsądku. Ci którzy uważają weganizm za „wydziwianie”[szczególnie ludzie mający mentalność z 19 wieku] i głoszą hasło „wszystko z umiarem”, oraz by jeść „zróżnicowaną dietę”, dbają o… zróżnicowany zestaw chorób. Ich „rozsądek” kończy się szpitalem po 62 roku życia i śmiercią średnio w 77 roku życia i od 40 roku życia grozi im zawał serca czy udar mózgu. Powołują się na starsze pokolenie, nie zauważając, że średnia długość życia wynosiła kiedyś 50 lat i ze starszych jeden na 10 000 dojeżdża do 100 lat. Nie są to wyniki, które bym rekomendował. Do tego dochodzi pogorszenie jakości mięsa itp i zwielokrotnił się stres, co nie daje dobrej jakości życia, nawet jak ktoś jedzie na lekach i operacjach do 77 roku życia[a ostatnie 15 lat to starcza męka]. Łatwo więc zrozumieć dlaczego weganie są rozsądni, a ludzie „zwyczajni” idą w przepaść, bez żadnej głębszej refleksji nad sobą . Jakość życia wegan jest jakieś 30% lepsza, co kompensuje znacznie to, że w nietolerancyjnym społeczeństwie polskim muszą jakoś walczyć o godne życie.
    Greenelko co do książek to Valtera Longo przejrzę jak będzie okazja, a na Joel Fuhrmana spojrzałem.
    Ludzkość w całej historii nie miała takiego luksusu w łatwym zdobyciu informacji jak dzisiaj. Oczywiście 95% Internetu to „śmiecie” i 90% książek to bełkot dobry na podpałkę do pieca, ale te pozostałe 5% i 10% daje miliony informacji na ponad 100 lat badań. Mamy więc możliwość samo nauczania niezależnego od szkółek, które niestety są bardzo skostniałe i powiązane z polityczną propagandą , co powoduje mnóstwo przekłamań i problemów[osobny temat na milion stron].
    Samouk niczym dziki koń biegnie przed siebie i osiąga najwięcej, a „zaorany” przez system magister przypomina chorą szkapę ciągnącą wieki wóz. Co do informacji w Internecie, można spojrzeć przykładowo tu http://www.wegafitness.pl/dlaczego-akurat-weganizm/

    Dałbym więcej linków, ale mi komentarze znikają [już dwa mi wcięło, ten piszę po raz trzeci] . Ale sobie poszukajcie sami[bo intelektualny trening wydłuża żywotność komórek mózgowych , co daje dłuższe życie].
    Jeśli ktoś je produkty opisane w artykule[poza czekoladą i alkoholem] i nie jest weganem, oraz ma nadwagę , ostatecznie może przegrać walkę z nowotworami.
    Redukcja wagi jest niezbędna dla profilaktyki anty rakowej bo
    1)im więcej ciała, tym więcej roboty ma układ odpornościowy i więcej problemów których nie pokona, co powoduje nowotwory[oraz cukrzycę i miażdżycę ];
    2)w tłuszczu odkładają się rakotwórcze toksyny;
    3) ludzie z nadwagą mają tendencję do odżywiania zwiększającego ryzyko nowotworów.
    Jak wykazano, dieta wegańska bardzo dobrze długofalowo redukuje wagę [bez efektu jojo] i jest na całe życie zdrowa.
    Weganie rzadko mają nadwagę gdy
    1) są łakomi [w tym na słodycze] i łączą tłuszcz z węglowodanami w jednym posiłku;
    2)mają problemy metaboliczne jak niedoczynność tarczycy [ale zdrowa dieta wegańska leczy też ten problem].

  41. Grzegorzu, żaden Twój komentarz nie znikł tutaj, wszystkie są Żaden nie znalazł się przypadkiem w spamie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

×

Polub Greenelkę na Facebooku

Jeżeli podoba Ci się to co piszę, poślij to dalej, ok?